Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
poniedziałek, 15 października 2018

Za uprawianie seksu z niepełnosprawną 16-latką ksiądz Krzysztof K. został prawomocnie skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata.  Miał pokutować w klasztorze, tymczasem odprawia msze w Kamieniu Śląskim.

Parafianie w Kamieniu Ślaskim są zbulwersowani tym, że duchowny skazany za seksualne wykorzystywanie głuchoniemej nastolatki wciąż odprawia msze. Szczególnie oburzyło ich to, że przestępca w sutannie uczestniczył w uroczystościach odpustowych. 

Na Facebooku zobaczyłem fotografię z tego odpustu, bo sam w tym czasie byłem na wakacjach. Nie mogłem uwierzyć, że to ksiądz Krzysztof, jak gdyby nigdy nic, kroczy na czele procesji, opowiada Jerzy Golczuk, mieszkaniec Kamienia Śląskiego.

Ksiądz wykorzystał bezradność niepełnosprawnej dziewczyny

Skazany ksiądz Krzysztof K.
Skazany rok temu ksiądz Krzysztof K.
do tej pory nie zaznał żadnych sankcji kościelnych

W połowie 2011 roku katolicki ksiądz Krzysztof K. został proboszczem w Wojnowicach pod Raciborzem. Jednocześnie prowadził katechezę w tamtejszym Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niesłyszących i Słabosłyszących. Właśnie tam poznał niepełnosprawną  szesnatolatkę, z którą - jak orzekł sąd - co najmniej trzykrotnie uprawiał seks. 

We wrześniu 2017 roku duchowny otrzymał wyrok 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata „za seksualne wykorzystanie bezradności niepełnosprawnej dziewczyny”. Sąd zakazał mu też nauczania religii oraz zbliżania się do poszkodowanej. Sąd nie mógł mu zakazać odprawiania mszy. Taki zakaz mogły nałożyć władze kościelne, ale nie zrobiły tego. 

Niejasne tłumaczenia kurii 

Problem polega na tym, że nie ma wytycznych, które jasno określałyby, jak postąpić z duchownym, gdy nie nie ma jeszcze postanowienia Stolicy Apostolskiej, tłumaczy rzecznik opolskiej kurii ks. Joachim Kobienia. Mówi, że Kongregacji Nauki Wiary w Rzymie, która zajmuje się tą sprawą, jeszcze nie wydała werdyktu. Według rzecznika, w tej sytuacji można liczyć jedynie na rozsądek księdza Krzysztofa i proboszcza parafii, która go zaprasza.

Wbrew temu wyjaśnieniu okazuje się jednak, że kuria może zabronić odprawiania mszy skazanemu księdzu. Rzecznik kurii powiedział, że diecezja do tej pory nie wiedziała, iż ks. Krzysztof K. nadal odprawia msze. Biskup był oburzony, gdy przekazałem mu te informacje, mówi ksiądz Kobienia. Ksiądz Krzysztof K. natychmiast otrzyma zakaz pełnienia posługi poza klasztorem, do którego został skierowany po wyroku sądu. Pobyt w tym klasztorze powinien być dla niego formą pokuty.

Proboszcz broni księdza: to on jest ofiarą

Ksiądz Arnold Nowak
Ks. Arnold Nowak: mam wewnętrzne przekonanie, że ksiądz Krzysztof jest ofiarą

Proboszcz z Kamienia Śląskiego ksiądz Arnold Nowak jest przekonany, że sąd pomylił się w sprawie Krzysztofa K. Gdybym miał cień wątpliwości, to funkcjonowałbym inaczej. Ale ja mam wewnętrzne przekonanie, że ksiądz Krzysztof jest ofiarą. Znamy się nie od dziś i jeśli mówi, że jest niewinny, to jest niewinny.

Proboszcz dziwi się, że odprawianie mszy przez skazanego duchownego kogoś gorszy: Ksiądz nie ma zakazu. Jeśli przyjeżdża i chce odprawić mszę, ja nie mam prawa mu odmówić.

Źródło: plus.nto.pl

Podczas mszy w Tarnowie ksiądz Zbigniew Krzyszowski namawiał wiernych, by głosowali na kandydata Prawa i Sprawiedliwości. Na stronie internetowej parafii pojawiły się też wytyczne dla wyborców. Jest to sprzeczne z oficjalnymi zapewnieniami polskich hierarchów, że Kościół nie uczestniczy w agitacji politycznej. 

"Za tydzień wybory. (...) przypominam, że głosowanie na wrogów Ojczyzny to grzech. A na prezydenta kandyduje Kazimierz Koprowski (PiS) i na niego warto zagłosować, oczywiście zgodnie z sumieniem", powiedział na zakończenie mszy ksiądz Zbigniew Krzyszowski, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Tarnowie. Poinformował o tym na Facebooku Marcin Pulit, były prezes i redaktor naczelny Radia Kraków.

Na stronie internetowej parafii wśród różnych informacji jest też apel: "Głosujmy zgodnie z sumieniem. Jednak popieranie wrogów Ojczyzny i Kościoła jest poważnym nieporządkiem moralnym".

Wytyczne dla parafian w sprawie głosowania w wyborach

Później, w rozmowie z dziennikarzami ksiądz Krzyszowski tłumaczył, że jego parafianie kandydują do samorządu i wypadało mu powiedzieć, by ludzie poszli i zagłosowali, a także na kogo.

Zapytany, dlaczego umieścił taki wpis na stronie parafii, proboszcz powiedział, że zrobił to po obejrzeniu bloku wyborczego w TVP. Wzburzyło go, że niektórzy kandydaci mówili o zniesieniu lekcji religii w szkołach i opowiadali się przeciwko finansowaniu Kościoła. 

Ks. Zbigniew Krzyszowski
Ks. Zbigniew Krzyszowski i fragment jego biogramu na stronie internetowej parafii

Według obowiązujących przepisów, agitacja wyborcza w kościołach nie jest zakazana. W 2013 roku z inicjatywy SLD powstał projekt ustawy zakazującej agitacji w kościołach, ale został odrzucony głosami Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski. 

Jednak polscy biskupi przekonują, że Kościół jest neutralny politycznie. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w 2015 roku napisali, że „Kościół mocą swej misji oraz zgodnie ze swą istotą nie powinien wiązać się z żadną partią lub systemem politycznym, gospodarczym czy społecznym”. Te słowa jednak nie potwierdzają się w praktyce.

Źródła: krakow.wyborcza.pl, swstkostka.pl

niedziela, 14 października 2018

Kościół katolicki ogłosił papieża Pawła VI świętym. Przy tej okazji odżył temat preferencji seksualnych Giovanniego Montiniego, bo takie nazwisko nosił Paweł VI. 

Dzisiaj w świecie zachodnim homoseksualiści nie są już traktowani jako gorszy gatunek ludzi. Dąży się do zrównania ich praw z osobami heteroseksualnymi, łącznie z zawieraniem małżeństw. Jednak dla Kościoła katolickiego związki homoseksualne wciąż są "grzechem", a homoseksualizm osób duchownym jest tematem tabu.

Schwytany w niedwuznacznej sytuacji

Giovanni Montini, czyli papież Paweł VI
Giovanni Montini, czyli papież Paweł VI został nowym świętym Kościoła

W styczniu 1976 roku papież Paweł VI w swoim oświadczeniu zaatakował homoseksualistów, nazywając ich "ludźmi wynaturzonymi". W reakcji na te słowa francuski pisarz Roger Peyrefitte stwierdził, że papież nie ma moralnego prawa do takich wystąpień, gdyż sam jest homoseksualistą. Na łamach włoskiego tygodnika "Il Tempo" pisarz przypomniał Pawłowi VI, że gdy był jeszcze arcybiskupem Mediolanu, odwiedzał po cywilnemu dom uciech, gdzie wraz z innymi mediolańskimi notablami spotykał się z chłopcami. Montini miał pecha, bo został schwytany przez karabinierów w niedwuznacznej sytuacji z pewnym aktorem.

O tym aktorze wspomina również prof. Franco Bellegrandi, który za pontyfikatu Pawła VI był watykańskim szambelanem i członkiem papieskiej Gwardii Honorowej. W wydanej w 1994 r. książce "Nichitaroncalli: inne życie papieża" Bellegrandi pisze, że aktor miał swobodny dostęp do watykańskiej alkowy Pawła VI (Często był widywany przy papieskiej windzie nawet w nocy. Mógł swobodnie wejść i wyjść, kiedy chciał). Obaj panowie mieli również spędzać wspólne wakacje w Alpach Szwajcarskich.

Peyrefitte i Bellegrandi nie podają nazwiska partnera Montiniego, ale w ówczesnym środowisku artystycznym mówiło się, że jest to znany włoski aktor Paolo Carlini. Pracowałem z nim w 1970 roku przez sześć miesięcy w musicalu, wspomina aktor Rodford Barrat. Już na pierwszej próbie niemal wszyscy mówili mi: "Wiesz, że gra z nami chłopak papieża?". To była tajemnica  poliszynela. Jedna z aktorek podwoziła go swoim samochodem na teren Watykanu, a wcześniej - do rezydencji w Mediolanie

Ks. Charamsa: potwierdzały to osoby w Watykanie 

Ks. Krzysztof Charamsa
Ks. Krzysztof Charamsa: nie ma w tym niczego złego

W 2015 roku ksiądz Krzysztof Charamsa, urzędnik watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, ujawnił swój homoseksualizm i został suspendowany. W rozmowie z argentyńskim radiem MDZ wspomniał o związku Pawła VI z Paolo Carlinim.

Potwierdzały to osoby w Watykanie, opowiada Charamsa. Nie nazwałbym Carliniego kochankiem, lecz raczej partnerem papieża. W tej sprawie mamy bardzo obszerną dokumentację. Jest kilka źródeł, które w jakiś sposób to potwierdzają. Nie ma w tym niczego złego.   

Próba szantażu

W 1967 roku podjęto próbę zaszantażowania Pawła VI w związku z jego romansem - takie informacje zawierały tajne notatki, do których w 2006 roku dotarł tygodnik "L’Espresso". Autorem notatek był generał Giorgio Manes, dowódca karabinierów. Wynika z nich, że grupa polityków żądała ustąpienia Pawła VI, a sprawą miał kierować sam prezydent Giuseppe Saragat, który groził papieżowi ujawnieniem jego skrywanych tajemnic.

Manes zanotował, że papiescy wysłannicy odbyli wiele tajnych rozmów z prezydentem Saragatem, by wynegocjować z nim jakiś kompromis. Negocjacje zakończyły się pomyślnie dla Pawła VI i sprawa nie wyszła na jaw. 

W czerwcu 1969 roku Giorgio Manes napił się kawy w miejscu publicznym i... nagle zmarł. Lekarz stwierdził atak serca, ale rodzina zmarłego nie miała wątpliwości, że Manes został otruty. Tym bardziej, że z domu zginęła cała walizka jego prywatnych dokumentów.

Paweł VI i Juliusz Paetz

Juliusz Paetz i Jan Paweł II
Juliusz Paetz (z lewej) i Jan Paweł II
w Poznaniu (1997)

W latach sześćdziesiątych ksiądz Juliusz Paetz trafił do Rzymu, gdzie był szeregowym urzędnikiem kurii watykańskiej. W 1976 roku niespodziewanie wysoko awansował, otrzymując stanowisko prałata antykamery papieskiej. Jak pisze Maciej Wrzeszcz w biografii Pawła VI, Paetz przebywał w otoczeniu papieża na jego wyraźne życzenie.   

W 2002 roku zrobiło się głośno o arcybiskupie Paetzu, gdy prasa ujawniła, że molestował seksualnie kleryków i księży. Dziennikarze zaczęli drążyć tę sprawę i przy tej okazji wyszło na jaw, że podczas pracy w Watykanie Juliusz Paetz spotykał się z Pawłem VI nie tylko służbowo, ale również prywatnie.

Jeden z mężczyzn, którym Paetz składał erotyczne propozycje, opowiedział, że arcybiskup pokazał mu dwa swoje zdjęcia: na pierwszym stał na plaży w krótkich szortach i koszulce, a przy nim stał podobnie ubrany papież Paweł VI. Na drugim Paetz nie miał już koszulki.

Kościół zaprzecza

Kościół katolicki zde­cy­do­wa­nie za­prze­cza, aby pa­pież Pa­weł VI był ho­mo­sek­su­a­lis­tą i utrzy­my­wał re­la­cje z męż­czyz­na­mi. Pub­licz­nie znies­ła­wia­ny, szcze­gól­nie bo­leś­nie prze­żył os­kar­że­nie o ho­mo­sek­su­a­lizm, pi­sze Ka­to­lic­ka Agen­cja In­for­ma­cyj­na w ar­ty­ku­le poś­wię­co­nym Pawłowi VI.

Źródła: www.traditioninaction.org, www.wprost.plekai.pl, bilerico.lgbtqnation.comwww.mdzol.com, wyborcza.pl, "Fakty i Mity" nr 14/2012

czwartek, 11 października 2018

120 tys. złotych grzywny i 28 tys. kosztów sądowych ma zapłacić Jerzy Urban - zdecydował Sąd Rejonowy w Warszawie po procesie trwającym prawie pięć lat. To kara za obrazę uczuć religijnych sześciu osób. 

Jerzy Urban
Jerzy Urban: wyrok jest zagrożeniem dla wolności słowa

Za wydrukowany w „NIE” niewinny obrazek zdziwionego Jezusa dostał karę 3 razy wyższą niż chciała prokurator - i najwyższą w historii Polski za tego typu „przestępstwo”, czytamy na Facebooku tygodnika „Nie”. Chodzi o ilustrację do artykułu o apostazji z 2012 roku - w przekreślone czerwone kółko („zakaz”) wpisany został długowłosy mężczyzna. Przypomina typowe zachodniochrześcijańskie wizerunki Jezusa, różni się od nich tylko zdziwionym wyrazem twarzy. Sąd ów wyraz uznał za „mało inteligentny”, a cały rysunek za „karykaturalny”.

Osoby, które złożyły doniesienie w prokuraturze, nie czytały artykułu zilustrowanego tym obrazkiem. Z zeznań w sądzie wynika, że jedna z osób zobaczyła w sklepie pierwszą stronę tygodnika, na której był rysunek. Ta osoba później wysłała maila do swoich znajomych i zorganizowała 6-osobową grupę urażonych. Oni wszyscy w sądzie mówili, że nie czytali artykułu, którego rysunek był ilustracją, tylko oburzyli się, że można tak rysować Chrystusa, powiedział dziennikarzom Jerzy Urban. 

Zdaniem redaktora naczelnego tygodnika „Nie”, wyrok jest dużym zagrożeniem dla wolności słowa. Myślę, że nawet media nieżyczliwe tygodnikowi „Nie” powinny czuć się w jakiś sposób zagrożone, dodał Urban. Zapowiedział, że będzie się odwoływał od wyroku aż do skutku.

Wyrok jak w państwie wyznaniowym

Można nie lubić Urbana, można nim gardzić, ale w tej sprawie bronienie go jest obowiązkiem każdego, komu na sercu leży wolność słowa i sumienia w Polsce, pisze w swoim komentarzu Witold Mrozek na łamach „Gazety Wyborczej”. 

Publicysta zauważa, że satyra była bardzo łagodna, wręcz poczciwa, a mimo to ściągnęła na wydawcę wysoką karę. Sprawa przypomina afery z karykaturami Mahometa, tylko że zamiast fatwy jest wyrok sądu demokratycznego państwa prawa, pisze Mrozek. Podkreśla, że powinniśmy solidaryzować się ze skazanym dziennikarzem, jeśli poważnie traktujemy demokrację, liberalizm i zachodnią koncepcję praw człowieka.

Wyrok w sprawie Urbana wpisuje się w ostrą i emocjonalną dyskusję o Kościele w Polsce, napędzaną rekordowymi wynikami popularności filmu „Kler” Wojciecha Smarzowskiego i kolejnymi doniesieniami na temat seksualnych przestępstw duchowieństwa, czytamy w "Newsweeku". Zdaniem autorów komentarza, sąd, wydając niesprawiedliwy wyrok, przykłada rękę do radykalizacji nastrojów. Dla Kościoła to niedźwiedzia przysługa.

Źródła: wiadomosci.wp.pl, wyborcza.pl, www.newsweek.pl

środa, 10 października 2018

Skazany ksiądz Andrzej A., który dotkliwie poraził paralizatorem człowieka, unika kary. Sąd, na wniosek kuratora sądowego, właśnie zawiesił mu wyrok wykonywania prac społecznych.

Ks. Andrzej A. razi paralizatorem
Ks. Andrzej A. razi turystę paralizatorem.
Kadr z monitoringu

W czerwcu 2016 roku turysta z rodziną i yorkiem na smyczy wszedł na teren otaczający sanktuarium Marii Śnieżnej na Górze Iglicznej, choć nie wolno wprowadzać tam psów. Nie spodobało się to księdzu pro­bosz­czo­wi An­drze­jo­wi A., zat­rud­nio­ne­mu w sank­tu­ar­ium jako kus­tosz. Du­chow­ny szyb­kim kro­kiem pod­szedł do męż­czyz­ny i - co wi­dać na fil­mie z mo­ni­to­rin­gu - dwa razy raził go ukrytym w rękawie paralizatorem, krzycząc: "Wynocha stąd". Turyści wezwali policję i pogotowie. Ranionego karetka musiała zawieźć do pobliskiego szpitala. 

W toku prowadzonego śledztwa i po analizie filmu z monitoringu widać wyraźnie, ze tuż przed atakiem proboszcz nie ostrzegł turysty, ani nie próbował go poprosić, by się dostosował do zakazu wprowadzania psów. Ksiądz tłumaczył, że użył paralizatora w obronie własnej. Zeznania świadków i nagranie z monitoringu tego nie potwierdziły, powiedział prowadzący sprawę prokurator.  

Księdzu groziło nawet do 3 lat więzienia, ale sąd potraktował go łagodnie. Skazał go na 10 miesięcy prac społecznych - każdego miesiąca duchowny miał wykonywać 30 godzin tych prac. Jednak ksiądz odwołał się od tego wyroku. Ksiądz robi wszystko, by nie pracować społecznie. Wstydzi się tego, że będzie musiał zamiatać ulice, mówi jeden z wiernych.

W procesie apelacyjnym duchowny przekonywał, że czerwone ślady na brzuchu turysty powstały nie w wyniku porażenia, lecz po tym, jak „siłą naporu mężczyzna, próbując zaatakować, uderzył się o narzędzie, wpadając na nie”. Sąd apelacyjny nie przyjął tego tłumaczenia i utrzymał wyrok.

Ksiądz Andrzej A., proboszcz sanktuarium Marii Śnieżnej
Ks. Andrzej A.: 'mężczyzna, próbując zaatakować, uderzył się o narzędzie, wpadając na nie'

Miejsce wykonania prac społecznych przez duchownego miał wyznaczyć kurator sądowy. Ale zamiast tego złożył wniosek o zawieszenie wykonania kary. Powodem miał być zły stan zdrowia księdza Andrzeja A.

Sąd Rejonowy w Kłodzku pozytywnie rozpatrzył ten wniosek i zawiesił wykonywanie prac społecznych przez księdza. Zdecydowała opinia biegłego, który stwierdził, że obecny stan zdrowia księdza nie pozwala mu na wykonywanie pracy.

Wiadomo jednak, że stan zdrowia nie przeszkadza duchownemu w wykonywaniu pracy kustosza w sanktuarium na Górze Iglicznej. Ksiądz Andrzej A. nie ma również problemów z odprawianiem mszy.

Mimo prawomocnego wyroku, biskup świdnicki Ignacy Dec nie wyciągnął żadnych konsekwencji wobec skazanego księdza.

Źródła: www.tvn24.pl, natemat.plpikio.pl

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62