Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
Blog > Komentarze do wpisu

Groźna sekta działa w Bydgoszczy. Uwiarygodniali ją księża

W Bydgoszczy działa groźna katolicka sekta religijna. W trakcie odprawianych we wspólnocie egzorcyzmów zmarł człowiek, a dwie związane z nią osoby popełniły samobójstwa. Piszą o tym „Tygodnik Powszechny” i „Wprost”

Pod bokiem Kościoła powstała groźna sekta

Grupa funkcjonuje od kilkunastu lat. Przez ten czas uwiarygodniali ją katoliccy księża. Choć podczas egzorcyzmów zmarł mężczyzna, a dwie osoby związane z grupą popełniły samobójstwa, choć pojawiają się skargi – miejscowy biskup nie wydał oświadczenia ostrzegającego przed kontaktem ze wspólnotą.

Egzorcyzmy i religijna ekstaza

O sekcie opowiadają jej byli uczestnicy. Najpierw co dwa miesiące, a później co miesiąc u pani Ireny w Bydgoszczy odbywały się zjazdy modlitewne połączone z coraz bardziej drastycznymi egzorcyzmami i transami. W ramach oczyszczenia uwalniani od demona musieli pluć, charczeć, wypuszczać gazy. W trakcie swoich wizji Irena dostawała religijnej ekstazy, trzęsła się, miała konwulsje. Ksiądz Mieczysław tłumaczył, że „przyjmuje w ten sposób mękę Jezusa”. Przez Irenę „przemawiali” też Jezus, Matka Boska i święci.

Piotr, jeden z uczestników spotkań: Miałem już dość charkania na siłę, więc wymyśliłem imię demona. Powiedziałem: „Mustafa”. Ale Irena nie dała mi spokoju. Musiał być Lucyfer lub Belzebub. Chyba innych nie znała.

Joanna: – W oczyszczeniu wzięła też udział dziewczyna w czwartym lub piątym miesiącu ciąży. Podczas spotkania w domu Ireny  musiała – tak jak wszyscy – położyć się na brzuchu. Jej mąż uciekł wtedy z domu Ireny. Po rytuale oczyszczenia dziewczyna  też wróciła do domu. I poroniła.

Reżim w sekcie i wymuszanie pieniędzy

Każdy zjazd zaczynał się o godzinie 18 mszą, którą odprawiał ksiądz. Później koronka, różaniec, modlitwy Ireny podyktowane jej z nieba. Potem koło trzeciej w nocy kolejna msza, znów nabożeństwa, i tak do szóstej rano. Później można się było przespać, ale tylko dwie, trzy godziny. Brak snu i potworne zmęczenie sprawiały, że wszystkie słowa Ireny przyjmowaliśmy niemal bezrefleksyjnie , opowiada Ryszard, były uczestnik sekty. Godziliśmy się praktycznie na wszystko, nie było miejsca na wątpliwości.

Tymczasem Irena w coraz większym stopniu kontrolowała członków swojej grupy. Bez jej zgody nie można było zmienić pracy ani kupić nowego ubrania. Kobiety musiały prosić o pozwolenie na makijaż.

Zaczęło się dość szybko wymuszanie ofiar pieniężnych. Najpierw co łaska, potem Irena ustaliła minimalną stawkę 50 zł od osoby. Niektórzy zaczęli dawać po 600, a nawet 1000 zł. 

Chory umierał, nie wezwano pogotowia

Jedna chora osoba zmarła w domu pani Ireny podczas nocnych modłów. W październiku 2009 roku sześćdziesięciokilkuletni Stanisław podczas czuwania dostał ataku padaczki – mężczyzna umierał, ale nie wezwano pogotowia, tylko pani Irena odprawiała modlitwy, powtarzała: „Panie, tchnij w niego życie”. A ksiądz udzielał namaszczenia.

Rano wezwano pod adres pani Ireny lekarza, by stwierdził zgon. Nic nie wzbudziło jednak niepokoju lekarza. Mężczyzna poważnie chorował, więc nikt nie wnikał, czy pomoc wezwano na czas. A Irena ogłosiła, że Stanisław dostąpił wielkiej łaski, bo przecież zmarł w domu modlitwy.

Inny były uczestnik modlitw u pani Ireny dodaje: Dwie osoby z rodzin, które do niej przyjeżdżały, popełniły samobójstwa.

Sekta? Kościół nie reaguje

Ksiądz Mieczysław długo chorował na nerki, zmarł w sierpniu 2012 roku. Ale z miejscowej bazyliki św. Wincentego w Bydgoszczy do „kaplicy” pani Ireny przychodził też wikariusz ksiądz Czesław (także już nie żyje). Obecnie sekta pani Ireny chodzi na msze do kaplicy szpitala uniwersyteckiego, którą również obsługuje wikariusz z miejscowej parafii.

Gdyby kolejni księża nie uwiarygodniali działalności pani Ireny, na pewno byśmy jej nie uwierzyli, mówi Alicja, była członkini sekty. Dodaje: Pod wpływem pani Ireny znajduje się ciągle wiele osób z całej Polski. To często wykształcone, myślące osoby, które uległy psychomanipulacji. Mówią, że mają wątpliwości, ale boją się odejść, bo Irena straszy szatanem i wiecznym potępieniem. Powtarzają: „Gdyby jakiś ksiądz otwarcie nam powiedział, że dzieło pani Ireny nie jest katolickie, odeszlibyśmy”.

Alicja o dziwnych praktykach pani Ireny poinformowała najpierw miejscowego proboszcza, księdza Mieczysława Kozłowskiego. W styczniu dała mu też komplet dokumentów wraz z „orędziami” pani Ireny oraz zdjęcia z modlitw, w których uczestniczyli księża. Obiecał, że sprawę przekaże biskupowi, ale cztery miesiące później w kurii powiedzieli jej, że niczego nie dostali. Komplet materiałów przesłała więc także do biskupa. Bez reakcji. W końcu o istnieniu sekty napisał „Tygodnik Powszechny”, redakcja nie ujawniła jednak, w jakim regionie Polski działa. Myśleliśmy, że może wtedy kuria wyda jakieś oświadczenie, że ktoś ostrzeże ludzi przed wchodzeniem w to bagno. Ale nadal jest tylko cisza, mówi z żalem Alicja.

Rzecznik diecezji nie chce odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ani biskup, ani nikt z kurii nie wystosował ostrzeżenia do wiernych. Nie wiadomo też, czy wydanie takiego dokumentu w ogóle jest w planach. Z kolei zdaniem miejscowego proboszcza sprawa jest rozwiązana. Jestem proboszczem tej parafii dopiero od roku, w ogóle nie wiedziałem o sytuacji. Ale już z tą panią rozmawiałem, nic więcej nie mam do powiedzenia, ucina, zapewniając, że po rozmowie grupa zapewne przestanie działać. Tymczasem sekta pani Ireny nadal funkcjonuje.

 „Czy ktoś, kto tyle się modli, może być zły?”

Z Ireną rozmawiał „Tygodnik Powszechny”. Nie ma ludzi chorych psychicznie, są tylko opętani. Egzorcyzmy są konieczne. Jeśli w człowieku jest jeden demon, wystarczy tylko jeden egzorcyzm. Jeśli więcej, potrzebne są trzy. Jeżeli i one nie działają, to znaczy, że egzorcysta jest słaby, mówi Irena.  Zapewnia, że ksiądz był z nimi „od zawsze”:  Wspiera mnie w moich modlitwach, minimum cztery godziny dziennie, i pielgrzymkach.

Kobieta pokazuje krzyż nad drzwiami. Mówi, że podobne ma w każdym pokoju. Że chronią ją przed szatanem. Bo ten jest wszędzie. Opętanych, jej zdaniem, na świecie jest coraz więcej. Gdyby nie moje modlitwy, z tych ludzi nic by nie zostało, mówi Irena. Wyciąga spod bluzki łańcuszek, na którym nosi kilkanaście medalików, po czym pyta: Czy ktoś, kto tyle się modli i nosi Boga na sercu, może być zły?

Spotkania sekty nadal trwają. Wkrótce Irena planuje kolejne, trzydniowe rekolekcje.

Źródła: www.wprost.pl, www.tygodnikpowszechny.pl

niedziela, 27 lipca 2014, free.mind

Polecane wpisy