Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
czwartek, 18 października 2018

Polski ksiądz Roman Kramek kilkanaście lat temu został skazany w USA za napaść seksualną na 17-letnią dziewczynę. Po deportacji do Polski pracował z młodzieżą. Od 2009 roku sprawuje pieczę nad parafią.

W 2002 roku 17-letnia Amy z miasta New Britain została zgwałcona przez taksówkarza. Odwiedził ją w domu ksiądz Roman Kramek, oferując dziewczynie pomoc terapeutyczną. Amy zeznała później na policji, że ksiądz ją zgwałcił.

Polski duchowny wyjaśniał, że dziewczyna nie stawiała oporu, choć nie powiedziała „tak”. Wydawała się obojętna i nie byłem pewien, czy to z powodu stanu jej umysłu, czy leków, mówił katolicki duchowny. Powiedział, że stosunek z dziewczyną  traktował jako metodę terapeutyczną, która miała pomóc jej zapomnieć o złych doświadczeniach napastowania seksualnego w przeszłości. Ksiądz Kramek tłumaczył: Chciałem pokazać jej, że stosunek seksualny z mężczyzną może być przyjemny.

Niska kara i deportacja do Polski

Ksiądz Roman KrameK
Ks. Roman Kramek od 2009 roku jest proboszczem we wsi Orzechowo na Warmii

Zgodnie z prawem stanowym, psychoterapeuci ani osoby duchowne nie mogą uprawiać seksu z osobami, którym pomagają, pisał dziennik "The New York Times", który zamieścił artykuł w sprawie polskiego księdza.

Sąd skazuje Romana Kramka na 9 miesięcy więzienia i jest to minimalny wymiar kary za napaść seksualną drugiego stopnia. Sędzia Susan B. Handy tłumaczy, że wydała wyrok w ramach ugody, aby zamknąć sprawę i oszczędzić Amy dalszych upokorzeń.

Kramek zaakceptował ugodę, przyznając się w ten sposób do zarzucanego mu przestępstwa. W przeciwnym razie rozpocząłby się proces, w którym ksiądz zostałby osądzony przez ławę przysięgłych. Groziłoby mu do dziesięciu lat więzienia.

Roman Kramek wyszedł z więzienia w 2005 roku i od razu został deportowany do Polski, gdzie kontynuował posługę duszpasterską. Portal OKO.press ustalił, że sądowy wyrok ciążący na księdzu Romanie Kramku ukrywali przed Watykanem trzej warmińscy arcybiskupi: Edmund Piszcz, Wojciech Ziemba i Józef Górzyński. 

Wsparcie arcybiskupów

Arcybiskup Edmund Piszcz za pośrednictwem swojego rzecznika bronił księdza Kramka i podjudzał wiernych przeciwko jego ofierze. Ukrywał przed Watykanem występek księdza. Urzędujący od 2006 roku arcybiskup Wojciech Ziemba zignorował wyrok amerykańskiego sądu, który zabronił Kramkowi nienadzorowanych kontaktów z dziećmi i młodzieżą. Obecny arcybiskup Józef Górzyński odpowiada za to, że ksiądz Kramek do dziś jest proboszczem parafii, udziela spowiedzi, opiekuje się ministrantami i prowadzi rekolekcje.

Edmund Piszcz, Wojciech Ziemba, Józef Górzyński
Arcybiskupi, na których mógł liczyć ks. Roman Kramek:
Edmund Piszcz, Wojciech Ziemba, Józef Górzyński

W rozmowie z dziennikarzem po mszy w warmińskim Orzechowie ksiądz Kramek przedstawił swoją wersję wydarzeń: Ja się nie przyznałem, ja przyjąłem ugodę. Gdyby powiedzieli, że miałem stosunek z żyrafą, to też bym się przyznał. Adwokat powiedział mi: "Albo się zgodzisz, albo przez następne kilka lat będziesz czekał na proces". A ja nie miałem pieniędzy! Ksiądz Roman Kramek przekonywał, że nie udowodniono mu żadnego gwałtu.  

Ksiądz Kramek jako ofiara systemu

Miasto New Britain to duże skupisko Polaków. Gdy Kramkowi postawiono zarzuty, polscy parafianie utworzyli komitet "Polska Braterska Pomoc", by zbierać pieniądze na kaucję i adwokata dla księdza. Proboszcz Paul Wysocki zgwałconą dziewczynę nazwał zdzirą i mówił, że Kramek mógł zostać wrobiony w gwałt.

Wielu parafian też tak sądziło. Polacy szeptali przy mnie, gapili się, wskazywali mnie palcami, dręczyli moją babcię, opowiadała dziennikarce. Niedługo po zajściu dziewczyna zostaje zwolniona ze sklepu, w którym pracowała. Spodziewałam się, że to ja zostanę obwiniona, bo w polskiej tradycji księża są jak święci. Nie robią niczego złego. Później Amy samookalecza się, trafia na oddział psychiatryczny, bierze leki. Jest wierząca i modli się za księdza Kramka.

Lekarka Lucyna Kołakowski, która zainicjowała "Polską Braterską Pomoc", ma wyrobione zdanie w tej sprawie: Ksiądz jest ofiarą systemu, w trudnym dla Kościoła czasie.

Źródła: oko.press, www.nytimes.com

wtorek, 16 października 2018

Kobieta, którą w dzieciństwie gwałcił i więził ksiądz Roman B., dostała milion złotych odszkodowania oraz zaległą rentę. Zapłaciło Towarzystwo Chrystusowe, do którego należał skazany duchowny. Zakon musiał wykonać wyrok sądu, jednak będzie starał się o kasację.

Krzysztof Wyrwa
Prawnik chrystusowców Krzysztof Wyrwa: wykonujemy wyrok, ale się z nim nie zgadzamy

To precedensowy wy­rok w te­go ty­pu spra­wach. Po raz pierw­szy uzna­no, że or­ga­ni­za­cja koś­ciel­na po­no­si od­po­wie­dzial­ność cy­wil­ną za przes­tęp­stwa księ­dza pe­do­fi­la. Chrys­tu­so­wcy nie go­dzi­li się z tym, ale prze­gra­li w pro­ce­sie ape­la­cyj­nym. Wciąż wal­czą - za­po­wie­dzie­li wnio­sek do Są­du Naj­wyż­sze­go o ka­sa­cję, ale nie zwal­nia to ich od wy­ko­na­nia pra­wo­moc­ne­go wy­ro­ku.

Przekazali więc ofierze księdza pedofila milion złotych z odsetkami oraz zaległe renty. Kolejne renty w wysokości 800 zł mają do niej trafiać na bieżąco. Wykonujemy wyrok, ale nadal się z nim nie zgadzamy, powiedział pełnomocnik chrystusowców mec. Krzysztof Wyrwa. Dodał, że zakon nie miał tylu pieniędzy i musiał wziąć pożyczkę.

Odpowiedzialność pracodawcy

W uzasadnieniu wyroku sąd powołał się na  430 artykuł kodeksu cywilnego, który mówi, że pracodawca jest odpowiedzialny za czyny pracownika popełniane w ramach obowiązków zawodowych. Sąd wskazał, że ksiądz Roman B. ze Stargardu wykorzystał swoją pozycję zawodową: poznał 13-letnią dziewczynkę na lekcji religii, zapraszał na plebanię, a więc do „miejsca służbowego”. 

Jedliśmy obiad ze wszystkimi księżmi, a potem brał mnie do swojego pokoju, opowiada dziś ofiara księdza. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie reagował. Księża się nie dziwili, że śpię u niego. Później Roman B. przetrzymywał nastolatkę w mieszkaniu i przez kilkanaście miesięcy brutalnie gwałcił. W tym czasie zabierał ją m.in. na pielgrzymki, co również nie budziło podejrzeń innych duchownych.

W 2010 roku gwałciciel w sutannie został skazany na cztery lata pozbawienia wolności. W więzieniu regularnie odwiedzał go zakonny przełożony. Gdy ks. Roman B wyszedł na wolność, znalazł schronienie w siedzibie swojego zakonu, gdzie odprawiał msze i pisywał do dzieci na Facebooku. Księdzem i zakonnikiem przestał być dopiero niedawno, gdy tematem zainteresowały się media.

Czy ruszy lawina pozwów przeciwko Kościołowi?

Po sądowym wyroku nakazującym Towarzystwu Chrystusowemu wypłatę odszkodowania rzecznik Episkopatu nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy Kościół obawia się lawiny pozwów składanych przez ofiary księży pedofilów. 

W polskim prawie nie ma systemu precedensowego (czyli jeden wyrok nie przesądza o tym, że wyroki w podobnych sprawach również będą podobne), ale zdaniem prof. Ewy Łętowskiej ten wyrok może mieć spore znaczenie. Argumenty zawarte w jego uzasadnieniu mogą bowiem być przywoływane w innych podobnych sprawach. Ewa Łętowska ma nadzieję, że sądy będą to robić.

Biskup Tadeusz Pieronek ma natomiast nadzieję, że tak nie będzie. Odpowiedzialność zbiorowa to faszystowska zasada, powiedział hierarcha. Jego zdaniem, sądowy wyrok nakazujący chrystusowcom wypłacenie odszkodowania oznacza, że sprawiedliwość została postawiona na głowie

Źródło: wiez.com.pl, wiadomosci.gazeta.pl

poniedziałek, 15 października 2018

Za uprawianie seksu z niepełnosprawną 16-latką ksiądz Krzysztof K. został prawomocnie skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata.  Miał pokutować w klasztorze, tymczasem odprawia msze w Kamieniu Śląskim.

Parafianie w Kamieniu Ślaskim są zbulwersowani tym, że duchowny skazany za seksualne wykorzystywanie głuchoniemej nastolatki wciąż odprawia msze. Szczególnie oburzyło ich to, że przestępca w sutannie uczestniczył w uroczystościach odpustowych. 

Na Facebooku zobaczyłem fotografię z tego odpustu, bo sam w tym czasie byłem na wakacjach. Nie mogłem uwierzyć, że to ksiądz Krzysztof, jak gdyby nigdy nic, kroczy na czele procesji, opowiada Jerzy Golczuk, mieszkaniec Kamienia Śląskiego.

Ksiądz wykorzystał bezradność niepełnosprawnej dziewczyny

Skazany ksiądz Krzysztof K.
Skazany rok temu ksiądz Krzysztof K.
do tej pory nie zaznał żadnych sankcji kościelnych

W połowie 2011 roku katolicki ksiądz Krzysztof K. został proboszczem w Wojnowicach pod Raciborzem. Jednocześnie prowadził katechezę w tamtejszym Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niesłyszących i Słabosłyszących. Właśnie tam poznał niepełnosprawną  szesnatolatkę, z którą - jak orzekł sąd - co najmniej trzykrotnie uprawiał seks. 

We wrześniu 2017 roku duchowny otrzymał wyrok 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata „za seksualne wykorzystanie bezradności niepełnosprawnej dziewczyny”. Sąd zakazał mu też nauczania religii oraz zbliżania się do poszkodowanej. Sąd nie mógł mu zakazać odprawiania mszy. Taki zakaz mogły nałożyć władze kościelne, ale nie zrobiły tego. 

Niejasne tłumaczenia kurii 

Problem polega na tym, że nie ma wytycznych, które jasno określałyby, jak postąpić z duchownym, gdy nie nie ma jeszcze postanowienia Stolicy Apostolskiej, tłumaczy rzecznik opolskiej kurii ks. Joachim Kobienia. Mówi, że Kongregacji Nauki Wiary w Rzymie, która zajmuje się tą sprawą, jeszcze nie wydała werdyktu. Według rzecznika, w tej sytuacji można liczyć jedynie na rozsądek księdza Krzysztofa i proboszcza parafii, która go zaprasza.

Wbrew temu wyjaśnieniu okazuje się jednak, że kuria może zabronić odprawiania mszy skazanemu księdzu. Rzecznik kurii powiedział, że diecezja do tej pory nie wiedziała, iż ks. Krzysztof K. nadal odprawia msze. Biskup był oburzony, gdy przekazałem mu te informacje, mówi ksiądz Kobienia. Ksiądz Krzysztof K. natychmiast otrzyma zakaz pełnienia posługi poza klasztorem, do którego został skierowany po wyroku sądu. Pobyt w tym klasztorze powinien być dla niego formą pokuty.

Proboszcz broni księdza: to on jest ofiarą

Ksiądz Arnold Nowak
Ks. Arnold Nowak: mam wewnętrzne przekonanie, że ksiądz Krzysztof jest ofiarą

Proboszcz z Kamienia Śląskiego ksiądz Arnold Nowak jest przekonany, że sąd pomylił się w sprawie Krzysztofa K. Gdybym miał cień wątpliwości, to funkcjonowałbym inaczej. Ale ja mam wewnętrzne przekonanie, że ksiądz Krzysztof jest ofiarą. Znamy się nie od dziś i jeśli mówi, że jest niewinny, to jest niewinny.

Proboszcz dziwi się, że odprawianie mszy przez skazanego duchownego kogoś gorszy: Ksiądz nie ma zakazu. Jeśli przyjeżdża i chce odprawić mszę, ja nie mam prawa mu odmówić.

Źródło: plus.nto.pl

Podczas mszy w Tarnowie ksiądz Zbigniew Krzyszowski namawiał wiernych, by głosowali na kandydata Prawa i Sprawiedliwości. Na stronie internetowej parafii pojawiły się też wytyczne dla wyborców. Jest to sprzeczne z oficjalnymi zapewnieniami polskich hierarchów, że Kościół nie uczestniczy w agitacji politycznej. 

"Za tydzień wybory. (...) przypominam, że głosowanie na wrogów Ojczyzny to grzech. A na prezydenta kandyduje Kazimierz Koprowski (PiS) i na niego warto zagłosować, oczywiście zgodnie z sumieniem", powiedział na zakończenie mszy ksiądz Zbigniew Krzyszowski, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Tarnowie. Poinformował o tym na Facebooku Marcin Pulit, były prezes i redaktor naczelny Radia Kraków.

Na stronie internetowej parafii wśród różnych informacji jest też apel: "Głosujmy zgodnie z sumieniem. Jednak popieranie wrogów Ojczyzny i Kościoła jest poważnym nieporządkiem moralnym".

Wytyczne dla parafian w sprawie głosowania w wyborach

Później, w rozmowie z dziennikarzami ksiądz Krzyszowski tłumaczył, że jego parafianie kandydują do samorządu i wypadało mu powiedzieć, by ludzie poszli i zagłosowali, a także na kogo.

Zapytany, dlaczego umieścił taki wpis na stronie parafii, proboszcz powiedział, że zrobił to po obejrzeniu bloku wyborczego w TVP. Wzburzyło go, że niektórzy kandydaci mówili o zniesieniu lekcji religii w szkołach i opowiadali się przeciwko finansowaniu Kościoła. 

Ks. Zbigniew Krzyszowski
Ks. Zbigniew Krzyszowski i fragment jego biogramu na stronie internetowej parafii

Według obowiązujących przepisów, agitacja wyborcza w kościołach nie jest zakazana. W 2013 roku z inicjatywy SLD powstał projekt ustawy zakazującej agitacji w kościołach, ale został odrzucony głosami Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski. 

Jednak polscy biskupi przekonują, że Kościół jest neutralny politycznie. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w 2015 roku napisali, że „Kościół mocą swej misji oraz zgodnie ze swą istotą nie powinien wiązać się z żadną partią lub systemem politycznym, gospodarczym czy społecznym”. Te słowa jednak nie potwierdzają się w praktyce.

Źródła: krakow.wyborcza.pl, swstkostka.pl

niedziela, 14 października 2018

Kościół katolicki ogłosił świętym papieża Pawła VI, czyli Giovanniego Montiniego. Przy tej okazji odżył wciąż kontrowersyjny temat preferencji seksualnych włoskiego duchownego. 

Dzisiaj w świecie zachodnim homoseksualiści nie są już traktowani jako gorszy gatunek ludzi. Dąży się do zrównania ich praw z prawami osób heteroseksualnych, łącznie z zawieraniem małżeństw. Jednak dla Kościoła katolickiego związki homoseksualne wciąż są "grzechem", a homoseksualizm osób duchownym jest tematem tabu.

Schwytany w niedwuznacznej sytuacji

Giovanni Montini, czyli papież Paweł VI
Giovanni Montini, czyli papież Paweł VI został nowym świętym Kościoła

W styczniu 1976 roku papież Paweł VI w swoim oświadczeniu zaatakował homoseksualistów, nazywając ich "ludźmi wynaturzonymi". W reakcji na te słowa francuski pisarz Roger Peyrefitte stwierdził, że papież nie ma moralnego prawa do takich wystąpień, gdyż sam jest homoseksualistą. Na łamach włoskiego tygodnika "Il Tempo" pisarz przypomniał Pawłowi VI, że gdy był jeszcze arcybiskupem Mediolanu, odwiedzał po cywilnemu dom uciech, gdzie wraz z innymi mediolańskimi notablami spotykał się z chłopcami. Montini miał pecha, bo został schwytany przez karabinierów w niedwuznacznej sytuacji z pewnym aktorem.

O tym aktorze wspomina również prof. Franco Bellegrandi, który za pontyfikatu Pawła VI był watykańskim szambelanem i członkiem papieskiej Gwardii Honorowej. W wydanej w 1994 r. książce "Nichitaroncalli: inne życie papieża" Bellegrandi pisze, że aktor miał swobodny dostęp do watykańskiej alkowy Pawła VI (Często był widywany przy papieskiej windzie nawet w nocy. Mógł swobodnie wejść i wyjść, kiedy chciał). Obaj panowie mieli również spędzać wspólne wakacje w Alpach Szwajcarskich.

Peyrefitte i Bellegrandi nie podają nazwiska partnera Montiniego, ale w ówczesnym środowisku artystycznym mówiło się, że jest to znany włoski aktor Paolo Carlini. Pracowałem z nim w 1970 roku przez sześć miesięcy w musicalu, wspomina aktor Rodford Barrat. Już na pierwszej próbie niemal wszyscy mówili mi: "Wiesz, że gra z nami chłopak papieża?". To była tajemnica  poliszynela. Jedna z aktorek podwoziła go swoim samochodem na teren Watykanu, a wcześniej - do rezydencji w Mediolanie

Ks. Charamsa: potwierdzały to osoby w Watykanie 

Ks. Krzysztof Charamsa
Ks. Krzysztof Charamsa: nie ma w tym niczego złego

W 2015 roku ksiądz Krzysztof Charamsa, urzędnik watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, ujawnił swój homoseksualizm i został suspendowany. W rozmowie z argentyńskim radiem MDZ wspomniał o związku Pawła VI z Paolo Carlinim.

Potwierdzały to osoby w Watykanie, opowiada Charamsa. Nie nazwałbym Carliniego kochankiem, lecz raczej partnerem papieża. W tej sprawie mamy bardzo obszerną dokumentację. Jest kilka źródeł, które w jakiś sposób to potwierdzają. Nie ma w tym niczego złego.   

Próba szantażu

W 1967 roku podjęto próbę zaszantażowania Pawła VI w związku z jego romansem - takie informacje zawierały tajne notatki, do których w 2006 roku dotarł tygodnik "L’Espresso". Autorem notatek był generał Giorgio Manes, dowódca karabinierów. Wynika z nich, że grupa polityków żądała ustąpienia Pawła VI, a sprawą miał kierować sam prezydent Giuseppe Saragat, który groził papieżowi ujawnieniem jego skrywanych tajemnic.

Manes zanotował, że papiescy wysłannicy odbyli wiele tajnych rozmów z prezydentem Saragatem, by wynegocjować z nim jakiś kompromis. Negocjacje zakończyły się pomyślnie dla Pawła VI i sprawa nie wyszła na jaw. 

W czerwcu 1969 roku Giorgio Manes napił się kawy w miejscu publicznym i... nagle zmarł. Lekarz stwierdził atak serca, ale rodzina zmarłego nie miała wątpliwości, że Manes został otruty. Tym bardziej, że z domu zginęła cała walizka jego prywatnych dokumentów.

Paweł VI i Juliusz Paetz

Juliusz Paetz i Jan Paweł II
Juliusz Paetz (z lewej) i Jan Paweł II
w Poznaniu (1997)

W latach sześćdziesiątych ksiądz Juliusz Paetz trafił do Rzymu, gdzie był szeregowym urzędnikiem kurii watykańskiej. W IPN zachował się dokument z 1971 roku będący raportem  z rozmowy Juliusza Paetza z innym księdzem. O papieżu Pawle VI Paetz powiedział m.in.: Czas wolny spędza w towarzystwie chłopców i panuje opinia, że jest homoseksualistą. 

W 1976 roku ksiądz Juliusz Paetz niespodziewanie wysoko awansował, otrzymując stanowisko prałata antykamery papieskiej. Jak pisze Maciej Wrzeszcz w biografii Pawła VI, polski ksiądz przebywał w otoczeniu papieża na jego wyraźne życzenie.   

W 2002 roku zrobiło się głośno o arcybiskupie Paetzu, gdy prasa ujawniła, że molestował seksualnie kleryków i księży. Dziennikarze zaczęli drążyć tę sprawę i przy tej okazji wyszło na jaw, że podczas pracy w Watykanie Juliusz Paetz spotykał się z Pawłem VI nie tylko służbowo, ale również prywatnie.

Jeden z mężczyzn, którym Paetz składał erotyczne propozycje, opowiedział, że arcybiskup pokazał mu dwa swoje zdjęcia sprzed wielu lat: na pierwszym stał na plaży w krótkich szortach i koszulce, a przy nim stał podobnie ubrany papież Paweł VI. Na drugim Paetz nie miał już koszulki.

Kościół zaprzecza

Kościół katolicki zde­cy­do­wa­nie za­prze­cza, aby pa­pież Pa­weł VI był ho­mo­sek­su­a­lis­tą i utrzy­my­wał re­la­cje z męż­czyz­na­mi. Pub­licz­nie znies­ła­wia­ny, szcze­gól­nie bo­leś­nie prze­żył os­kar­że­nie o ho­mo­sek­su­a­lizm, pi­sze Ka­to­lic­ka Agen­cja In­for­ma­cyj­na w ar­ty­ku­le poś­wię­co­nym Pawłowi VI.

Źródła: www.traditioninaction.org, www.wprost.plekai.pl, bilerico.lgbtqnation.comwww.mdzol.com, wyborcza.pl, "Fakty i Mity" nr 14/2012

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62