Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
Blog > Komentarze do wpisu

Jan Paweł II mógł interweniować w sprawie pedofilii - ale tego nie zrobił

Jan Paweł II bardziej niż ktokolwiek inny mógł zakończyć koszmar dzieci wykorzystywanych przez księży i uratować wiele niewinnych, bezbronnych ofiar. Ale nie zrobił tegopisze w dwutygodniku „National Catholic Reporter” ksiądz Thomas P. Doyle, który w latach 80. pracował w Nuncjaturze Apostolskiej w Waszyngtonie.

Na półce w moim gabinecie stoi oprawiony w czerwoną skórę Kodeks Prawa Kanonicznego. To nie jest po prostu jeden z egzemplarzy kościelnego regulaminu. Tę książkę podpisał dla mnie Jan Paweł II na prośbę mojego byłego szefa, kardynała Pio Laghi. Jest tam data 6-6-1983, skreślona ręką papieża. Z pewnością w tamtych czasach byłem jego fanem.

W niedzielę, gdy Jan Paweł II zostanie ogłoszony świętym, książka ta stanie się relikwią drugiej klasy. Nie będę jej czcił, nie dołączę też do wiwatujących tłumów.

Thomas P. Doyle
Autor artykułu, ksiądz Thomas P. Doyle

Ostatnie 30 lat doprowadziło mnie do przekonania, że świętość Jana Pawła II jest głęboką obrazą dla licznych ofiar przemocy seksualnej ze strony katolickich duchownych na całym świecie. To obraza dla przyzwoitych, pełnych dobrych intencji mężczyzn i kobiet, którzy byli prześladowani przez Kongregację Nauki Wiary w czasie jego pontyfikatu, to również obraza pamięci papieża Jana XXIII, który ma pecha, że równocześnie będzie kanonizowany.

Książka, która wkrótce stanie się relikwią, jest symbolem hańby i bankructwa swojej treści, zbioru zasad Kościoła i papieża, który ją podpisał. Ludzie bardziej ode mnie elokwentni publicznie podawali liczne powody tej sytuacji. Nie będę tu powtarzał ich słów. Uważam jednak, że należy odnieść się do niektórych przedziwnych oświadczeń, złożonych przez dwóch głównych pochlebców Jana Pawła II.

George Weigel oznajmił, że w 2002 roku istniała „luka informacyjna” między Stanami Zjednoczonymi a Stolicą Apostolską. To nonsens. Nie było wówczas żadnej luki, nie było jej również w 1984 roku, kiedy sprawa nadużyć seksualnych przedostała się do opinii publicznej. Pracowałem w Nuncjaturze Apostolskiej w 1984 roku i mam bezpośrednie doświadczenie w kwestii przekazywania informacji do Watykanu.

Nuncjusz papieski, Pio Laghi, wówczas arcybiskup, w lecie 1984 roku dostał list od wikariusza generalnego z Lafayette w Luizjanie z wiadomością o tym, że rodzice, których mały syn został wykorzystany przez księdza Gilberta Gauthe zaskarżają Gauthego, biskupa, diecezję, arcybiskupa Nowego Orleanu, nuncjusza papieskiego i papieża. Wkrótce potem nuncjusz otrzymał oficjalną skargę. Od tego czasu do nuncjusza stale napływały informacje z Lafayette, a także z innej diecezji, która pojawiła się na scenie wydarzeń z tego samego powodu – Providence w stanie Rhode Island.

Większość tych informacji przechodziła przez moje ręce; przygotowywałem codzienne notatki dla arcybiskupa Laghi. Standardową procedurą byłoby przygotowanie raportu dla Stolicy Apostolskiej, ale tak się nie stało na tym etapie. Laghi telefonował do różnych oficjeli w Watykanie, również do Sekretariatu Stanu, czyli jakby bezpośrednio do papieża. W naszych rozmowach o tej sprawie, a było ich wiele, arcybiskup często wypowiadał takie zdania jak: „rozmawiałem z moimi przełożonymi w Rzymie” lub „moi przełożeni w Rzymie” powiedzieli to i to.

Pod koniec lutego zasugerowałem arcybiskupowi, abyśmy poprosili Ojca Świętego o wyznaczenie amerykańskiego biskupa, który przyjechałby do diecezji Lafayette jako specjalny śledczy, zobaczył na własne oczy, co się dzieje i spróbował trochę uporządkować to, co szybko zamieniało się w chaotyczny bałagan. Zaproponowałem, że mógłby to być biskup A.J. Quinn z Cleveland. Choć miałem dobre intencje, był to błąd. Wkrótce stało się oczywiste, że ten biskup jest częścią problemu, a nie częścią rozwiązania.

Laghi przyjął moją propozycję i poprosił mnie o przygotowanie raportu, który zostałby dołączony do wniosku. Celem tego sprawozdania było wyjaśnienie sytuacji w Luizjanie. Szybko sporządziłem raport, który liczył sobie około 35 stron. Był szczegółowy i oparty na faktach, z nazwiskami i datami. Zawierał historię tuszowania – taką, jaką znaliśmy – i dość drastyczny opis krzywdy wyrządzonej ofiarom, opis oparty na kilku pierwszych raportach medycznych, jakie otrzymałem.

Nuncjusz powiedział mi, że to pilna sprawa i dlatego chce, żeby sprawozdanie trafiło bezpośrednio do papieża i nie przechodziło przez żadną watykańską kongregację. Kardynał John Krol z Filadelfii, bliski przyjaciel papieża, wyjeżdżał do Rzymu w następny poniedziałek. Miałem zadbać o to, aby w niedzielę wieczorem Krol otrzymał raport, podpisany przez Laghiego. Kardynał rozmawiał z Laghim i zgodził się przekazać dokument bezpośrednio w ręce papieża. Raport został wysłany kurierem do Filadelfii. We wtorek raport był u papieża, a w czwartek wieczorem dostaliśmy teleks informujący nas, że papież zgodnie z planem wyznaczył Quinna, jak go o to prosił Laghi.

Sex, Priests, and Secret Codes: The Catholic Church's 2,000 Year Paper Trail of Sexual Abuse
Thomas P. Doyle jest współautorem książki "Sex, Priests and Secret Codes" na temat pedofilii w Kościele katolickim

Od tego czasu przez całą wiosnę 1985 roku nadal przygotowywałem notatki dla Laghiego, którzy wciąż składał relacje swoim przełożonym w Watykanie. Zostało wysłanych kilka pisemnych sprawozdań, choć nie pamiętam ile. Wysłano również egzemplarz osławionego dziś sprawozdania, przygotowanego przez nieżyjącego już ks. Michaela Petersona, adwokata Ray’a Moutona i mnie. Był to ten sam raport, o którym urzędnicy Konferencji Episkopatu USA powiedzieli, że go nie potrzebują, bo wiedzą wszystko, co jest w nim zawarte.

Przejdę od razu do czerwca, pomijając słynne spotkanie w Collegeville w Minnesocie, na którym biskupi spędzili cały dzień za zamkniętymi drzwiami i słuchali o nadużyciach seksualnych księży, ale najwyraźniej niczego się nie nauczyli, sądząc po długofalowych rezultatach tego spotkania. W połowie czerwca, jak sobie przypominam, nuncjaturę odwiedził nieżyjący już dziś kardynał Silvio Oddi. W tym czasie był on prefektem Kongregacji ds. Duchowieństwa. Oddi przypominał mi postać z komiksu „Mały Król”. Miał kardynalski pierścień z kamieniem wielkim jak piłka golfowa.

Oddi powiedział Laghiemu, że chce usłyszeć o kryzysie nadużyć seksualnych. Nuncjusz polecił mi spotkać się z kardynałem i udzielić mu informacji. Przygotowałem „notatkę informacyjną”. Był czerwiec i od lutego wiele się wydarzyło. Nuncjusz dowiedział się o licznych kolejnych raportach na temat wykorzystywania seksualnego dzieci przez duchownych w wielu różnych diecezjach. Przygotowałem mój raport, a wiedziałem wystarczająco wiele, aby był on rzeczowy i szczegółowy, w niektórych fragmentach drastyczny. Oddi siedział przez mniej więcej dwie godziny, a ja w zasadzie odczytałem mu raport, sporadycznie wtrącając jakieś szczegóły.

Dobry kardynał, zazwyczaj bardzo przyjazny, był najwyraźniej w ponurym nastroju, kiedy skończyłem. Zadał szereg podchwytliwych pytań na temat sprawców i ofiar, a także chciał wiedzieć, dlaczego oskarżonym księżom nie wytoczono procesu kanonicznego. Nigdy nie zapomnę jego końcowego komentarza. „Będę o tym rozmawiał z Ojcem Świętym. Będziemy mieli spotkanie prefektów wszystkich dykasterii [watykańskich urzędów administracyjnych] i wydamy dekret!”. Pamiętam, jak po jego odejściu Laghi zapewniał mnie, że coś się ruszy w tej sprawie, bo Oddi zda relację papieżowi. Co się działo dalej, można tylko zgadywać. Nie było dekretu, a nawet gdyby został wydany, byłby bezużyteczny.

To był rok 1985, nie 2002. Trudno uwierzyć, aby ten papież, który podobno był jednym z najinteligentniejszych ludzi w tamtych czasach, nie potrafił zrozumieć powagi sytuacji, kiedy znaczna liczba kapłanów gwałci i prześladuje małe dzieci. Usprawiedliwienie, że nic nie zrobił z powodu swojej „czystości myśli” jest tak absurdalne, jak wykręt, że chciał ochronić kapłaństwo, które darzył tak wielkim szacunkiem.

Joaquín Navarro-Valls, rzecznik prasowy Jana Pawła II, powiedział w piątek [25.04.2014], że jego zdaniem ani papież, ani ktokolwiek inny nie rozumiał powagi kryzysu. Pomijając fakt, że to stwierdzenie jest również absurdalne, pewna liczba osób w Kościele rozumiała powagę sytuacji: matki i ojcowie wykorzystanych dzieci, a nawet opinia publiczna, która domagała się działania już w połowie lat osiemdziesiątych.

Navarro-Valls powiedział, że po 2002 roku papież Jan Paweł II natychmiast zaczął działać. Poza tym, że wydał dziewięć nagranych oświadczeń publicznych, na tyle zniuansowanych, że zupełnie niewinnych i zwołał spotkanie amerykańskich kardynałów, aby powiedzieć im to, co już wszyscy wiedzieli, nie zrobił niczego pozytywnego.

Jan Paweł II i kardynał Bernard Law
Jan Paweł II i kardynał Bernard Law. Kardynał w 2002 roku zrezygnował z funkcji arcybiskupa Bostonu, gdy wyszło na jaw, że świadomie ukrywał przestępstwa pedofilskie księży. W 2004 roku Jan Paweł II mianował kardynała Lawa nowym przełożonym bazyliki św. Marii w Rzymie.

Zrobił jednak kilka rzeczy negatywnych. Był ostatecznie odpowiedzialny za zahamowanie dochodzenia w sprawie księdza Marciala Maciela Degollado. Odmówił zbadania oskarżeń wobec kardynała Hansa Hermanna Groëra z Wiednia. Wypromował kariery kilku biskupów i kardynałów, którzy świadomie wyrządzili straszne szkody ofiarom i wydali ogromne pieniądze na obstrukcję procesu sprawiedliwości – byli to tacy kardynałowie jak Bernard Law, Roger Mahony i George Pell, aby wymienić tylko kilku. Być może najbardziej skandalicznym zaniechaniem był całkowite zignorowanie przez Jana Pawła II błagań tysięcy ofiar, z których wiele pisało bezpośrednio do niego. Ofiary i grupy ofiar zasypywały Watykan listami, prosząc o audiencje lub przynajmniej uznanie przez papieża, zwłaszcza podczas obchodów Światowego Dnia Młodzieży. Nie tylko ich prośby były ignorowane, ale nikt z nich nie otrzymał nawet potwierdzenia, że zostały odczytane.

Skandal seksualny naszej epoki to najgorszy koszmar Kościoła katolickiego, który ciągnie się już przez 30 lat. Ogrom tego wszystkiego sprawia, że trudno znaleźć słowa, które mogłyby to wiernie opisać. Widmo wielkiej liczby księży, biskupów, a nawet kardynałów z całego świata seksualnie wykorzystujących dzieci, popełniających jedno z najgorszych przestępstw, jakie można sobie wyobrazić, jest dla nas wyzwaniem, gdy próbujemy ogarnąć potworność tego zła. Ale to rzeczywiście się wydarzyło, co więcej, umożliwili to ci, którzy deklarowali, że będą postępować zgodnie z Ewangelią i prowadzić innych tą samą drogą.

W niedzielę [27.04.2014] instytucjonalny Kościół przyzna najwyższy honor człowiekowi, który bardziej niż ktokolwiek inny mógł zakończyć ten koszmar i uratować niezliczone niewinne i bezbronne ofiary. Ale nie zrobił tego. Nie w tym rzecz, czy mógł, ale w tym, czy chciał.

Czerwona książka na mojej półce może być relikwią, ale będzie także przypominać o bardzo ciemnej stronie instytucjonalnego Kościoła – stronie, którą poznaliśmy po części z winy Jana Pawła II.

Thomas P. Doyle jest księdzem, prawnikiem kanonistą, terapeutą uzależnień, od wielu lat działa na rzecz sprawiedliwości i współczucia dla ofiar nadużyć seksualnych duchowieństwa.

Źródło: ncronline.org

niedziela, 27 kwietnia 2014, free.mind

Polecane wpisy

Komentarze
2014/04/27 06:50:23
Ok...wszystko ok...tylko dlaczego piszesz o tym właśnie dzisiaj a nie przed kanonizacją. Teraz niezaleznie od Twoich intencji wyglada to z lekka złośliwie-kogos ogłaszają świętym-polejmy mu troche szamba na głowę...w naszym kraju to przeciez normalka.
Nie twierdzę,że to co piszesz jest nie prawdą...twierdzę,że to raczej kiepski czas by teraz kogoś błotem obrzucać....czasy też były kiedyś inne-wiele rzeczy zamiatało sie pod dywan-(wiem to chore) ale zasługi Jana Pawła II ,przyznasz - robią wrażenie.
-
2014/04/27 06:54:01
@projekt.kobieta
Na mówienie prawdy dobry jest każdy czas.
-
2014/04/28 05:46:31
Jan Paweł II był (mimo wszystko) konserwatystą i chyba nie chciał dialogu w tej sprawie, żeby jej nie pogarszać. Ja osobiście nie rozumiem wspierania przez jego osobę oraganizacji takiej jak Opus Dei - w prostej linii są to spadkobiercy inkwizycji.
-
2014/04/28 19:16:54
Ciekawy artykuł - Polecam :)
-
Gość: selizanka, *.echostar.pl
2014/09/26 21:45:04
@projekt.kobieta
książka Sex, Priests, and Secret Codes napisana przez autora artykułu. została wydana znacznie wczesniej niż artykuł, a więc czytanie ze zrozumieniem się kłania. Poza tym stwierdzenie, że mówienie o takich zaniedbaniach jakich dopuścił się jp2 to "złośliwość" jest chyba kpiną
-
Gość: Athos, 199.233.247.*
2015/01/26 19:12:46
To skandal, że świętym został papież, który tolerował pedofilię w Kościele.
-
2015/09/08 10:10:32
Niestety, u nas JPII jest świętością i jakakolwiek próba krytyki wywołuje amok u odbiorców. Jednak na pytanie o zasługi papieża, nie potrafią nic powiedzieć, prócz tego, że był Polakiem.
Swego czasu prof. Senyszyn użyła "świętego" stwierdzenia "nie lękajcie się" i za to wylano na nią kubeł pomyj.