Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
czwartek, 04 stycznia 2018

W uruchomionym przez Ministerstwo Sprawiedliwości jawnym rejestrze gwałcicieli i pedofilów umieszczono szczegółowe informacje dotyczące 768 osób. Wśród nich ma ani jednego księdza. 

Ogólnodostępny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym uruchomiono 1 stycznia po północy. Są tam ich zdjęcia skazanych, imiona i nazwiska, daty urodzenia, dane o miejscu aktualnego pobytu. Każdy może przeszukać ten rejestr, wpisując nazwiska lub inne dane szukanych osób. 

Próbę wyszukania w publicznym rejestrze nazwisk księży pedofilów podjął Marek Lisiński, prezes antypedofilskiej Fundacji „Nie lękajcie się”. Nie znalazł jednak ani jednego duchownego, choć choć Fundacja ma dane ponad 50 księży skazanych za przestępstwa pedofilskie.

To niezrozumiałe, dlaczego tych osób nie ma w spisie, mówi Marek Lisiński w rozmowie z portalem wp.pl. Okazało się, że zapewnienia ministerstwa o ochronie dzieci to puste obietnice, które nie przełożyły się na działania. Teraz występujemy do sądów o akta poszczególnych spraw, żeby sprawdzić za co konkretnie księża zostali skazani i czy słusznie nie umieszczono ich w rejestrze.

W ministerialnym rejestrze przestępców seksualnych nie ma księży

W ministerialnym rejestrze przestępców seksualnych nie ma księży


Anonimowość przestępców w sutannach

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, ogłaszając uruchomienie rejestru pedofilów, oznajmił: Prawo do ochrony naszych dzieci stawiamy ponad anonimowość przestępców.

Tymczasem w rejestrze, przygotowanym przez ekipę ministra Ziobry, nie ma na przykład księdza Romana B., który wielokrotnie gwałcił, więził i zmusił do aborcji 13-letnią dziewczynkę. Gdy ksiądz wyszedł na wolność po odbyciu zaledwie połowy z 8 lat kary, jego zakon ponownie pozwolił mu odprawiać msze i uczyć dzieci w szkole.

W rejestrze nie znajdziemy księdza Wojciecha G., skazanego na 7 lat więzienia za molestowanie nieletnich na Dominikanie i w Polsce. 

W spisie pedofilów nie figuruje również ksiądz Krzysztof K., który podczas pielgrzymki zmusił do współżycia płciowego 14-letnią dziewczynkę. Ksiądz ten, mimo prawomocnego wyroku, odprawiał msze w Chwaszczynie na Kaszubach.

Ministerstwo Sprawiedliwości nie widzi problemu

Wiceminister sprawiedliwości Michał Woś, odpowiedzialny za stworzenie publicznego rejestru, przekonuje, że są w nim „wszyscy, którzy zgodnie z prawem mieli się w rejestrze znaleźć według danych Krajowego Rejestru Karnego”. Istnieje też obszerniejszy rejestr niejawny, z którego mogą korzystać głównie służby oraz szefowie instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. Być może w tym rejestrze są księża pedofile, ale opinia publiczna się o tym nie dowie, gdyż ujawnianie zawartych w nim danych jest karalne.

Źródła: natemat.pl, wiadomosci.wp.pl

środa, 01 lutego 2017

W szkole doszło do dyskryminacji ze względów światopoglądowych – uznał wrocławski Sąd Apelacyjny w sprawie nauczycielki szykanowanej za to, że zdjęła krzyż w pokoju nauczycielskim. Szkoła musi wypłacić nauczycielce  5 tys. zł odszkodowania i przeprosić ją w lokalnej prasie.

Nauczycielka Grażyna Juszczyk
Nauczycielka Grażyna Juszczyk: 'Szykany były nie do zniesienia'

W 2013 roku w pokoju nauczycielskim Zespołu Szkół Sportowych w Krapkowicach zawieszono krzyż z inicjatywy księdza katechety, nie pytając nauczycieli o zdanie. Nigdy wcześniej nie było tam tego symbolu. Nauczycielka matematyki Grażyna Juszczyk postanowiła zdjąć krzyż, tłumacząc, że nikt nie konsultował jego zawieszenia z nauczycielami.

Jestem osobą niewierzącą, a krzyż kojarzy mi się ze śmiercią i okrucieństwem. Nie chciałam być nim epatowana w miejscu pracy, dlatego zdjęłam go ze ściany i położyłam na najwyższej półce w pokoju nauczycielskim, wyjaśnia Grażyna Juszczyk.

Szykany w szkole

W szkole rozpoczęło się dochodzenie, gdy zniknął krzyż, ale nauczycielka nie ukrywała, że to ona go ściągnęła. Zwołano radę pedagogiczną, na której zdjęcie krzyża nazwano kradzieżą, grożono również policją. Sugerowano, że kradnę w szkole jeszcze jakieś inne rzeczy, mówi matematyczka. Dyrekcja wystawiła jej oficjalne upomnienie, część nauczycieli przestała z nią rozmawiać. Pogorszyło się jej zdrowie, poszła na zwolnienie lekarskie, bo - jak wspomina - szykany były nie do zniesienia. Proponowano mi zwolnienie się z pracy, mówi nauczycielka. Postanowiła wytoczyć szkole proces.

Nauczycielka była dyskryminowana

We wrześniu ubiegłego roku sąd w Opolu uznał, że nauczycielka była dyskryminowana przez dyrekcję szkoły, molestowana psychicznie. Szykanowano ją ze względu na bezwyznaniowość i regularnie upokarzano, co naruszało jej godność. Sąd przyznał Grażynie Juszczyk 5 tys. zł odszkodowania i nakazał szkole przeprosiny w lokalnej prasie.

Szkoła jednak odwołała się od tego wyroku; apelacją złożyła również prokuratura, która uznała, że konflikt wywołała sama nauczycielka, a działania szkoły nie były dyskryminacją, tylko zmierzały do rozwiązania konfliktu.

Publiczne upokorzenie za ateizm 

31 stycznia 2017 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu  podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji. Uznał, że dyrekcja postępowała złośliwie i chodziło jej o publiczne upokorzenie nauczycielki za to, że deklarowała się jako ateistka.

W uzasadnieniu sąd podkreślił, że proces nie rozstrzygał, czy krzyż może wisieć w szkole, lecz dotyczył konsekwencji, jakie dotknęły nauczycielkę po zdjęciu krzyża. A były one bardzo dotkliwe - straciła szacunek i autorytet, musiała pójść na urlop zdrowotny, pomawiano ją o inne kradzieże w szkole oraz oskarżano o gorszenie innych pracowników. 

Dyrektor liczył na interwencję ministra

Grażyna Juszczyk z ulgą przyjęła decyzję sądu. Powiedziała, że teraz pragnie tylko usłyszeć przeprosiny, choć nie wierzy, by mogły być szczere. Dyrektor jeszcze przed pierwszym wyrokiem powiedział mi, że ma ogromną nadzieję, iż minister Ziobro nie dopuści, abym tę sprawę wygrała. Jego zdaniem żyjemy w państwie wyznaniowym, w którym chrześcijanie są na uprzywilejowanej pozycji, powiedziała nauczycielka.

Nie wiadomo, czy minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro osobiście interweniował w tej sprawie, wiadomo natomiast, że prokuratura nie musiała uczestniczyć w tym procesie i wkroczyła do niego z własnej inicjatywy dopiero po tym, gdy sąd pierwszej instancji przyznał rację nauczycielce. 

Źródła: opole.wyborcza.pl, www.tvn24.pl

wtorek, 31 stycznia 2017

Miejscem aktywności polityków opozycji „powinny być kabarety, najlepiej zakładane za więziennym murem” , powiedział ks. prof. Paweł Bortkiewicz, wykładowca Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Andrzeju Dudzie.

W felietonie dla Telewizji Trwam ksiądz Bortkiewicz pochwalił obecną władzę oraz potępił działania opozycji, zwłaszcza jej grudniowy protest w Sejmie.

Ktoś chce pracować nad tym, jak mają żyć polskie rodziny, ile pieniędzy przeznaczyć na rozwój przemysłu, edukacji, zbrojeń, na pomoc społeczną, na usługi zdrowotne. A ktoś kpi z tej pracy, bełkocze o sprawach zupełnie niezwiązanych z przedmiotem obrad, mówiąc językiem współczesnym - lansuje sam siebie. A później ten bełkot zostaje nazwany patetycznie „walką o wolność”, powiedział ksiądz przed kamerą TV Trwam.

Prezydent Andrzej Duda i ksiądz Paweł Bortkiewicz
Prezydent Andrzej Duda i ksiądz Paweł Bortkiewicz podczas powołania członków Narodowej Rady Rozwoju

Opozycja jako „banda przygłupów”

Posłów opozycji, protestujących przeciwko nieprawidłowościom przy uchwalania budżetu i przeciwko ograniczeniom praw dziennikarzy w Sejmie ksiądz nazwał „pseudobojownikami”. Wielu z nas zapamięta tych ludzi, przepraszam za określenie, jako bandę przygłupów, mówił wykładowca UAM. Jego zdaniem, dla takich ludzi nie może być i nie mam miejsca w polityce. Ich właściwym miejscem aktywności powinny być kabarety, ale najlepiej takie, które byłyby zakładane za więziennym murem.

Naukowcy protestują

Część poznańskiego środowiska naukowego jest zbulwersowana słowami ks. prof. Pawła Bortkiewicza. Określanie przeciwników politycznych mianem „przygłupów” i publiczne postulowanie, by znaleźli się w więzieniu świadczy o skrajnej tendencyjności i o postawie niegodnej uczonego, profesora teologii chrześcijańskiej, czytamy w liście podpisanym przez grupę naukowców UAM.

Ich zdaniem, język, którym posługuje się ksiądz Bortkiewicz to publiczna zachęta do aktów nienawiści, a być może i przemocy fizycznej wobec wszystkich zwolenników i obrońców porządku konstytucyjnego. Naukowcy przypominają, że demokratyczna opozycja działa legalnie, a jej protesty to następstwo łamania praw obywatelskich i Konstytucji.

Źródła: wiadomosci.onet.pl, poznan.wyborcza.pl

poniedziałek, 09 stycznia 2017

Ksiądz Roman B., zakonnik Towarzystwa Chrystusowego, przez kilkanaście miesięcy więził i gwałcił 13-latkę. Nadal jednak jest księdzem, odprawia msze i pisze do dzieci na Facebooku.

Ksiądz pedofil Roman B.
Ksiądz pedofil Roman B. Wyszedł z więzienia i odprawia msze w Puszczykowie pod Poznaniem

Gehenna Kasi spod Pyrzyc zaczęła się, gdy dziewczynka była w szóstej klasie szkoły podstawowej. Gdy ksiądz Roman B. zorientował się, że uczennica ma problemy w domu, zaproponował, że załatwi jej  przeprowadzkę do szczecińskiej szkoły z internatem.

Okazało się jednak, że nie był to internat, lecz puste mieszkanie matki księdza, która przebywała za granicą. Ksiądz zapisał dziewczynkę do gimnazjum salezjańskiego w Szczecinie. Kazał jej z nikim w szkole nie rozmawiać i od razu po lekcjach wracać do  mieszkania.

Duchowny więził tam dziewczynkę, gwałcił ją, bił i poniżał, zmuszał do brania leków działających psychotropowo. Po czym mówił: „Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie”.

Inni księża się nie dziwili

Ksiądz Roman często zabierał dziewczynkę na plebanię w Stargardzie. Jedliśmy obiad ze wszystkimi księżmi, a potem brał mnie do swojego pokoju, opowiada dziś ofiara księdza. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie reagował. Ja byłam bardzo drobną dziewczynką, wszyscy widzieli, jaka jest między nami różnica wieku, a księża się nie dziwili, że śpię u niego. Jak chciałam skoczyć z okna z ósmego piętra, to powiedział, że opętał mnie szatan. Zabrał mnie do znajomego egzorcysty w Szczecinie i nawet tam poprosił o wspólny pokój na noc.

Dziewczynka zaszła w ciążę. Ksiądz krzyczał: „Nie chcę mieć bachora!”. Miał znajomą ginekolog i zmusił Kasię do aborcji.

„Zobaczymy, jak Bóg zareaguje”

Ksiądz zabrał dziewczynkę ze sobą do Częstochowy, gdzie często bywał, ponieważ prowadził grupy pielgrzymkowe. W częstochowskim kościele kazał Kasi pójść do konfesjonału. „Chodź, powiesz całą prawdę i zobaczymy, jak Bóg zareaguje”, krzyknął. Opowiedziałam księdzu w konfesjonale wszystko, wspomina Kasia. A on zwyzwał mnie od kurew. Powiedział, że nigdy nie dostanę rozgrzeszenia i mam się wynosić z kościoła. Pamiętam, że był taki zbulwersowany, czerwony. Wybiegłam z płaczem. Ksiądz Roman za mną. Uśmiechał się przez całą drogę powrotną.

Kasia nie zwierzyła się rodzicom. Wiedziała, że bardzo cenią księdza Romana i obawiała się, że mogą jej nie uwierzyć. Rodzice bardzo dziękowali mu za dotychczasową pomoc i liczyli na więcej. Opowiedziała więc o wszystkim pani pedagog ze świetlicy środowiskowej. Pedagog zgłosiła sprawę na policję i zawiadomiła Centrum Pomocy Rodzinie. Stamtąd przyszła pani, która miała wyjaśnić wszystko rodzicom. Mama uderzyła mnie wtedy w twarz. Krzyczała, że to nieprawda, wspomina Kasia.

Obniżona kara dla księdza

W 2008 roku ksiądz Roman B. został aresztowany. W jego laptopie prokuratura znalazła treści pedofilskie i korespondencję z innymi dziećmi. Podczas rozprawy duchowny przyznał się do zarzucanych mu czynów. Pierwszy wyrok skazywał go na osiem lat bezwzględnego więzienia, ale w drugim procesie karę zmniejszono do czterech i pół roku. Na skutek apelacji obrońców księdza również i ten wyrok obniżono – o sześć miesięcy – i ksiądz wyszedł na wolność po czterech latach.

Jeden z adwokatów księdza był opłacany przez zakon Towarzystwa Chrystusowego. Duchowny był wdzięczny za wsparcie ze strony zakonu. Podczas procesu sądowego powiedział: „Moje zgromadzenie zakonne mnie wspiera. Nie myślą o wyrzuceniu mnie z zakonu. Regularnie odwiedza mnie w więzieniu przełożony”.

Ksiądz ma się dobrze, jego ofiara ma złamane życie

Abp Stanisław Gądecki
Poznański arcybiskup Stanisław Gądecki nie chce rozmawiać o pedofilii

Roman B. jest teraz księdzem w Puszczykowie koło Poznania. Prowadzi też profil na Facebooku i pisze do dzieci. Przełożeni księdza odmawiają komentarza w tej sprawie. Abp Stanisław Gądecki z archidiecezji poznańskiej zgodził się na rozmowę z dziennikarką pod warunkiem, że nie będzie poruszany temat pedofilii.

Kasia, ofiara katolickiego księdza, trafiła do domu dziecka i czterokrotnie próbowała popełnić samobójstwo. Dzisiaj cierpi na zespół stresu pourazowego oraz zespół depresyjny z objawami psychotycznymi. Cztery razy trafiałam do psychiatryków. Za każdym razem po próbie samobójczej. W domu dziecka skończyłam tylko gimnazjum. Bo w pierwszej klasie technikum znów podcięłam sobie żyły. Dyrektor powiedziała, że nie powinnam w takim stanie chodzić do szkoły. Gdy wyszłam z psychiatryka, zdecydowałam, że muszę wyprowadzić się od rodziców. Wynajęłam pokój w innym mieście. Dostałam pracę na kasie. Po pracy siedzę u siebie. Nie wychodzę z domu.

-

Imię ofiary księdza zostało zmienione

Źródło: wyborcza.pl

niedziela, 25 grudnia 2016

Arcybiskup Henryk Hoser zdecydowanie potępił ostatnie protesty opozycji. Powiedział, że powodują one „destrukcję społeczną i psychologiczną wśród ludzi” i są „zupełnym zaprzeczeniem etosu Bożego Narodzenia”.

Abp Hoser opowiedział się po jednej stronie obecnego sporu politycznego w Polsce, wyrażając w Polskim Radiu 24 niezadowolenie z powodu ostatnich protestów (wybuchły one w związku z wykluczeniem z obrad Sejmu posła opozycji, zamieszaniem z procedowaniem ustawy budżetowej i projektem ograniczenia obecności mediów w Sejmie).

Hierarcha szczególnie poruszony jest faktem, że protesty maja miejsce w okresie świątecznym. Pamiętam obchody świąt Bożego Narodzenia od drugiej połowy lat 40. Nawet w czasach stalinowskich były one szanowane, nie podejmowano prób ich zakłócenia politycznymi akcjami, powiedział abp Hoser. Jego zdaniem, obecne protesty powodują destrukcję społeczną i psychologiczną wśród ludzi, to zupełnie zaprzeczenie etosu Bożego Narodzenia, a więc bliskości, zaufania i szacunku dla innych.

Abp Henryk Hoser
Abp Henryk Hoser: ''Jest to niesłychanie brutalna akcja''

Konflikt jest „podgrzewany”, a protesty są „brutalne”

Arcybiskup określił akcje opozycji jako bardzo starannie zaplanowane i przygotowane, mające cele i dobrane środki. Jego zdaniem, jest to swego rodzaju inscenizacja, która ma swoich reżyserów i promotorów. Nie ujawnił, kim są te osoby. Oświadczył że obecny konflikt jest podgrzewany, ale nie powiedział, przez kogo. Zdaniem hierarchy, obecne protesty są akcją niesłychanie brutalną, a uliczne manifestacje mogą być wykorzystane jako łatwy łup terrorystów. 

Arcybiskup Henryk Hoser zaznaczył, że Kościół katolicki jest gotowy służyć mediacją w obecnym sporze politycznym między opozycją a rządem.

Kościół jako mediator?

Na temat mediacji Kościoła w kryzysie sejmowym wypowiedział się kilka dni temu ks. prof. Alfred Wierzbicki z KUL. Wyraził opinię, że Kościół nie mógłby podjąć się tego zadania, ponieważ wspiera Prawo i Sprawiedliwość, a więc nie jest bezstronny.  Gdyby dzisiaj Kościół zgłosił się na mediatora, to wszyscy go wygwiżdżą, powiedział ksiądz Wierzbicki w Radiu TOK FM.

Źródło: www.polskieradio.pl

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56