Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
Blog > Komentarze do wpisu

Religia w szkole - więcej szkód niż pożytku

Religia w szkole nie czyni uczniów lepszymi ludźmi ani bardziej świadomymi obywatelami. Wydaje się nawet przynosić szkody, bo podważa zaufanie do nauki oraz zamyka uczniów na inność i różnorodność kulturową, pisze w liście do „Gazety Wyborczej” dr Adam Kalbarczyk, adiunkt w Instytucie Filologii Polskiej UMCS w Lublinie

Konstytucja RP
Czy nie narusza konstytucji nauczanie w publicznej szkole przedmiotu, który nie jest neutralny ani religijnie, ani światopoglądowo?

Czy nauczenie religii w szkołach publicznych w Polsce jest zgodne Konstytucją RP? Zdaniem autora, wydaje się ono sprzeczne z konstytucyjnym zobowiązaniem władz publicznych do bezstronności w sprawach religijnych, światopoglądowych i filozoficznych (art. 25) oraz gwarancją, że rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami (art. 48). Lubelski naukowiec pyta: Czy nie jest naruszeniem światopoglądowej i religijnej bezstronności państwa wpisanie do ramowego planu nauczania państwowej szkoły (nawet jako nadobowiązkowego) przedmiotu, który nie jest neutralny ani religijnie, ani światopoglądowo?

Na konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie własnymi przekonaniami często powołują się zwolennicy szkolnej katechezy – jednak to prawo nie jest równoznaczne z prawem do pobierania nauki religii w państwowej szkole. A obecność religii sprawia, że w szkole tej dochodzi do wielu sytuacji, które tworzą  światopoglądowy nacisk na nieliczną mniejszość inaczej wierzących lub niewierzących rodziców i uczniów. Niereligijni uczniowie najczęściej nie mogą wybrać etyki zamiast religii, utrudnieniem dla nich jest też umieszczanie katechezy między lekcjami. Uroczystości szkolne mają religijny charakter, a szkoły współorganizują kościelne ceremonie, takie jak pierwsza komunia czy bierzmowanie. Wielu dyrektorów szkół jawnie i otwarcie wspiera religię.

Indoktrynacja narodowo-katolicka i antyaborcyjna

Religia jest czwartym przedmiotem w polskiej szkole pod względem liczby godzin nauczania, ustępując jedynie lekcjom języka polskiego, matematyki i języka obcego. Skoro tak, to warto zapytać o jej zalety edukacyjne. Szkolną katechezę przywrócił w 1990 roku rząd Tadeusza Mazowieckiego, wychodząc z założenia, że odegra ona istotną rolę w wychowaniu młodzieży. Religia w szkole miała pełnić funkcję dodatkowych „godzin wychowawczych”, tak jak pełniła ją w kościołach w czasach PRL, stanowiąc źródło oporu młodzieży wobec totalitarnego systemu i odtrutkę na ówczesną oficjalną ideologię komunistycznego państwa, pisze Adam Kalbarczyk. Okazało się jednak, że w III RP religia stała się narzędziem wprowadzania do szkół innej ideologii, narodowo-katolickiej, w miejsce wcześniejszego marksizmu-leninizmu. A więc w polskich szkołach nadal trwała ideologiczna indoktrynacja młodzieży, zmieniła się jedynie jej treść.

Oznacza to, że wprowadzając katechezę do szkół państwo złamało konstytucyjna zasadę swojej bezstronności światopoglądowej oraz w dużej mierze wpłynęło na kształtowanie światopoglądu całego młodego pokolenia Polaków.

Wbrew przewidywaniom tych, którzy wprowadzili religię do szkół, nie podniosła ona poziomu moralnego uczniów. Autor stwierdza, że efektów nie widać nawet wśród najważniejszych z punktu widzenia celów wychowawczych szkolnej katechezy zachowań młodzieży, np. w zakresie etyki seksualnej, stosowania używek czy poziomu agresji.

Jest tylko jedna zauważalna zmiana: wyraźnie nasiliły się u młodych ludzi postawy sprzeciwu wobec prawa kobiet do aborcji, nawet wówczas, gdy życie matki jest zagrożone. A więc religia w szkole okazała się jedynie skutecznym kursem antyaborcyjnym, prowadzonym w najbardziej absurdalnej odmianie ideologii tzw. pro-life.

Nie moralność, lecz instrukcje. Zagrożenie dla demokracji

Szkolna katecheza nie mogła jednak przynieść korzystnych skutków moralnych, głównie dlatego, że religia po prostu formułuje gotowe instrukcje postępowania, nie rozwijając wrażliwości moralnej ani świadomości etycznej.

W wielu kwestiach (bioetyka, prawa mniejszości) uczy zarazem postępowania kontrowersyjnego z etycznego punktu widzenia, pisze Adam Kalbarczyk i zauważa, że z tego powodu nasze społeczeństwo wybiórczo podchodzi do nauczania Kościoła. W praktyce jest tak, że moralne postawy młodych ludzi kształtują się w domu rodzinnym i nie ma na nie wpływu obecność religii w szkole lub jej brak.

Autor odnotowuje, że treści o charakterze moralnym obejmują zaledwie ok. 25 procent programu szkolnej katechezy, a więc nie są w nim najważniejsze. Więcej mówi się o sprawach doktrynalnych i liturgicznych, o modlitwie i takim formowaniu uczniów, by w swoim życiu realizowali misję religijną.

Religia na maturze

Z tych powodów za przejaw hipokryzji autor uznaje podkreślenie przez Episkopat Polski znaczenia religii „w procesie kształtowania postaw moralnych i wychowania młodego pokolenia”. Zwraca uwagę, że nasze państwo w nadziei na pozytywne skutki moralne nauczania religii samo zrzekło się wszelkiego wpływu na program szkolnej katechezy. A zatem niedorzeczne wydają się oczekiwania Episkopatu, by w programie państwowej matury znalazł się przedmiot, który nie podlega nadzorowi państwa.

Z naturalnych względów katecheza kształtuje natomiast postawy posłuszeństwa zamiast samodzielności, podporządkowania doktrynie zamiast obywatelskiej odpowiedzialności, akceptacji dogmatów zamiast krytycznego myślenia, wylicza autor. Ostrzega również, że nauczanie religii może mieć niebezpieczne konsekwencje dla liberalnej demokracji, bo niektóre demokratyczne normy (np. dotyczące praw mniejszości lub praw reprodukcyjnych kobiet) nie są zgodne z doktryną moralną Kościoła.

A więc obywatele, którzy wyznają tę doktrynę mogą mieć ideologiczne powody, by kontestować władzę i prawa naszego demokratycznego państwa. Państwo to, finansując z naszych podatków religię w szkole, wspiera nauczanie, które może zostać wykorzystane przeciwko niemu.

Religia wprowadza zamęt poznawczy

Czy dzięki religii uczniowie lepiej rozumieją świat? Adam Kalbarczyk negatywnie odpowiada na to pytanie. Odnotowuje, że katecheza nie podnosi nawet poziomu ogólnego, humanistycznego wykształcenia młodzieży, a jej rezultaty w zakresie elementarnej wiedzy religioznawczej na temat teologii katolickiej są marne.

Częściowo wynika to z absurdalnych treści doktryny (np. idea, że jeden Bóg składa się z trzech boskich osób jest racjonalizowana przez wielu uczniów jako nauka o Jezusie, Maryi i Józefie). Ale ta porażka bierze się przede wszystkim z tego, że katecheza służy celom ideologicznym, a nie teologicznym. Poza tym katechetom łatwiej wywoływać emocje przeciwko „zabijaniu dzieci” niż wytłumaczyć uczniom np. zagadnienie wszechmocy Boga i wolności ludzkiej woli.

Religia i antykoncepcja

Nauczanie religii w szkole to dla uczniów zamęt poznawczy, bo religia – przekonując o istnieniu bytów nadprzyrodzonych, które mogą ingerować w prawa przyrody i bieg historii – stawia się w opozycji wobec nauki. Na lekcjach fizyki uczniowie poznają prawa nauki, a na katechezie dowiadują się, że Bóg może je dowolnie zawieszać. Na lekcjach biologii słyszą, że blastula to jeszcze nie organizm, a na religii, że to już człowiek.

Szkoła publiczna przyczynia się w ten sposób do promocji postaw irracjonalnych i podważa zaufanie do nauki. Naucza także twierdzeń nieweryfikowalnych ani niefalsyfikowalnych empirycznie, podkreśla autor artykułu.

Religia zabiera czas, który można by wykorzystać na naukę

Uczniowie na lekcjach religii nie rozwiną żadnych kompetencji, które dzisiejsze społeczeństwo uznaje za ważne. Takie kompetencje wyszczególniła np. Rada Europy -  dotyczą one zwłaszcza posługiwania się nowoczesnymi technologiami informacyjnymi i komunikacyjnymi, rozwiązywania problemów, porozumiewania się w językach obcych, łączenia i porządkowania wiedzy, organizowania i oceniania własnej pracy. Żadnej z nich nie odnajdziemy w założeniach programowych szkolnej katechezy.

Tak naprawdę katecheza zajmuje czas, który uczniowie mogliby przeznaczyć na rozwijanie tych kompetencji. Co więcej, religia po części jest sprzeczna z niektórymi najważniejszymi kompetencjami dotyczącymi wysłuchiwania innych ludzi i uwzględniania ich stanowisk, a także sięgania do różnych źródeł informacji oraz radzenia sobie z tym, co nietypowe i złożone.

564 godziny religii w szkole

Religia tworzy podziały i zamyka uczniów na różnorodność

Autor zaznacza, że fundamentem katechezy jest przekonanie o słuszności tylko własnego stanowiska w kwestiach etycznych. To stanowisko wynika bowiem z absolutystycznych przekonań metafizycznych.

Religia nie pozwala wątpić w słuszność swoich dogmatów i zasadność doktryny. Jej absolutyzm moralny, opozycyjny wobec kulturowego relatywizmu, niechętny innym wartościom niż własne, jest szczególnie szkodliwy w szkole. Uczy on polską młodzież, że wierność innym systemom wartości jest obiektywnym złem. Ci, których przekonania metafizyczne i wynikające z nich poglądy moralne różnią się od naszych są albo uczniami szatana, albo co najmniej mylą się co do najważniejszych spraw. Są zatem zasługującymi na pogardę ignorantami w wielkiej, religijnej lekcji życia.

Oczywiście katolicka katecheza w szkole jest bardzo wygodnym rozwiązaniem dla części rodziców, bo ułatwia im religijne wychowanie dzieci. Ale czy bycie katolikiem polega na tym, że ma się łatwiejsze i wygodniejsze życie niż inni? Przecież Kościół oficjalnie przedstawia zupełnie odmienną wizję postawy religijnej, polegającą na zaangażowaniu i wysiłku. Jednak w praktyce okazuje się, że osoby wyznające religię katolicką są obdarowywane przywilejami, opłacanymi z podatków całego społeczeństwa. Jednym z tych przywilejów jest obecność religii w szkole publicznej (kolejnym - prawna ochrona uczuć religijnych).

Kościół skwapliwie korzysta z hojności państwa, a prowadząc katechezę w szkołach i przedszkolach wyrabia w młodych ludziach przekonanie, że obecność religii w życiu publicznym jest sprawą oczywistą. Konstytucyjna gwarancja neutralności światopoglądowej państwa wydaje się tu znów naruszona.

A zatem religia w szkołach, jak podsumowuje Adam Kalbarczyk, nie czyni uczniów lepszym ludźmi ani bardziej świadomymi obywatelami, nie czyni ich także ludźmi lepiej rozumiejącymi otaczającą nas rzeczywistość czy lepiej przygotowanymi do funkcjonowania we współczesnym społeczeństwie. Raczej przynosi szkody, bo podkopuje zaufanie do nauki oraz wyrabia w uczniach dystans wobec inności i różnorodności kulturowej.

Źródło: wyborcza.pl

wtorek, 03 listopada 2015, free.mind

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Piotr, *.play-internet.pl
2015/11/16 14:47:08
Nic mnie (rocznik 1986) tak nie przekonało, że religia katolicka jest w skrócie po prostu nieprawdziwa, jak właśnie wymuszona w szkole katechizacja. Tak długo jak będzie prowadzona w obecny sposób, czyni kościołowi katolickiemu więcej szkody niż korzyści.