Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
wtorek, 25 września 2018

Księża w Polsce są poza prawem, mówi Wojciech Smarzowski. Reżyser "Kleru" chciałby, aby ten film obejrzały osoby, które myślą inaczej niż on - wówczas w ich głowach mogłoby się coś otworzyć.  Film wchodzi na ekrany kin 28 września. 

Wojciech Smarzowski
Wojciech Smarzowski: film to fikcja, ale budulec jest z życia wzięty

Smarzowski opowiada, że zaczął myśleć o nakręceniu tego rodzaju filmu, gdy jego dzieci poszły do szkoły i kiedy zobaczył, jaką pozycję mają księża i religia w szkole publicznej. Kościół pierze mózgi dzieciom i wychowuje je w przesądach, mówi reżyser "Kleru". Potem doszły afery pedofilskie, wieści o przekrętach finansowych. Do tego każda uroczystość państwowa zaczyna się mszą. Staliśmy się też mistrzami w budowaniu coraz wyższych krzyży. Nazbierało się, podsumowuje reżyser i wspomina o jeszcze jednym grzechu: hipokryzji. Na przykład księża potępiają homoseksualizm, a mają w swoich szeregach sporą rzeszę gejów.

Scenariusz do filmu powstawał przed dwa lata, pisany wspólnie przez Smarzowskiego i Wojciecha Rzehaka. Zbierali informacje, czytali książki, rozmawiali z ludźmi. Reżyser zaznacza, że "Kler" jest fikcją w tym sensie, że postaci i zdarzenia są wymyślone, ale "budulec" został wzięty z życia. Podkreśla, że nie jest to film antyreligijny, gdyż założył sobie, że nie będzie atakował wiary.

Kościół tuszuje i pomniejsza swoje winy

Smarzowski przyznaje, że świadomość tego, co naprawdę dzieje się w Kościele jest w Polsce bardzo świeża. Wspomina, jak w 1992 roku zobaczył nagranie Sinead O’Connor drącej zdjęcie Jana Pawła II. Przyznaje, że choć jest niewierzącym, poczuł wtedy pewien niesmak, ale dziś już lepiej rozumie, dlaczego piosenkarka to zrobiła - wtedy Kościół w Irlandii stał poza prawem, czyli miał taką pozycję, jaką ma dziś w Polsce. A jak teraz wygląda Irlandia? Zamknięte seminaria, przegrane referendum aborcyjne, radykalny spadek liczby wiernych.

Kler, film Wojciecha Smarzowskiego

Reżysera przeraża to, że Kościół zupełnie nie interesuje się ofiarami przestępstw pedofilskich księży. Przedstawiciele Kościoła chętniej modlą się za księdza pedofila niż za dziecko, które skrzywdził. Jeśli już Kościół zgodzi się na zadośćuczynienie, to płacie je pod stołem.  W Irlandii już to się zmieniło, Kościół płaci jawnie, a odszkodowania są bardzo wysokie. A żeby już skończyć z tematem pedofilii – bo film jest nie tylko o tym – to na całym świecie jest tak, że na jednego pedofila przypadają dziesiątki ofiar. A u nas – rzekomo jedna. Bo tylko jedna odważyła się mówić.

Smarzowski podkreśla, że Kościół opanował do perfekcji strategię obronną. Ludzie Kościoła wypowiadają zdania w rodzaju: Kościół jest święty, ale składa się z grzeszników. Kościół jest jak matka, a matki się nie krytykuje. Kościół to Polska, a więc kto uderza w Kościół, uderza w ojczyznę.  To są zdania, które Kościół opanował do perfekcji. Mają zatuszować winy Kościoła, pomniejszać je, odwracać uwagę, rozmazywać. 

Kościół sam siebie nie oczyści

Zdaniem Smarzowskiego, dobrym rozwiązaniem dla Polski byłoby wypowiedzenie konkordatu i wyprowadzenie religii ze szkół. Co poza tym? System finansowy Kościoła powinien być jawny, bo państwo daje pieniądze na Kościół również z moich podatków. Reżyser chciałby, aby pedofilów w sutannach wsadzano do więzienia, a nie przenoszono z parafii na parafię. Chciałbym, żeby ktoś zadał sobie trud i sprawdził, co taki pedofil zrobił dzieciom w poprzednich parafiach, a nie tylko w tej, w której wpadł. Chciałbym, żeby Kościół wziął odpowiedzialność za ofiary.

Reżyser zwraca uwagę, że w żadnym kraju Kościół sam z siebie nie oczyścił się z win. Konieczna była presja państwa, świeckich instytucji, mediów. Nie inaczej będzie w Polsce - Kościół również sam siebie nie oczyści. Niezbędne są szersze działania, a film "Kler" ma być jedną z kropli, które drążą skałę 

Smarzowski mówi, że zależy mu na tym, aby film obejrzeli również widzowie, którzy nie myślą tak samo jak on. Trzeba trafiać do tych, w których głowach można coś otworzyć.

Źródło: wyborcza.pl

W niektórych szkołach w Bydgoszczy uczniowie w czasie godzin lekcyjnych zostali wyprowadzeni do kościoła na uroczystość religijną. Z kolei w podwrocławskich Kobierzycach katechetka zorganizowała lekcję religii w kościele, przez co dzieci nie zjadły obiadu w szkole.

W diecezji bydgoskiej odbywał się objazdowy pokaz - czyli tzw. peregrynacja - obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W związku z tym uczniowie części szkół w Bydgoszczy mieli w południe odwołane lekcje, by wyjść do kościoła, gdzie wzięli udział w mszy. 

Uczniowie w kościele, zamiast w szkole
Bydgoszcz. Zamiast na lekcjach - uczniowie na mszy w kościele



Rodzice w tej sprawie są podzieleni. Niektórzy uważają, że jeśli dzieci chodzą na religię, to czymś naturalnym jest również ich udział w takich uroczystościach. Choć prawda jest taka, że dzieciaki nie myślą o przeżyciach duchowych. Cieszą się, że nie ma kilku lekcji, mówi Małgorzata, mama jednej z uczennic. Inni rodzice są zbulwersowani tą sprawą. Uważają, że szkoła powinna być miejscem nauki. Dziecko nie chodzi na religię, bezczynnie spędziło kilka godzin w świetlicy. Nie tak powinna wyglądać publiczna edukacja, mówi pan Sławomir.

Kuratorium nie widzi problemu i nie domaga się wyjaśnień od dyrektorów szkół. Kwestia świeckości szkoły wydaje się dla kuratorium nieistotna. Takie chwile w życiu szkoły zdarzają się raz na jakiś czas, to jest częścią wychowania młodzieżymówi Marek Gralik, kujawsko-pomorski kurator oświaty z PiS. Jeden z dyrektorów szkół, Leszek Gozdek, porównał wyjście do kościoła z wyjściem do teatru w ramach lekcji polskiego.

Katecheza w kościele, uczniowie bez obiadu

Kobierzyce, kościół
Kobierzyce. Kościół, do którego wyprowadzono uczniów w czasie lekcji.

W podwrocławskich Kobierzycach uczniowie klas I, II i III z miejscowej podstawówki zostali w czasie lekcji wyprowadzenie do kościoła, bo katechetka postanowiła tam zorganizować lekcję religii. Cel wizyty: "zapoznanie się z wnętrzem kościoła i funkcją niektórych narzędzi liturgicznych oraz poznanie miejsca kultu bożego". W związku z tym uczniowie nie zjedli w szkole obiadu.

Rodzice są oburzeni. Mówią, że nie byli przygotowani na taką sytuację. Dzieci dostały tylko śniadanie i następny posiłek mogły zjeść dopiero w domu. W przypadku pracujących rodziców było to dopiero po godzinie 16-17! Przecież to są jeszcze maluchy. Jak w ten sposób kościół i szkoła mogą postępować?, napisał do "Gazety Wrocławskiej" ojciec jednego z uczniów. 

Dyrektorka szkoły zapewnia, że w czasie przerwy obiadowej dzieci były już w szkole, lecz nie zostały zaprowadzone do stołówki. Kuratorium podkreśla, że dzieci powinny mieć zapewnioną opiekę, lecz nie widzi problemu w tym, że zamiast w szkole dzieci spędzają czas w kościele.

Źródła: bydgoszcz.wyborcza.plgazetawroclawska.pl

poniedziałek, 24 września 2018

Od czasu pontyfikatu Jana Pawła II polscy biskupi byli nominowani według zasady „mierny, bierny, ale wierny”. Dlatego niemal nie mamy w hierarchii wybitnych osobowości, mówi prof. Stanisław Obirek w rozmowie z Arturem Nowakiem, adwokatem, współautorem książki o pedofilii w Kościele „Żeby nie było zgorszenia”. 

Skąd się biorą narcyzm i buta duchowieństwa?, pyta Artur Nowak. Według prof. Obirka, księża to często osoby, które w pierwszym pokoleniu osiągnęły awans społeczny w rodzinie, ukończyły studiaJednocześnie to wykształcenie jest dość ograniczone, zawężone do teologii, i to pojmowanej po katolicku. Takim ludziom brakuje szerszych horyzontów, oczytania oraz inteligenckiej ogłady, dlatego przykrywają kompleksy pyszałkowatością i pewnością siebie.

Pieniądze, władza i seks jako namiętności kleru

Profesor Stanisław Obirek
Stanisław Obirek: księżom często brakuje szerszych horyzontów

Ponadto polscy księża nie mają wrażliwości na ubogich, uważa Stanisław Obirek. Konflikty między parafianami a klerem często dotyczą kwestii materialnych. Zdarza się, że ksiądz stanowczo domaga się datków na budowę kościoła zbyt dużego jak na potrzeby wspólnoty albo dyktuje tak wysokie opłaty za pogrzeby, że parafianie zadłużają się, by pochować bliską osobę. Wierni widzą, że te wszystkie opłaty są niewspółmierne do pracy włożonej przez księży. Widzą u duchownych żądzę pieniędzy, a także żądzę władzy i seksu - te namiętności uchwycił Wojciech Smarzowski w filmie "Kler".

Z drugiej strony wierni akceptują feudalną relację podporządkowania klerowi, a taki afirmatywny klerykalizm sprzyja nadużyciom, zwraca uwagę Artur Nowak. Zdaniem Obirka, wierni często chcą chronić nieskazitelny wizerunek księży, dlatego ludzie pokazujący uwikłanie Kościoła w pedofilię wciąż trafiają na silny opór społeczny. A opór ten powstaje z inspiracji biskupów, którzy nierzadko utrudniają stawianie przestępców przed wymiarem sprawiedliwości.

Jan Paweł II - mit przesłania prawdę

Artur Nowak
Artur Nowak: desakralizacja Jana Pawła II 

Do największych zaniedbań w sprawie pedofilii w Kościele doszło za czasów Jana Pawła II, zwraca uwagę Artur Nowak, powołując się na najświeższe raporty z USA i Australii. Byli członkowie Legionu Chrystusa twierdzą, że w Watykanie wiedziano, że jego przywódca Marcial Degollado molestował nieletnich, ale wpływowy duchowny kupił sobie bezkarność, przekazując duże sumy na dobroczynność sekretarzowi papieża – księdzu Dziwiszowi, mówi Nowak. Przypomina, że za pontyfikatu polskiego papieża odpowiedzialności uniknął kardynał Bernard Law, który tuszował przestępstwa pedofilskie księży w Bostonie. Pozostaje pytanie: czy jesteśmy gotowi na tak szybką i brutalną desakralizację Jana Pawła II?

Dekonstrukcja mitów jest najtrudniejsza, mówi Stanisław Obirek. Polską romantyczną narrację zwieńcza postać Jana Pawła II, który - wedle tej narracji - jednoczył Polaków, obalił komunizm na świecie i pokazywał Zachodowi, jak żyć. Profesor ma jednak nadzieję, że za sprawą pedofilii odżyje jakaś dyskusja wychodząca poza ten mit. Nie da się ignorować kolejnych dowodów na to, że człowiek wynoszony na ołtarze, wywyższany i podziwiany, z prawdziwymi zasługami i ze szlachetnymi intencjami, mniej lub bardziej świadomie krył zbrodniarzy. Obirek przypomina, że Jan Paweł II nie tylko był wyrozumiały wobec hierarchów odpowiedzialnych za pedofilię, takich jak Law, Groer, Mc Carrick, ale sam mianował ich biskupami, a potem kardynałami.

Media powinny mówić o pedofilii w Kościele

Artur Nowak zastanawia się, czy papież Franciszek wie o tym, że arcybiskup Michalik obarczał ofiary pedofilii winą za prowokowanie księży? Czy wie o tym, że sprawcę przestępstw pedofilskich, księdza Kanię, polscy biskupi przenosili po kolejnych skandalach na "nowe łowiska"?

Obawiam się, że jest tak jak z Janem Pawłem II, mówi Stanisław Obirek. Osoby, które mogłyby mu powiedzieć, milczą w imię źle pojętej solidarności i interesu Kościoła. Profesor liczy na większą aktywność mediów w sprawie kościelnej pedofilii. Zwraca uwagę, że wyrok przyznający milion złotych odszkodowania ofierze księdza pedofila ożywił ten temat - pojawiają się kolejne sprawy, opowieści molestowanych osób, śledztwa dziennikarskie, nowe raporty. To wszystko tworzy masę krytyczną i w końcu coś się do Watykanu przebije. 

Źródło: wyborcza.pl

niedziela, 23 września 2018

Głośny film "Kler" Wojciecha Smarzowskiego nie zostanie pokazany w jedynym kinie w Ostrołęce. "W mieście, którego patronem jest św. Jan Paweł II, nie ma miejsca na filmy ukazujące Kościół w złym świetle" - pisze portal www.moja-ostroleka.pl

Kler, film Wojciecha Smarzowskiego

Ostrołęckie kino "Jantar" nieoficjalnie informuje, że nie będzie wyświetlać "Kleru". Przyczyn tej decyzji nie podano. Lokalny portal przesłał dyrekcji kina pytanie w sprawie wyświetlania tego filmu. Kierownik kina przez tydzień nie znalazł czasu, by odpowiedzieć. 

Film "Kler" wejdzie na ekrany kin 28 września. Pokazuje on polskie duchowieństwo z mało pozytywnej strony, porusza tematy niewygodne, trudne, objęte zmową milczenia - co nie podoba się środowiskom związanym z Kościołem. Z kolei kino "Jantar" należy do Ostrołęckiego Centrum Kultury, podległego prezydentowi miasta Januszowi Kotowskiemu. Prezydent jest członkiem PiS, teologiem i absolwentem Akademii Teologii Katolickiej, a przed laty pracował też jako katecheta. Według portalu wp.pl, to właśnie prezydent miasta ma dyktować repertuar kina w Ostrołęce.

Cenzura w Ostrołęce

Ostrołęckie Centrum Kultury już wcześniej zablokowało skandalizujący film "50 twarzy Greya". OCK początkowo milczało w tej sprawie, później twierdziło, że to wymagania dystrybutora były powodem, aby filmu nie wyświetlać. Jednak okazało się to nieprawdą, a kierownik kina przepraszał publiczność i dystrybutora za podawania nieprawdziwych informacji.  

Mieszkańcy Ostrołęki są oburzeni blokadą filmu "Kler", czemu dają wyraz na lokalnym portalu www.moja-ostroleka.pl. Oto niektóre głosy:

• Za kogo się oni uważają? Jak ktoś ma ochotę, to powinien sobie obejrzeć ten film. Co to jest za cenzura?
• Tak wygląda wolność i demokracja pod butem instytucji na wskroś niedemokratycznej, gotowej przejmować kolejne obszary państwowości, czekającej tylko na społeczne przyzwolenie.
• Taki film dokumentujący poczynania księży w czasie kampanii wyborczej mógłby zaszkodzić naszej władzy, pokazując wyborcom mechanizmy manipulacji przez Kościół.

Zdaniem portalu wp.pl, cenzura w Ostrołęce dowodzi, że pomysł wycofania "Kleru" z kin, jaki rzuciła posłanka Anna Sobecka jest możliwy do zrealizowania. Przynajmniej w miejscowościach, gdzie kina podlegają władzy samorządowej i nie należą do którejś z wiodących sieci. Natomiast prywatni operatorzy zacierają ręce, bo spodziewają się kolosalnych wpływów i rekordowej frekwencji.

Źródła: www.moja-ostroleka.pl, wp.pl 

Otwarte odrzucenie osoby tylko ze względu na fizyczną niepełnosprawność (co na całym świecie nazywamy przejawem dyskryminacji) w Kościele nazywa się "wolą Bożą" - pisze w kwartalniku "Więź" Damian Jankowski, absolwent polonistyki, który bezskutecznie próbował zostać zakonnikiem.

Polonista opowiada, że urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym, co poskutkowało lekką niepełnosprawnością. Choroba ma charakter wyłącznie estetyczny, poruszam się trochę... oryginalnie. Ale przypominam sobie o tym tylko wtedy, gdy patrzę na własny cień rzucany na chodnik podczas marszu, pisze Damian. Zaznacza, że chodził do normalnych szkół i nigdy nie był źle traktowany przez rówieśników. Nie czuł się odtrącony.


Damian Jankowski
Damian Jankowski: problemy pojawiły się dopiero w Kościele

Jako uczeń klasy maturalnej zgłosił się do dominikanów i został przyjęty do prenowicjatu, mającego charakter trwających przez rok przygotowań poza klasztorem. Nie podważano jego walorów intelektualno-duchowych, ale szybko zaczął słyszeć pytania dotyczące "braku wystarczającej sprawności fizycznej". Pod koniec prenowicjatu powiedziano mu krótko przez telefon, że nie jest przyjęty "ze względu na niepewny stan zdrowia".

Damian tłumaczył to sobie tym, że miał pecha i trafił na osoby, które nie rozumieją, na czym polega jego niepełnosprawność. Powinien więc poszukać innego zakonu, który nie zakwestionuje stanu jego zdrowia. Z drugiej strony jego zapał ostygł po wstrząsie, jakim było dla niego odrzucenie przez dominikanów. Po maturze zaczął więc świeckie studia.

Po obronie licencjatu z polonistyki Damian ponowił próbę realizacji swojego pragnienia, tym razem u redemptorystów. Prowincjał tego zakonu zapewnił go, że jego "stan zdrowia nie będzie żadnym problemem". Przez pierwszy wstępny rok Damian był szczęśliwy, że dano mu szanse i mógł wykazać, że jego niepełnosprawność nie jest żadną przeszkodą. Pod koniec tego etapu dowiedział się jednak, że został odrzucony. Przełożony tłumaczył, że życie zakonne wymaga "ogromnej mobilności" i na nic zdały się tłumaczenia Damiana, że z mobilnością nie ma żadnych problemów.

Lęk Kościoła przed innością

Damian nie rezygnował. W sumie podjął pięć prób zostania zakonnikiem, w różnych zgromadzeniach. Bez powodzenia. Zorientował się, że po pierwszym podejściu u dominikanów dostał "wilczy bilet". W każdym kolejnym zakonie, gdy mówił że był w dominikańskim prenowicjacie, niemal od razu słyszał, że będzie problem z przyjęciem.

Podczas tych prób wiele razy zadawano mu pytania w stylu: "A co, jeśli twoja choroba się rozwinie". Zapewniał, że w jego przypadku nie ma takiego ryzyka i zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest to, że ktoś ze zdrowych zakonników na skutek choroby utraci pełną sprawność. Ale nikogo to nie przekonało. Nigdy nie zostałem w zakonie wysłany do lekarza, by zdiagnozował moją kondycję fizyczną. Przełożonym wystarczyło to, co widzieli: jak się poruszam.

Damian pisze, że choć rozmaite środowiska zakonne mocno różnią się między sobą, to łączy je jedno - lęk przed innością. Po piątej porażce zrezygnował ze starań o włączenie do kościelnych struktur.

Dyskryminacja to złamanie prawa - ale nie w Kościele

Te negatywne doświadczenia skłoniły go do przypuszczeń, że jego przypadek nie jest odosobniony, gdyż trudno mu uwierzyć, że osoby niepełnosprawne w ogóle nie zgłaszają się do zakonów. Zapewne przychodzą, ale ostatecznie - jak ja - zostają najprawdopodobniej odesłane z kwitkiem. Okazało się, że faktycznie tak jest. W rozmowie z radiem TOK FM Damian powiedział, że po publikacji jego tekstu zaczęły się z nim kontaktować osoby, które przeżyły podobne sytuacje.

Gorzkim doświadczeniem jest dla niego to, że jego niepełnosprawność okazała się problemem tylko dla Kościoła - w świeckiej rzeczywistości, w życiu codziennym nie spotykają go żadne utrudnienia ani przejawy dyskryminacji. Poczułem absurd sytuacji, miałem poczucie niesprawiedliwości, mówi Damian i podkreśla, że w każdej innej instytucji taka dyskryminacja jest jawnym złamaniem prawa. W Kościele to "wola Boża". Tak właśnie, jak pamiętam, przełożony określił mój koniec dominikańskiego prenowicjatu.

Źródła: wiez.com.pl, www.tokfm.pl

13:15, free.mind
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58