Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
sobota, 03 listopada 2018

W łódzkich szkołach większość uczniów nie chodzi na religię. Z katechezy rezygnują nie tylko uczniowie ogólniaków, ale również szkół podstawowych.

Z lekcji religii zrezygnowała już ponad połowa uczniów miejskich szkół w Łodzi. Władzie miasta przedstawiły dane, zebrane na podstawie wrześniowych decyzji rodziców lub pełnoletnich uczniów.  Okazuje się, że na 60,8 tys. uczniów łódzkich szkół tylko 27,2 tys. (czyli 44,7 procent) uczęszcza w tym roku na katechezę. 

Szkoła to nie kościół
Kampania billboardowa fundacji Wolność od Religii. Być może takie akcje pomagają uczniom zrezygnować z katechezy

Świadczy to o szybkim i masowym odpływie dzieci i młodzieży z katechezy, gdyż jeszcze trzy lata temu odsetek uczniów uczęszczających w Łodzi na religię był prawie dwukrotnie większy: 81 procent (53 tys. uczniów z ówczesnych 65,5 tys.). 

Uczniom nie wyrastają rogi

Z corocznych zestawień, które otrzymujemy od katechetów, wynika, że maleje liczba uczniów na lekcjach religii, przyznaje ksiądz Paweł Kłys, rzecznik Archidiecezji Łódzkiej. Uważa, że na te niekorzystne dla Kościoła statystyki wpływa umieszczanie katechezy na pierwszej lub ostatniej godzinie zajęć.

Religia i etyka to zajęcia nieobowiązkowe, zatem powinny odbywać się na początku lub na końcu dnia, zauważa Dariusz Chętkowski, nauczyciel etyki i polskiego w XXI LO w Łodzi. Opowiada, że gdy katecheza wypada w środku zajęć, to w szkolnej bibliotece nie starcza miejsca dla uczniów, którzy spędzają tam wolną godzinę. Dyrekcja musiała podjąć decyzję o łączeniu klas na katechezie, co kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia, mówi Dariusz Chętkowski.

Dariusz Chętkowski
Nauczyciel Dariusz Chętkowski: rodzice przekonują się, że dzieciom nie chodzącym na religię nie wyrastają rogi

Jego zdaniem, w Łodzi nastąpił efekt lawiny: rodzice uczniów przekonali się, że dzieci, które rok czy dwa lata wcześniej wypisały się z katechezy wcale nie "noszą rogów", czyli brak lekcji religii nie wpłynął negatywnie na ich zachowanie i postawę moralną.

Czy religia w szkole jest potrzebna?

Szkolna katecheza jest coraz częściej krytykowana. Młodzież oczekuje czegoś innego - debaty, dyskusji, bardziej atrakcyjnej, szerszej formuły opartej na doświadczeniach wynikających nie tylko z religii ka­to­lic­kiej, mówi ksiądz Kazimierz Sowa.

Również były minister oświaty prof. Henryk Samsonowicz wątpi, czy lekcje religii odpowiadają potrzebom dzisiejszej młodzieży: Kościół nie jest kompetentny w zakresie dydaktyki. Nie jest też do końca świadomy, jakie treści przekazywać młodym ludziom.

Katarzyna Lubnauer, posłanka Nowoczesnej, zauważa, że sposób fun­kcjo­no­wa­nia religii w szkole nie jest zgodny z pierwotnymi za­ło­że­nia­mi: Religia w szkole miała z założenia odbywać się na pierwszych i ostatnich godzinach, a ocena końcowa nie miała być wliczana do średniej. Żadne z tych założeń nie zostało spełnione 

Źródła: dzienniklodzki.pl, wiadomosci.gazeta.pl, wyborcza.pl 

Katolicka diecezja z amerykańskiego stanu Iowa przyznaje, że przez 32 lata ukrywała  pedofilskie przestępstwa księdza Jerome Coyle'a. Kościół nie wydalił go z kapłaństwa, co więcej, pomagał mu finansowo. Jego zwierzchnik, biskup Soens, sam też molestował uczniów.

Ksiądz Jerome Coyle, dzisiaj 85-letni, został odsunięty od funkcji kapłańskich w latach 80., ale nigdy nie został suspendowany. Diecezja Sioux City od 32 lat wiedziała, że jest on pedofilem, jednak przyznała się do tego dopiero kilka dni temu, gdy dziennikarze wpadli na trop księdza Coyel'a.

Ksiądz Jerome Coyle
Ksiądz Jerome Coyle wykorzystał co najmniej 50 dzieci.
Kościół to zataił

Diecezja niedawno pomogła umieścić księdza pedofila w domu opieki dla emerytów. Naprzeciwko tego domu znajduje się szkoła katolicka, która nie została poinformowana o pedofilskich skłonnościach nowego lokatora. 

W 1986 roku ksiądz Coyle przyznał się do swoich przestępstw pedofilskich w rozmowie z biskupem diecezji Sioux City. Ujawnił, że w ciągu 20 lat wykorzystał seksualnie około 50 dzieci, pełniąc posługę w parafiach stanu Iowa.

31 października 2018 r. diecezja potwierdziła w rozmowie z dziennikarzem agencji Associated Press, że nigdy nie skontaktowała się w tej sprawie  policją ani nie ujawniła publicznie faktów, do których przyznał się ksiądz Jerome Coyle. Rzeczniczka diecezji Susan O'Brien przyznaje, że można było "lepiej to załatwić", ale jednocześnie zauważa, że zasady obowiązujące w tamtych czasach nie przewidywały informowania policji ani opinii publicznej o takich sprawach. 

Diecezja zadbała o pedofila, a nie o jego ofiary

Zamiast więc ujawnić sprawę, w 1986 roku diecezja ogłosiła, że ksiądz Coyle bierze półroczne zwolnienie lekarskie. Władze kościelne przeniosły go do ośrodka leczniczego w stanie Nowy Meksyk, gdzie kierowały pedofilów z całych Stanów Zjednoczonych.

Coyle został odsunięty od prowadzenia mszy i innych obowiązków kapłańskich. Ale żadnej innej kary nigdy nie otrzymał i do niedawna mieszkał w Abuquerque w Nowym Meksyku, wciąż pozostając księdzem i otrzymując finansową pomoc z diecezji.

Według rzeczniczki, w 1986 roku diecezja wiedziała o jednej skardze na księdza Coyle'a ze strony studenta college'u, ale nie znała jego nazwiska. Ta osoba oraz inna ofiara, dzisiaj dorosła, ujawniły się przed kilkoma tygodniami, a ich zarzuty zostaną przekazana policji, powiedziała rzeczniczka. Dodała, że liczba ofiar księdza może przekraczać 50, bo diecezja nie zna ich dokładnej liczby.

Ksiądz Coyle raczej nie stanie przed sądem za żadne z popełnionych kiedyś przestępstw, ponieważ minął już okres przedawnienia. Nie pozwano go w żadnym procesie cywilnym, a diecezja nigdy nie płaciła za niego odszkodowania w ramach ugody z którąś z ofiar księdza.

Biskup tuszował i sam molestował

W ciągu minionych trzydziestu lat ksiądz Coyle nie był publicznie oskarżany o molestowanie nieletnich, ale prawnicy i detektywi badają jego postępowanie. W ubiegłym miesiącu policja przesłuchała Coyle'a i przeszukała jego mieszkanie, gdy dostała informacje, że pedofil mieszka w pobliżu szkoły.

Biskup Lawrence Soens
Bp Lawrence Soens tuszował przestępstwa księdza Coyle'a i sam wykorzystywał uczniów szkoły parafialnej

Coyle odmawia komentarzy w tej sprawie. Biskup Lawrence Soens, któremu Coyle opowiedział o  swoich przestępstwach pedofilskich, przeszedł na emeryturę w 1998 roku. W późniejszych latach wykryto, że Soens sam wykorzystywał seksualnie uczniów, gdy był dyrektorem szkoły parafialnej.

Zgodnie z prawem stanu Iowa, biskup Soens jako duchowny nie miał obowiązku informowania policji o przypadkach wykorzystywania dzieci. Ale krytycy jego postępowania twierdzą, że powinien poinformować władze kościelne, domagać się suspendowania Coyle'a, zaalarmować opinię publiczną i poprosić ofiary o ujawnienie się. Nie wiadomo, gdzie dzisiaj przebywa Lawrence Soens. 

Diecezja Sioux City nigdy nie opublikowała listy swoich duchownych, którzy zostali wiarygodnie oskarżeni, mimo że ofiary księży pedofilów apelowały o taką listę. Diecezja Sioux City wszystko tuszuje, mówi adwokat Scott Rhinehart, pełnomocnik kilkudziesięciu ofiar. Nazywa tę diecezję rajem dla księży pedofilów.

Źródło: www.apnews.com

piątek, 02 listopada 2018

Polski Kościół pomaga pedofilowi. Ksiądz Wincenty Pawłowicz, skazany na trzy lata więzienia za molestowanie ministrantów nie tylko nie został odsunięty od posługi, ale dostał od Kościoła parafię pod Odessą. W 2017 roku przybył do Polski i prowadził rekolekcje.

Jest kwiecień 1999 roku. Jedna z mieszkanek parafii Witonia niedaleko Łodzi denerwuje się, że jej syn nie wrócił jeszcze z plebanii, gdzie poszedł zaraz po szkole. Kobieta decyduje się pójść po dziecko. Puka do drzwi plebanii - nikt nie odpowiada, więc wchodzi i kieruje się do pokoju, skąd słychać odgłosy muzyki. Otwiera drzwi i widzi... jak ksiądz Pawłowicz odbywa stosunek z jej synem. Obok stoi kamera na statywie.

Bp Alojzy Orszulik
Bp Alojzy Orszulik przeniósł księdza pedofila do innej parafii

Okazuje się, że duchowny krzywdził również inne dzieci. Zeznają o tym na policji rodzice kilku ministrantów. Jeszcze tego samego dnia ks. Pawłowicz znika z parafii. Dzień później ówczesny biskup łowicki Alojzy Orszulik zaprasza do swojej siedziby rodziców oskarżających Pawłowicza. Po spotkaniu wycofują swoje zeznania.

Prokuratura postanawia nie wszczy­nać postępowania, ponieważ "nie znaleziono do tego powodów". Później wychodzi na jaw, że biskup Orszulik przeniósł księdza pedofila sto kilometrów dalej, do parafii w Lubochni.

Ksiądz Pawłowicz znika, ale wraca na proces

Gdy w 2002 r. o sprawie Wincentego Pawłowicza piszą "Fakty i Mity", prokuratura w Łęczycy wznawia śledztwo. Prowadzi je prokurator Krzysztof Kowalczyk. Dzisiaj odmawia podania szczegółów, ale potwierdza, że rodzice wykorzystywanych przez Pawłowicza dzieci nagle gremialnie wycofali swoje zeznania obciążające księdza. Ale tym razem zeznania składają molestowani chłopcy.

Tuż po wznowieniu śledztwa Pawłowicz zostaje odwołany przez biskupa Alojzego Orszulika z parafii w Lubochni, bierze bezterminowy urlop i znika. Kuria twierdzi, że nie wie gdzie jest. W listopadzie 2002 r. prokuratura wysyła za nim list gończy. Po dwóch tygodniach ksiądz Pawłowicz oddaje się w ręce polskich służb na granicy polsko-ukraińskiej. Od lipca ukrywał się w Żytomierzu na Ukrainie, u swojego brata, który jest diakonem.

17 lipca 2003 r. sąd wymierza Pawłowiczowi łagodny wyrok za molestowanie pięciu chłopców: rok i osiem miesięcy więzienia plus dziesięcioletni zakaz wykonywania zawodu nauczyciela. Prokuratura składa apelację. Do czasu ogłoszenia wyroku Pawłowicz przebywał w areszcie - teraz wychodzi na wolność, by czekać na proces apelacyjny.

Ksiądz już odpokutował - uważa kuria

Przełożeni Wincentego Pawłowicza w kurii łowieckiej nie zawieszają go w wykonywaniu posługi kapłańskiej. Twierdzą, że zachowanie księdza nie budzi zastrzeżeń. Odpokutował swoje przewinienia w klasztorze i przez półtora roku był odsunięty od czynności liturgicznych, informuje kuria.

Wprawdzie kościelne prawo przewiduje automatyczną suspensę kapłana, który notorycznie trwa w grzechu przeciw szóstemu przykazaniu (nie cudzołóż), ale zdaniem kurii w przypadku księdza Pawłowicza nie można mówić o trwaniu w grzechu, bo molestowania seksualnego nieletnich dopuścił się cztery lata temu.

Skazany na trzy lata, warunkowo zwolniony

Fakty i Mity - Wincenty Pawłowicz
Publikacje „Faktów i mitów” uniemożliwiły Kościołowi zamiecenie pod dywan sprawy
ks. Wincentego Pawłowicza

24 października 2003 r. sąd apelacyjny podwyższa Pawłowiczowi wyrok do trzech lat bezwzględnego więzienia. Ksiądz stawia się w zakładzie karnym 4 lutego 2004 r. Do tego czasu prawdopodobnie pełnił posługę na Ukrainie.

Bp Alojzy Orszulik lub jego następca bp Andrzej Dziuba mieli obowiązek przeprowadzenia wstępnego dochodzenia w sprawie Pawłowicza i poinformowania Watykanu o tej sprawie. Zobowiązywały ich do tego normy dotyczące przestępstw seksualnych księży, wydane w 2001 r. przez Jana Pawła II. Niedawno portal OKO.press zapytał kurię łowicką, czy biskupi spełnili ten obowiązek. Kuria nie odpowiedziała.

31 marca 2006 r. ksiądz Wincenty Pawłowicz wychodzi na wolność, zwolniony warunkowo na dwa miesiące i 11 dni przed upływem kary.

Wolność na Ukrainie i kłamstwo biskupa

Kilka miesięcy po wyjściu z więzienia ks. Pawłowicz zostaje proboszczem parafii w Krasnosiłce, 20 km od Odessy. Decyzję w tej sprawie podjął biskup odesko-symferopolski Bronisław Bernacki, ale musiał o tym wiedzieć biskup łowicki, gdyż przeniesienie księdza zawsze odbywa się na podstawie porozumienia między biskupami macierzystej i nowej diecezji. 

Bp Bronisław Bernacki
'Tego księdza już tu nie ma', mówił bp Bronisław Bernacki, gdy ksiądz pedofil cały czas pełnił posługę w swojej parafii

Ówczesny Konsul Generalny RP w Odessie Wiesław Mazur wspomina, że w 2008 r. dostał informację, kim jest ksiądz Wincenty Pawłowicz. Złapałem się za głowę, opowiada konsul. Poszedłem do biskupa Bernackiego zapytać, o co chodzi. Biskup powiedział, że tego księdza już tu nie ma, więc konsul nie pytał więcej o tę sprawę, bo nie widział powodów, by nie wierzyć biskupowi. Nas­tęp­czy­ni Mazura w Konsulacie, Joanna Strzelczyk, również twierdzi, że według jej wiedzy w 2008 lub 2009 roku księdza Pawłowicza już nie było w Krasnosiłce.

Oboje się mylą. W tym czasie ksiądz pedofil nadal pełni posługę w tej dużej wsi, do której dojeżdża z Odessy, gdzie na co dzień mieszka. W niedzielę odprawiam minimum sześć mszy i przemierzam ponad 300 km, by dotrzeć do wszystkich kaplic, mówi Pawłowicz w wywiadzie dla "Naszego Dziennika" w 2009 r., opowiadając o trudach swojej pracy na Ukrainie.

Kontakty z dziećmi i przyjazdy do Polski

Ksiądz Pawłowicz ma kontakty z dziećmi. Podczas mszy towarzyszą mu ministranci. Wiadomo, że był na co najmniej letnim obozie, zorganizowanym dla dzieci. W sierpniu 2010 r. Pawłowicz bierze udział w pielgrzymce do Włoch jako przewodnik duchowy. Na zdjęciu opublikowanym w "Faktach i Mitach" Pawłowicz idzie wśród grupy pielgrzymów, a obok niego widać kilkuletniego chłopca oraz nastolatka - to ministrant, który wcześniej pojawia się na zdjęciach i filmach na YouTube.

Ksiądz Wincenty Pawłowicz
Ks. Wincenty Pawłowicz współprowadzi rekolekcje w Odessie, grudzień 2011 r.

W internecie są ślady kilku podróży Pawłowicza do Polski. Zbiera tu pieniądze na swoją ukraińską parafię. Ale w 2011 r. spotyka się również z klerykami w seminarium w Kielcach. W 2012 r. wygłasza kazanie w kościele Miłosierdzia Bożego w Puławach.

W grudniu 2017 r. ksiądz Wincenty Pawłowicz przez cztery dni prowadzi rekolekcje w Brzeźnie Lęborskim niedaleko Wejherowa. Zostaje ciepło przyjęty przez ówczesnego proboszcza ks. Wojciecha Czajkowskiego, obecnie wikarego w jednej z parafii w Kartuzach.

Ksiądz Pawłowicz znów znika

Nie wiadomo, gdzie dzisiaj przebywa ksiądz Wincenty Pawłowicz. Obecnie proboszczem w Krasnosiłce jest ks. Stanisław Murawski, który twierdzi, że jego poprzednik wyjechał już z Ukrainy. Portal OKO.press zapytał kurie w Polsce i na Ukrainie o dzisiejsze miejsce pobytu Pawłowicza. Bez odpowiedzi. Reporter portalu pojechał więc do Łowicza i zapytał bp Andrzeja Dziubę o ks. Pawłowicza. Biskup nie miał nic do powiedzenia.

Bp Andrzej Dziuba ignoruje pytania reportera o ks. Pawłowicza

Źródła: oko.press, lodz.naszemiasto.plwww.wprost.plwww.lebork24.info

czwartek, 01 listopada 2018

Zabawa z okazji Halloween nie jest bezpieczna, bo zły duch nie postrzega jej jako żart, ale jako otwarcie się człowieka na jego wpływ - mówi biskup Artur Miziński, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski.

Wiele osób traktowało wywoływanie duchów jako zabawę, a kończyło się to na zniewoleniach duchowych, przestrzega biskup w wywiadzie dla PAP. Przypomina, że papież Benedykt XVI uznał Halloween za święto antychrześcijańskie i niebezpieczne. Zdaniem biskupa, Halloween promuje  kulturę śmierci, popycha ku mentalności ezoterycznej i magii, atakuje święte i duchowe wartości przez diabelskie inicjacje za pośrednictwem obrazów okultystycznych.

Katecheci straszą uczniów

Podobny przekaz mają dla uczniów katoliccy katecheci w polskich szkołach publicznych. Jeden z mieszkańców Wrześni skarżył się, że w szkołach w tym mieście uczniowie są straszeni, że Halloween to dzień satanistów, którzy porywają dzieci, aby złożyć je w ofierze.

Sprawę zbadał dyrektor Szkoły Podstawowej nr 6. Okazało się, że rzeczywiście jedna z katechetek opowiadała dzieciom o Halloween jako o święcie satanistów. Dyrektor upomniał katechetkę, uznając jej zachowanie za nieprofesjonalne i niezgodna z metodyką pracy nauczyciela.

Diabeł - Hallowen
Przy okazji Halloween katoliccy katecheci straszą dzieci diabłem

W Zielonej Górze ojciec jednej z uczennic Szkoły Podstawowej nr 8 zaniepokoił się, gdy jego córka wróciła do domu ciężko przestraszona. Po prostu bała się, opowiada ojciec. Katechetka straszyła dzieci, że Halloween to święto szatana. Jak będą się przebierać i zbierać cukierki, to mogą opętać je demony. A wtedy z ust będzie im ciekła piana.

Straszeni byli również uczniowie szkoły w Drzonkowie. Syn wrócił ze szkoły blady, opowiada mama pierwszoklasisty. Dopytywał się o diabła, o piekło. Katechetka natłukła dzieciom do głowy, że Halloween to bardzo złe święto, a każdy kto je obchodzi sprawia radość diabłu.

Szostkiewicz: zalękniony Kościół

Tylko najbardziej neurotyczny i zalękniony odłam katolicyzmu doszukuje się w Halloween satanistycznej infiltracji, pisze w "Polityce" Adam Szostkiewicz. 

Publicysta przypomina, że współczesny obyczaj Halloween wywodzi się z kultury anglosaskiej, z której rozprzestrzenił się na cały świat. W krajach anglosaskich Kościół katolicki w ogóle nie protestuje przeciwko temu świętu. W Polsce zachowuje się inaczej. 

W rzeczywistości Halloween to po prostu wersja wigilii dnia wszystkich świętych, powszechnie obchodzonego w całym świecie katolickim, pisze publicysta. Wyjaśnia, że wyraz "Halloween" to zbitka słów "All Hallows' Eve" oznaczających wigilię dnia wszystkich świętych, kiedy zgodnie z tradycją wspomina się wszystkich pobożnych zmarłych ludzi, których imion nie znamy.

Adam Szostkiewicz - Halloween
Adam Szostkiewicz: Halloween to wielka frajda dla dzieci

W tradycji anglosaskiej, a także w latynoskiej Halloween to święto wesołe, wielka frajda dla dzieci, tak jak u nas święto Trzech Króli, kiedy dzieci chodzą przebrane po domach zbierając drobne datki na słodycze. Dlatego Szostkiewicz określa jako "niedorzeczną" kościelno-prawicową narrację, kojarzącą Halloween z satanizmem.

Obirek: niech każdy świętuje co chce 

Profesor Stanisław Obirek zwraca uwagę, że Halloween to bardzo barwne wydarzenie, które szczególnie mocno przemawia do dzieci. Maluchy uwielbiają kolorowe stroje, wszelakie malunki na buziach oraz dekorowanie pomarańczowych dyń.

Prof. Obirek mówi, że Halloween jest częścią kultury amerykańskiej, która zaczęła szeroko do nas napływać w latach 90. Bardzo chcieliśmy mieć u siebie jakiś powiew Ameryki. Podobał nam się koloryt, którego na początku lat 90. próżno było szukać w Polsce.

Zdaniem Stanisława Obirka, rzeczywistość radykalnie zmienia się na naszych oczach. Są to naturalne procesy, na które nie mamy wpływu. Konsekwencją tych przemian jest m.in. to, że nowe święta wchłaniają stare, które z czasem przestają nas interesować.

Sądzę, że próby walki i biadolenie na ten temat nic do naszego życia nie wniosą. Według mnie szkoda na to energii, mówi profesor. Uważa, że każdy może po prostu obchodzić takie święta, które bardziej do niego przemawiają.

Źródła: wiadomosci.dziennik.plwrzesnia.info.pl, zielonagora.wyborcza.plwww.polityka.pl, www.se.pl

wtorek, 30 października 2018

Sąd odrzucił apelację obrońcy księdza Marcina Ł. Oznacza to, że wyrok pięciu lat pozbawienia wolności stał się prawomocny. To kara za trzykrotne zgwałcenie 14-latki.

Ksiądz Marcin Ł.
Ksiądz katecheta Marcin Ł. trzykrotnie zgwałcił swoją 14-letnią uczennicę

Katolicki ksiądz Marcin Ł. był wikariuszem w Wyszkach na Podlasiu. Prowadził katechezę w szkole podstawowej i gimnazjum. W maju i czerwcu 2017 roku ksiądz  trzykrotnie zgwałcił swoją uczennicę. Podstępem zwabiał ją na plebanię, zamykał drzwi na klucz, rozbierał 14-latkę do naga i wykorzystywał seksualnie.

W maju 2018 roku ksiądz Marcin Ł. usłyszał wyrok: pięć lat więzienia. Ponadto sąd zakazał mu zbliżania się do nastolatki i kontaktowania się z nią w jakiejkolwiek formie przez 10 lat. Duchowny otrzymał też 15-letni zakaz wykonywania zawodów związanych z wychowywaniem, leczeniem i edukacją dzieci. 

Obrońca księdza zaskarżył wyrok sądu pierwszej instancji. Jednak 30.10.2018 sąd apelacyjny w Białymstoku podtrzymał wyrok.

Gwałciciel wciąż jest księdzem

28-letni ksiądz Marcin Ł. ukończył Wyższe Seminarium Duchowne w Drohiczynie. Święcenia kapłańskie odebrał latem 2016 roku i wkrótce potem został wikariuszem w Wyszkach. 

Ksiądz był miły, zawsze uśmiechnięty. Służył pomocą i radą. Trudno uwierzyć, że mógł zrobić coś tak potwornego, mówi jedna z parafianek przed kościołem w Wyszkach. Inna dodaje: Liczę na to, że już nigdy nie będzie kapłanem. 14-latka jest jeszcze dzieckiem, to zdarzenie może złamać jej życie.

Jednak niektórzy mieszkańcy Wyszek inaczej patrzą na tę sprawę. Część wi­ny przerzucają na ofiarę gwałciciela. Nie bronię księdza, ale krew nie woda, a taka małolata potrafi być bardzo wyzywająca, mówi jeden z parafian.

Marcin Ł. do tej pory nie został wydalony ze stanu duchownego, biskup zakazał mu jedynie wykonywania funkcji kapłańskich. Ksiądz gwałciciel najpierw został tymczasowo aresztowany, ale wypuszczono go za poręczeniem majątkowym w wysokości 20 tys. zł. Na rozprawę sądową czekał w klasztorze.

Źródła: gazeta.pl, www.fakt.pl

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67