Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
niedziela, 14 lutego 2016

Były kleryk zawiadomił prokuraturę, że był molestowany przez swojego kolegę z seminarium duchownego w Elblągu. Z jego relacji wynika, że zachowania erotyczne w seminarium były powszechne.

Wyższe Seminarium Duchowne w Elblągu
Wyższe Seminarium Duchowne w Elblągu. ''Polityka'' pisze o erotyzmie wśród tamtejszych kleryków.

O tej sprawie były kleryk Patryk Lemke opowiedział tygodnikowi „Polityka”. Zaznaczył, że chce mówić pod własnym nazwiskiem, bo nic złego nie zrobił i nie ma się czego wstydzić. Przyjęcie do seminarium było dla niego spełnieniem marzeń, bo od dziecka chciał zostać księdzem, ale gdy został klerykiem, zaskoczyła go tamtejsza atmosfera, pełna erotycznych podtekstów.

Coraz więcej zachowań mnie szokowało. Jak choćby to, gdy koledzy podczas mszy świętej, przekazując mi znak pokoju przez podanie ręki, łaskotali mi dłoń środkowym palcem, patrząc dziwnie w oczy, opowiada. W rozmowach klery­ków Patryk słyszał wulgarne żarty, np. że któryś ksiądz „to pedał”. Ale oficjalnie problem homoseksualności był w seminarium całkowicie ignorowany.

Patryk opowiada, że starał się do niego zbliżyć Marcin M., nieco starszy kolega, zapraszając go na kawę i do restauracji. Patryk przyjmował zaproszenia, bo początkowo traktował Marcina jak kumpla, z którym można porozmawiać o życiu. Przyjął również zaproszenie kolegi na Wigilię do rodzinnego domu.

„Wepchnął mi rękę do majtek”

Na początku było normalnie. Świąteczna kolacja z matką Marcina, jego siostrą i czwórką przyjaciół, opowiada były kleryk. Gdy za gośćmi zamknęły się drzwi, Marcin zaczął mnie przytulać, ściskać, całować, próbował wepchnąć mi język do ust. Odepchnąłem go i zażądałem, żeby przestał. On poszedł sprzątać po kolacji, a ja się położyłem. Już zasypiałem, kiedy wszedł do pokoju, odkrył kołdrę, wepchnął mi rękę do majtek i zaczął nachalnie obmacywać. Nie wierzyłem w to, co się dzieje, zaczęliśmy się szarpać. W końcu on uciekł do siebie, a ja zwymiotowałem na łóżko. Byłem w szoku. Wyjechałem stamtąd, najprędzej, jak się dało.

Po powrocie do seminarium Patryk poszedł z tą sprawą do rektora i opowiedział mu o wszystkim. Rektor go wysłuchał, a zapytany, co z tym zrobi, powiedział: „jeśli to będzie prawda, podziękujemy Marcinowi, a jeśli nie, to tobie”. Dziewięć dni później, bez żadnych wyjaśnień, Patryk został relegowany z seminarium. Wicerektor elbląskiego seminarium, ks. Wojciech Skibicki, mówi dzisiaj, że zarzut kleryka pod adresem kolegi został uznany za absurdalny: Po przeba­daniu sprawy uznaliśmy, że taka sytuacja nie miała miejsca

Patryk, wyrzucony z uczelni, próbował później dostać się do seminariów w innych miastach, ale wszędzie mu odmawiano – okazało się, że szedł za nim „wilczy bilet”, czyli negatywna opinia z seminarium z Elbląga.

Klerycy potwierdzają: erotyzm w seminarium

Prokuratura wszczęła już śledztwo w sprawie molestowania, a Patryk czeka na pierwsze przesłuchanie w sądzie. Zeznawać chcą również inni klerycy, którym się zwierzał i którzy znają Marcina. Na przykład Darek, który był z nim na jednym roku. Mieszkaliśmy swego czasu w wieloosobowym pokoju, opowiada. Kiedyś wszedłem i zastałem Marcina przytulonego w łóżku z innym klerykiem. Z kolei Paweł, były ksiądz i absolwent elbląskiego seminarium, wspomina: Ja też, już jako ksiądz, przeżyłem podobny incydent z absolwentem mojego rocznika. Też poszedłem do rektora uświadomić mu, kogo wyświęcił. Odesłał mnie do biskupa. Biskup obiecał, że się tym zajmie, ale z tego, co wiem, kolega nadal jest księdzem.

Patryk nie chce ubiegać się o odszkodowanie, zależy mu tylko wyjaśnieniu prawdy i potwierdzeniu jej przez sąd. Liczy na to, że wówczas będzie mógł zostać księdzem.

Źródło: www.polityka.pl

piątek, 12 lutego 2016

Katoliccy biskupi nie mają obowiązku zgłaszania władzom przypadków seksualnego wykorzystywania dzieci przez księży - głosi najnowsza instrukcja postępowania dla duchowieństwa, wydana przez Watykan.

Biskupi wciąż mogą milczeć o przestępstwach seksualnych wobec dzieci
Kościół od dawna tuszował przestępstwa na dzieciach, popełnione przez katolickich duchownych. Z nowej instrukcji wynika, że nadal chce ten problem rozwiązywać ''wewnętrznie''.

Dokument mówi, że nawet w państwach, których informowanie władz o przestępstwach pedofilskich jest obowiązkowe, biskupi nie muszą tego robić. Choć biskupi powinni przestrzegać prawa, to jedynym ich obowiązkiem jest „wewnętrzne radzenie sobie” z  przypadkami pedofilii księży – głosi instrukcja, pozostawiają ofierze lub jej rodzinie ewentualną decyzję o zawiadomieniu policji.

Watykańska instrukcja, napisana przez konsultanta Papieskiej Rady ds. Rodziny, jest częścią szerszego programu szkoleń dla nowo mianowanych biskupów. Znany dziennikarz-watykanista John Allen zwraca uwagę, że w tym programie nie odgrywa żadnej roli specjalna Komisja ds. Ochrony Nieletnich, choć papież Franciszek utworzył ją po to, by rozwijała „najlepsze praktyki” w celu radzenia sobie ze zjawiskiem klerykalnej pedofilii.

Wydane przez Watykan wytyczne dla biskupów wywołały powszechne zdumienie, bo stoją w całkowitej sprzeczności z zapewnieniami Kościoła katolickiego o zwalczaniu pedofilii we własnych szeregach. Amerykańska organizacja SNAP, zajmująca się pomocą ofiarom klerykalnej pedofilii, jest zaniepokojona, że wiele osób wciąż jest przekonanych o dobrej woli Kościoła.

To bulwersujące i niebezpieczne, iż tak wielu ludzi wierzy w mit, że biskupi zmieniają swoje podejście wobec pedofilii księży. Mało kto zwraca uwagę na dowody – jak te, które przedstawił Allen – że tak się nie dzieje, napisała organizacja SNAP w swoim oświadczeniu. 

Źródło: www.theguardian.com

czwartek, 04 lutego 2016

W 2002 roku dziennikarze gazety The Boston Globe wykazali w swoim raporcie, że kardynał Bernard Law, arcybiskup Bostonu, świadomie i systematycznie tuszował przestępstwa pedofilskie katolickich księży. O tym opowiada film Spotlight w reżyserii Toma McCarthy’ego, który właśnie wchodzi na ekrany polskich kin.

Kardynał Bernard Law
Kardynał Bernard Law przez wiele lat ukrywał przestępstwa pedofilskie księży. Nie został ukarany.

Kardynał Law przez wiele lat przenosił pedofilów w sutannach z jednej parafii do drugiej, co w praktyce oznaczało przyzwolenie na wykorzystywanie kolejnych dzieci. Co więcej, hierarcha dążył do tego, by kupować milczenie pokrzywdzonych – zachęcał do zwierania ugody poza sądem i wypłacania odszkodowań.

Wstrząsający raport „The Boston Globe” podsumowywał sześciomiesięczne śledztwo, przeprowadzone przez czteroosobowy zespół Spotlight, złożony z dziennikarzy dochodzeniowych pracujących w bostońskim dzienniku. Kościelne tuszowanie pedofilii wyszło na jaw po tym, gdy nowy redaktor naczelny zlecił zespołowi dokładniejsze zbadanie sprawy miejscowego księdza Johna Geoghana, oskarżanego o seksualne wykorzystywanie kilkudziesięciu młodych parafian.

Bostońscy dziennikarze otworzyli oczy całemu światu na klerykalną pedofilię, zamiataną pod dywan przez Kościół katolicki. Zapoczątkowane przez nich śledztwo doprowadziło do ujawnienia ponad 10 tysięcy przypadków molestowania dzieci przez amerykańskich księży Dziennikarze przyczynili się wszczęcia policyjnych dochodzeń nie tylko w całych Stanach Zjednoczonych, ale też w 102 diecezjach na całym świecie, m. in. w Irlandii, gdzie udowodniono tamtejszemu Kościołowi, że ukrywał przestępstwa popełnione przez 46 księży pedofilów.

Mówią dwaj dziennikarze z zespołu Spotlight

Brytyjski dziennik „The Telegraph” przeprowadził rozmowę z dwoma dziennikarzami, którzy w 2002 roku pracowali w zespole Spotlight: Walterem Robinsonem i Michaelem Rezendesem. Dziennik zapytał ich, kiedy uświadomili sobie, że sprawa jest tak poważna.

Rezendes mówi, że stało się to wówczas, gdy prowadził śledztwo w sprawie księdza Geoghana:  Pomyślałem, że sprawdzę, gdzie został przeniesiony. Okazało się, że powierzono mu opiekę nad ministrantami, choć jego kościelni zwierzchnicy dobrze wiedzieli, że wykorzystuje seksualnie dzieci. Uznałem, że to już jest szczyt deprawacji.

Z kolei Robinson uświadomił sobie rangę problemu, gdy zaczął przeprowadzać wywiady z dorosłymi, którzy w dzieciństwie byli molestowani: Dzięki dostępowi do tajnych akt sądowych wiedzieliśmy już, że Kościół chroni około 15 księży pedofilów, ale po rozmowie z psychologiem specjalizującym się w przypadkach molestowania nieletnich doszliśmy do wniosku, że ta liczba może być znacznie wyższa. (Psycholog przeprowadził własne badania i oszacował, że w sprawę może być zamieszanych około 6 procent księży).

„Kościół zepsuty do szpiku kości”

Ostatecznie dziennikarze zespołu Spotlight zdobyli dowody przeciwko 250 księżom katolickim w samym Bostonie. To coś zupełnie niepojętego, mówi Robinson.

Walter Robinson, Michael Rezendes
Bostońscy dziennikarze Walter Robinson i Michael Rezendes na brytyjskiej premierze filmu ''Spotlight'' w Londynie

Przez lata nie dostrzegaliśmy tego tematu, bo patrzyliśmy w niewłaściwą stronę. Przeoczyliśmy wskazówki, bo nie chcieliśmy uwierzyć, że Kościół, największy autorytet moralny w naszym życiu, może być zdolny do czegoś takiego, mówi dziennikarz i podkreśla, że  katolikami byli prawie wszyscy pracownicy gazety i 53 procent jej czytelników.

Pytany o to, jakimi motywami kierował się kardynał Bernad Law, Robinson przypomina, że hierarcha w liście do biskupów sugerował im, by „nie drążyli tematu” pedofilii: Z jego korespondencji z biskupami wynika, że dla niego nade wszystko liczyło się zachowanie dobrego imienia Kościoła. W obronie reputacji instytucji pozwolił, by księża dalej bezkarnie popełniali te same przestępstwa.

Robinson wskazuje, że Kościół bardzo pobłażliwie traktował pedofilię katolickich duchownych: Był to jeden z tych grzechów, który wybacza się po odmówieniu kilku zdrowasiek.

Zdumiewające, jak często musieliśmy przypominać ludziom, że gwałt na osobie nieletniej to przestępstwo, dodaje Rezendes i podkreśla, że były to poważne przestępstwa, a nie „grzechy”, czy „słabości”. Zaznacza, że Kościół, który ma chronić niewinnych, całkowicie sprzeniewierzył się własnym wartościom. Okazało się, że Kościół jest całkowicie zdemoralizowany, zepsuty do szpiku kości.

Obaj dziennikarze są katolikami. Ich zdaniem, ten fakt pozwolił im lepiej zrozumieć, dlaczego mógł zaistnieć tak przerażający proceder. 

Ludzie, którzy nie są katolikami, mogą nie pojmować, że samotna matka chce zostawić swoje dzieci pod opieką księdza, mówi Rezendes. Tymczasem my instynktownie rozumieliśmy, że ksiądz to właśnie ta osoba, której spokojnie można powierzyć własne dziecko. Dziennikarz zauważa, że w filmie pada zdanie, które dobrze oddaje to nastawienie. Jedna z ofiar, zapytana o to, dlaczego nie protestowała, gdy ksiądz wykorzystywał ją seksualnie, odpowiada: „Jak Bogu powiedzieć ‘nie’?”.

Dziesiątki tysięcy dzieci wykorzystanych przez księży

Szacuje się, że księża katoliccy wykorzystali dziesiątki tysięcy dzieci na całym świecie. Wiele z nich w dorosłym życiu zmaga się z problemami emocjonalnymi. Zdarzają się samobójstwa.

Kościół został zmuszony do wprowadzenia reform, choć odnosi się wrażenie, że odbyło się to pod groźbą pistoletu, mówi Robinson. Ale problem nadal istnieje i myślę, że w odczuciu ofiar Kościół nic prawie nie zrobił. To dalej dzieje się w innych krajach. Księża przyłapani na pedofilii wciąż przenoszeni są do innych parafii.

W filmie Spotlight w postać Rezendesa wciela się Mark Ruffalo, który wychował się w wierze katolickiej, ale jest niepraktykujący. Aktor przyznaje, że gdy przygotowywał się do roli i zaczął zgłębiać temat, czuł narastający gniew i odrazę.

Zdaniem Ruffalo, źródłem pedofilii wśród księży jest celibat.  To nie jest naturalne dla gatunku ludzkiego. To dewiacja i to dość przypadkowa, bo celibat wśród duchownych wprowadzono dopiero w XIII wieku. Chodziło o to,  żeby księża zostawiali majątek Kościołowi, a nie własnym dzieciom. Wcześniej mogli normalnie zakładać rodziny.

We wrześniu 2003 roku bostońska archidiecezja wypłaciła 85 mln dolarów, aby zakończyć ugodą ponad 500 procesów cywilnych – to jeden z skutków śledztwa Spotlight. Ponadto wielu oskarżonych księży zostało zmuszonych do odejścia ze stanu duchownego, niektórzy trafili do więzienia – np. John Geoghan został skazany na 10 lat pozbawienia wolności. Na całym świecie przeprowadzono liczone śledztwa przeciwko księżom pedofilom, wydano wiele wyroków skazujących.

„Kardynał Law nie tylko nie poniósł kary, ale wręcz dostał nagrodę”

Reżyser Tom McCarthy zapytany o to, jak jego zdaniem widzowie przyjmą film, odpowiedział: Myślę, że dla większości katolików, którzy obejrzą go z otwartym umysłem, to może być katharsis.

Ale chyba nie dla kardynała Bernarda Lawa. Obrońca księży pedofilów w grudniu 2002 roku pod naciskiem opinii publicznej zrezygnował z funkcji arcybiskupa Bostonu, ale zamiast trafić za kratki, gdzie zdaniem wielu powinien się znaleźć, uciekł z USA do Watykanu. Papież Jan Paweł II nie tylko udzielił mu schronienia, ale mianował go zwierzchnikiem Bazyliki Matki Bożej Większej, jednej z najważniejszych bazylik w Rzymie. Amerykański hierarcha nadal zasiadał w Kolegium Kardynałów i miał duży wpływ na mianowanie nowych biskupów. Dziś kardynał Bernard Law ma 84 lata, jest na emeryturze i mieszka w Rzymie w renesansowym Pałacu Kancelaryjnym.

Kardynał Law nie tylko nie poniósł kary, ale wręcz został nagrodzony, zauważa Mark Ruffalo. A powinien siedzieć w więzieniu.

Źródło: www.telegraph.co.uk

wtorek, 26 stycznia 2016

Kardynał Zenon Grocholewski, watykański hierarcha, były prefekt Kongregacji Wychowania Katolickiego pochwalił polityków sprawujących władzę w Polsce. Powiedział, że jest zadowolony z ich pracy i pozytywnie ocenił nowe ustawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego i mediów.

Kardynał Zenon Grocholewski
Kard. Zenon Grocholewski: ''Nowy prezydent i premier mądrze wykonują dobrą pracę''

Kościół katolicki, który był mocno zaangażowany w kampanię wyborczą Prawa i Sprawie- dliwości, teraz również wspiera tę partię, mniej lub bardziej otwarcie.

Znakomite ustawy PiS

Swojego zadowolenia z działań polskich władz nie kryje kardynał Zenon Grocholewski. W wywiadzie dla włoskiego portalu katolickiego La Fede Quotidiana (Codzienna Wiara) hierarcha zapytany o nowe ustawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego i mediów ocenił je jako „znakomite”.

Ustawy te zostały w Polsce skrytykowane przez wielu prawników jako paraliżujące pracę Trybunału Konstytucyjnego i podporządkowujące publiczne media partii rządzącej. Wywołały również liczne protesty społeczne i wzbudziły zaniepokojenie Unii Europejskiej.

Kardynał Grocholewski uważa jednak, że wprowadzenie tych ustaw było konieczne. Nie rozumiem powodu takiego oburzenia opozycji i części dziennikarzy, powiedział hierarcha. Na przykład media często stawały się agresywne, mało obiektywne oraz stronnicze w opisie rzeczywistości.

Protestują? Bo przegrali wybory

Hierarcha uważa, że prawdziwym powodem protestów nie jest treść ustaw uchwalonych przez Prawo i Sprawiedliwość. Powód tej fali wzburzenia jest inny, powiedział watykański kardynał i powtórzył narrację polityków PiS, którzy protestujących przeciwko działaniom władzy w Polsce przedstawiają jako tych, którzy nie potrafią pogodzić się z porażką wyborczą. Obecna opozycja nie strawiła spokojnie wyniku wyborów, może dlatego, że była pewna zwycięstwa, a jednak przegrała, powiedział kard. Grocholewski.

Hierarcha nie ukrywa, że jest „bardzo zadowolony” z obecnych zmian w Polsce: Uważam, że nowy prezydent i premier dobrze pracują, mądrze wykonują dobrą pracę, z szacunkiem dla  wrażliwości większości Polaków i tradycji, także katolickiej.

Zdaniem kardynała Grocholewskiego, polskim władzom trzeba dać czas, by mogły pracować. Oczywiście trzeba je osądzić po tym, co konkretnie zrobią, a jeśli nie będą umiały zrealizować tego, co zapowiadały w kampanii wyborczej, należy przyjąć to do wiadomości i ocenić. Na razie jestem usatysfakcjonowany.

Źródło: www.lafedequotidiana.it

wtorek, 08 grudnia 2015

Pół miliona złotych odszkodowania domaga się 34-letni Piotr H. z Lublina za to, że w dzieciństwie był molestowany przez księdza. Sąd jednak oddalił jego wnioski o zadośćuczynienie finansowe. Pan Piotr może liczyć co najwyżej na przeprosiny.

Proces cywilny w tej sprawie rozpoczął się w Sądzie Okręgowym w Lublinie. Prokuratura nie prowadziła śledztwa, bo z punktu widzenia prawa karnego sprawa jest przedawniona (przestępstwa pedofilskie przedawniają się, gdy pokrzywdzony kończy 30 lat).

Pozwany ksiądz Walerian S., 82-letni emerytowany profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, nie przyznaje się do winy. Nie był obecny na rozprawie w sądzie.

Poszkodowany domaga się od byłego wykładowcy KUL oraz Archidiecezji Lubelskiej pół miliona złotych. Chciał w tej sprawie zawrzeć ugodę - w marcu tego roku - ale ani ksiądz, ani archidiecezja nie byli tym zainteresowani.  Piotr H. deklarował wówczas, że chce walczyć dalej.  Za długo milczałem, ukrywałem w sobie ten ból i żal, który stał się za przyczyną funkcjonariusza Kościoła, profesora KUL. Teraz głośno o tym mówię, żeby inne ofiary się nie bały, powiedział dziennikarzom.

Ksiądz Walerian S.
Ksiądz Walerian S. obejmuje Piotra. Duchowny był przyjacielem rodziców chłopca i - według biegłej seksuolog - stopniowo przyzwyczajał ich do pewnych zachowań wobec ich syna

Sąd odrzuca wnioski o zadośćuczynienie

Po nieudanej próbie zawarcia ugody Piotr H. wniósł pozew do sądu o zasądzenie na jego rzecz 500 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Gdy rozpoczął się proces, okazało się, że sąd nie chce, by ksiądz i kuria zapłacili odszkodowanie. Niestety sąd oddalił wszystkie wnioski w zakresie zadośćuczynienia, powiedział mecenas Jarosław Głuchowski, pełnomocnik poszkodowanego. Zakładam więc, że rozstrzygnięcie będzie dla nas niepomyślne. Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się innego rozwoju wypadków. Oczywiście będziemy składać apelację.

Oficjalną decyzję sądu poznamy w najbliższy poniedziałek. Jeśli będzie ona niekorzystna dla pana Piotra, będzie on mógł przed sądem domagać się tylko przeprosin.

„Ksiądz łapał mnie za krocze, masturbował mnie”

Piotra H. opowiada, że zaczął być molestowany przez duchownego, kiedy miał 8 lub 9 lat. Ksiądz Walerian S. był przyjacielem rodziny chłopca. Przytulał go, głaskał, sadzał na kolanach. Potwierdzają to wykonane w tym czasie zdjęcia. Ksiądz wszystkiemu zaprzecza.  

Później było coraz gorzej. Kiedy Piotr był nastolatkiem, wyjeżdżał z księdzem profesorem na działkę nad jeziorem. Ksiądz kładł się na mnie, całował po szyi, łapał mnie za krocze, masturbował mnie. Później kazał mi dotykać swojego przyrodzenia. Po wszystkim usypiał, wyznaje mężczyzna.

W tej sprawie wypowiedział się biegły sądowy seksuolog, na wniosek lubelskiej kurii. Jego opinia jest dla duchownego miażdżąca. Biegła potwierdziła zachowania pedofilskie byłego profesora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Ustaliła, że ksiądz Walerian S. stopniowo przyzwyczajał rodziców chłopca do pewnych zachowań. Postępował bezwzględnie: kiedy zdobył już zaufanie dorosłych, a dla dziecka stał się autorytetem, przystąpił do ataku. I uwiódł chłopca.  

Ksiądz Walerian S. jako autorytet moralny

W środowisku katolickim ksiądz profesor Walerian S. jest bardzo szanowany i uważany za autorytet moralny. W 2013 roku „Nasz Dziennik” poświęcił mu okolicznościowy artykuł z okazji 80. urodzin. Zaczyna się on tak:

Wybitny kapłan i teolog, twórca Lubelskiej Szkoły Duchowości, ks. prof. Walerian S[...] skończył 80 lat, z których ponad 50 poświęcił swojej Alma Mater - Katolickiemu Uniwersytetowi Lubelskiemu. Wczoraj władze uczelni oraz liczne grono przyjaciół i uczniów uczciły tę rocznicę okolicznościowym spotkaniem w auli Jana Pawła II. Były przemówienia, kwiaty, życzenia...

Źródła: www.dziennikwschodni.pl, wp.naszdziennik.pl

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 54