Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
niedziela, 07 października 2018

Niewiele instytucji odegrało tak ważną rolę w historii Polski jak Kościół katolicki - piszą James Shotter i Evon Huber w brytyjskim dzienniku "Financial Times". Ale w ciągu minionego tygodnia do kin ściągnęły rekordowe tłumy obywateli jednego z najbardziej pobożnych państw Europy, aby zobaczyć film, który przedstawia księży jako ludzi pogrążonych w korupcji, pijaństwie, rozpuście i pedofilii.

Film 'Kler'
Kadr z filmu Kler. 'Film przedstawia księży w niekorzystnym świetle, co wywołuje gwałtowne reakcje konserwatystów', pisze Finanacial Times

Promowany pod hasłem nic co ludzkie nie jest im obce, "Kler" Wojciecha Smarzowskiego, jed­ne­go z czo­ło­wych pol­skich re­ży­se­rów, to dwu­go­dzin­na ofen­sy­wa prze­ciw­ko du­cho­wień­stwu, pod­czas któ­rej wi­dzi­my ple­ja­dę ka­pła­nów uczest­ni­czą­cych w po­pi­ja­wach, sek­sie po­za­mał­żeń­skim, ła­pów­kars­twie, sek­su­al­nym wy­ko­rzys­ty­wa­niu dzie­ci, tu­szo­wa­niu skan­da­li i wy­kro­cze­niach dro­go­wych.

Ten niepochlebny wizerunek jednej z najważniejszych instytucji w Polsce sprowokował gwałtowny sprzeciw konserwatystów. Uznali, że film jest niesprawiedliwy i jednostronny. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego porównał go do nazistowskich filmów o Żydach. Co najmniej jedno miasto odmówiło pokazania "Kleru"; pojawiły się też wezwania do ​​bojkotu.

Film jest szkodliwy, powiedział Marek Gizmajer z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, jednej z organizacji, które domagają się bojkotu "Kleru". Zraża ludzi do Kościoła, do księży, którzy są [przedstawiani jako] wykolejeńcy i chciwcy. Jeśli odwrócimy się od Kościoła, to co pozostanie? Staniemy się kolejnym Związkiem Radzieckim.

Ale te kontrowersje, zamiast zniechęcić widzów, rozbudziły ogromne zainteresowanie filmem i wywołały debatę na temat roli Kościoła. W dzień premiery jeden z kompleksów kinowych w Zabrzu pokazał "Kler" 24 razy. W innych kinach bilety wstępu na pierwszy weekend zostały wyprzedane kilka dni wcześniej. W ciągu trzech dni od premiery film obejrzało 935 tys. Polaków, co jest najlepszy otwarciem w historii polskiego kina.

Ten film zmieni Polskę, napisał w tweecie były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Ma moc wyzwalania. Od obłudy, kłamstwa, zmowy milczenia... W sensie społecznym być może jest to najważniejszy film ostatnich trzydziestu lat.

Swoje wpływy w Polsce Kościół zawdzięcza w dużej mierze swojej roli w przeszłości. Kiedy w XVIII w. Polska została podzielona i w czasach bardziej współczesnych, gdy znalazła się w sowieckiej sferze wpływów, Kościół katolicki był jedną z klu­czo­wych in­sty­tu­cji pod­trzy­mu­ją­cych ma­rze­nia o pow­ro­cie nie­pod­leg­ło­ści. Ro­la, ja­ką ode­grał Koś­ciół w po­ko­na­niu ko­mu­ni­zmu - a zwłasz­cza ka­pł­ani, ta­cy jak pol­ski pa­pież Jan Pa­weł II -  po­mo­gła mu umoc­nić po­zy­cję w ser­cu pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa.

Polska wciąż jest krajem, gdzie rok szkolny rozpoczyna się w asyście miejscowego księdza. Kiedy zostaje oddana do użytku nowa droga, będzie tam kapłan, który ją pobłogosławi, powiedział Łukasz Lipiński z centrum analitycznego Polityka Insight. Nadal tak to wygląda, zwłaszcza w małych miasteczkach.

Wpływ Kościoła jednak słabnie - powoli, ale nieubłaganie. Choć prawie 85% Polaków uważa się za katolików, frekwencja na mszach spada. Po części wynika to z szerszych problemów Kościoła. Podobnie jak na Zachodzie, Kościół w Polsce musi zmagać się z malejącym szacunkiem dla elit. Niszczące są również skandale związane z seksualnym wykorzystywaniem dzieci przez kler, choć ich skutki dla polskiego Kościoła są jak dotąd mniej dotkliwe niż w Irlandii czy USA.

Jednak niektóre przyczyny są bardziej swoiste dla Polski. Według Michała Szułdrzyńskiego, komentatora politycznego "Rzeczpospolitej", część problemu polega na tym, że po 200 latach walki Polaków o niepodległość, polski Kościół miał trudności z odnalezieniem swojej roli w wolnym kraju po 1989 roku. Nie wiedzieli, jak znaleźć się w tej nowej rzeczywistości ani jak zarządzać relacjami między Kościołem a państwem w czasach współczesnych, powiedział Szułdrzyński.

I to jest właśnie grunt, z którego wyrósł "Kler", twierdzi Paweł Gużyński z zakonu dominikanów. Ten film jest ważny, bo organizuje narastający od dłuższego czasu gniew, protest i niezgodę wobec Kościoła lub księży, powiedział zakonnik. To mocna żółta kartka - choć jeszcze nie czerwona - pokazana polskiemu Kościołowi.

Niektórzy Polacy zastanawiają się, czy ich kraj może pójść w ślady Irlandii, gdzie wpływy Kościoła katolickiego dramatycznie skurczyły się w ostatnich latach, co utorowało drogę dla wielu zmian społecznych - takich jak legalizacja aborcji i małżeństw homoseksualnych - które byłyby nie do pomyślenia 20 lat temu.

Paweł Gużyński w to wątpi, nie tylko ze względu na trwałą pamięć o roli polskiego Kościoła w obalaniu komunizmu. Ale przyznaje, że sytuacja tej instytucji w społeczeństwie dojrzała do zmiany. Nie mam wątpliwości, że Kościół w Polsce będzie musiał znaleźć sobie zupełnie nową rolę w sferze publicznej, a także nową pozycję wobec władzy państwowej i całej sfery politycznej, powiedział. To wszystko dopiero przed nami.

Źródło: www.ft.com

sobota, 06 października 2018

Za rządów PiS znacznie wzrosły wydatki państwa na Fundusz Kościelny, z którego finansowane są dopłaty do różnych składek osób duchownych, takich jak składki emerytalne, rentowe i wypadkowe. W ciągu czterech lat PiS przeznaczy na ten cel ponad pół miliarda złotych.

Słowo "dopłaty" może być mylące, bo wysokość dopłat z Funduszu Kościelnego wielokrotnie przekracza wartości kwot przeznaczanych przez duchownych na składki. Na przykład księża otrzymują dofinansowanie z funduszu w wysokości 80 procent, a misjonarze i członkowie zakonów nie wydają na składki ani złotówki, ponieważ dostają 100 procent dofinansowania.

Wydatki na Fundusz Kościelny rząd uwzględnia w corocznej ustawie budżetowej - w ciągu ostatnich czterech lat te wydatki znacznie wzrosły. W porównaniu z rokiem 2014 dzisiejsza kwota jest wyższa o ponad 50 proc. Wtedy na fundusz przeznaczano 94 mln rocznie, w tym roku dotacja wzrosła do 156 mln. Biorąc pod uwagę plan budżetu na przyszły rok i dotację w wysokości 140 mln zł, rząd PiS w ciągu czterech lat przeznaczy na Fundusz Kościelny ponad 550 mln zł. 

Wydatki państwa na Fundusz Kościelny
Wydatki państwa na Fundusz Kościelnych w ciągu ostatnich ośmiu lat. Źródła danych: Ministerstwo Finansów, ustawy budżetowe

Dochody Kościoła: od kilku do kilkunastu miliardów złotych rocznie

Fundusz Kościelny to tylko jedno z wielu źródeł dochodów Kościoła. W ramach zobowiązań konkordatowych rząd wydaje pieniądze podatników na katechezę w szkołach, dotacje do katolickich uczelni, szkół, przedszkoli i ochronek; płaci kapelanom w szpitalach oraz w wojsku i innych służbach mundurowych; dofinansowuje działalność charytatywną Kościoła i remonty zabytkowych budynków kościelnych. 

Od wiernych Kościół otrzymuje pieniądze nazywane „ofiarami”, ale zwykle mają one charakter opłat za śluby, chrzty, pogrzeby itp. Poza tym Kościół zarabia na dzierżawie gruntów i unijnych dopłatach jako największy niepaństwowy właściciel ziemski w Polsce. Czerpie też zyski z nieformalnych przywilejów - samorządy często przekazują grunty Kościołowi po symbolicznych cenach.

Całkowite dochody Kościoła wynoszą, według różnych szacunków, od kilku do kilkunastu miliardów złotych rocznie. Kościół nie ujawnia oficjalnych danych na temat swoich dochodów.

Źródła: next.gazeta.pl, www.money.pl

piątek, 05 października 2018

Widziałem całkowity zanik wartości, obrzydliwe czyny dokonywane przez księży, mówi Kamil Tadeusz Jarzembowski, który jako nastolatek wyjechał do Watykanu, by zostać ministrantem.  

Kamil Tadeusz Jarzembowski
Kamil T. Jarzembowski: Kościół nie zainteresował się sprawą molestowania

Kamil ma dzisiaj 22 lata. Opowiada, że jako trzynastoletni chłopiec przybył do Watykanu pełen wiary i ufności w kościelne instytucje. Jednak to, co tam zobaczył, przepełnia go goryczą. W ubiegłym roku był jednym ze świadków, którzy w książce "Grzech pierworodny" napisanej przez dziennikarza Gianluigiego Nuzzi opowiedzieli o molestowaniu ministrantów w watykańskim seminarium San Pio. Na łamach włoskiej prasy Kamil wyznał, że widział, jak jego kolega był wykorzystywany seksualnie przez starszego seminarzystę.

Papież wiedział i nie reagował

W odwecie za publiczne ujawnienie tej sprawy Kamil został usunięty ze szkoły "za donos". Informacje o molestowaniu w watykańskim seminarium dotarły do papieża, który jednak nie zareagował. O mojej sprawie papież Franciszek wiedział od września 2014 roku, ale do dziś żadna instytucja kościelna czy watykańska nie wykazała śladu zainteresowania ani nie podjęła próby pomocy ofiarom molestowania, mówi Jarzembowski. 

Jego zdaniem, we Włoszech musi zmienić się nie tylko podejście Kościoła. Prokuratura i media również boją się tematu nadużyć seksualnych w Kościele. Mam nadzieję, że włoski wymiar sprawiedliwości otworzy na nowo sprawy molestowania. Ofiary doczekają satysfakcji a winni zostaną ukarani.

Kamil pomaga dzisiaj organizacjom, które walczą z nadużyciami seksualnymi w Kościele. Jedna z nich wytoczyła proces włoskiemu państwu za to, że nie reaguje na zło wyrządzane przez katolickich duchownych. Organizacje te wskazują, że wpływ Kościoła na politykę we Włoszech jest taki wielki, że część przedstawicieli władz uważa, iż trzeba zostawić Kościół w spokoju.  W tej sytuacji wszystkie przestępstwa seksualne księży są zamiatane pod dywan. 

Do tej pory jedyną reakcją włoskiego Kościoła na publiczne wypowiedzi Kamila Jarzembowskiego było nazwanie ich oszczerstwami.

W 2012 roku o Kamilu Jarzembowskim napisał "Mały Gość Niedzielny". Czy napisze również o ujawnionym przez Kamila molestowaniu w Watykanie?

Kamil Jarzembowski i Benedykt XVI

Źródła: fakty.tvn24.plwww.malygosc.pl

środa, 03 października 2018

Towarzystwo Chrystusowe złoży wniosek o kasację prawomocnego wyroku nakazującego zakonowi wypłatę milionowego odszkodowania kobiecie, którą w dzieciństwie więził i wielokrotnie gwałcił ksiądz należący do tego zakonu.

Towarzystwo Chrystusowe
Siedziba Towarzystwa Chrystusowego w Puszczykowie. Tutaj udzielono schronienia gwałcicielowi Romanowi B., gdy wyszedł z więzienia; pozwolono mu też odprawiać msze

Wczoraj (2.10.2018) Sąd Apelacyjny podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji: należący do Kościoła katolickiego zakon Towarzystwo Chrystusowe ma wypłacić milion złotych odszkodowania i dożywotnią rentę w wysokości 800 zł miesięcznie ofierze księdza Romana B. Wyrok jest prawomocny, jednak chrystusowcy zapowiedzieli, że złożą skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, co oznacza, że nadal nie chcą wypłacić ofierze odszkodowania.

Zakon odmawia komentarza w tej sprawie. Milczy również Episkopat Polski. Jeszcze przed wyrokiem Sądu Apelacyjnego stanowisko Towarzystwa Chrystusowego wyjaśniał pełnomocnik zakonu Krzysztof Wyrwa: Kościół nie może brać odpowiedzialności za czyny jednego człowieka. W przeciwieństwie do policjanta w mundurze, za którego błędy płaci skarb państwa, ksiądz ten w momencie popełniania tych czynów nie był na służbie.  

Sąd natomiast przyjął stanowisko, że ksiądz dokonujący nadużyć seksualnych w stosunku do dzieci powierzonych jego opiece wykorzystuje swoją pozycję instytucjonalną i działa w kontekście wykonywanego przez siebie zlecenia („powierzenia wykonania czynności” - jak nazywa to kodeks cywilny), jakim jest w tym wypadku pełnienie „posługi duszpasterskiej”, a ściśle „duszpasterstwo młodzieży”. Ksiądz katecheta Roman B. poznał nastolatkę na lekcji religii,  po czym zapraszał ją na plebanię, a więc do miejsca służbowego. Wykorzystał swoją funkcję księdza do zdobycia zaufania dziewczynki.

Kościół do końca broni swoich pieniędzy

To przełomowy wyrok, twierdzi mecenas Artur Nowak, prawnik i współautor książki o pedofilii w Kościele „Żeby nie było zgorszenia”. Jego zdaniem, wyrok nakazujący zakonowi wypłatę odszkodowania pokazał, że niezgodne z prawem są wytyczne Episkopatu, w których stwierdzono, że Kościół nie odpowiada za czyny sprawców.

Wyrok zadał kłam temu, co niedawno mówił Prymas Polski, że w naszym systemie prawnym nie ma odpowiedzialności Kościoła, a jest tylko odpowiedzialność sprawcy, powiedział Artur Nowak.

Jego zdaniem, jest to kompromitacja Episkopatu. A zapowiedź złożenia wniosku o kasację wyroku świadczy o tym, że Kościół do końca broni swoich pieniędzy.

Źródła: www.gazetaprawna.plwww.tokfm.pl

wtorek, 02 października 2018

Milion złotych odszkodowania i dożywotnią rentę dostanie kobieta więziona i gwałcona w dzieciństwie przez księdza pedofila Romana B. - Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji.

W styczniu tego roku sąd przyznał 24-letnie Katarzynie, która w dzieciństwie była ofiarą księdza pedofila, milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty. Zapłacić miałoby Towarzystwo Chrystusowe, zgromadzenie zakonne, do którego należał ksiądz Roman B., sprawca gwałtów na trzynastolatce. 

Sąd apelacyjny w Poznaniu utrzymuje wyrok w sprawie zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila
Sąd Apelacyjny utrzymuje wyrok w sprawie zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila

Wyrok został uznany za przełomowy, bo do tej pory sądy w Polsce oddalały roszczenia finansowe wobec Kościoła w sprawach przeciwko pedofilom w sutannach. Przedstawiciele Kościoła skutecznie przekonywali sędziów, że to nie Kościół jest odpowiedzialny za przestępcze czyny księży, lecz sami księża.

Pracodawca odpowiada za czyny pracownika

Towarzystwo Chrystusowe wniosło  apelację od styczniowego wyroku, ale dziś Sąd apelacyjny utrzymał go w mocy. Sąd pierwszej instnacji obciążył Towarzystwo Chrystusowe na podstawie artykułu 430 kodeksu cywilnego, który mówi o odpowiedzialności pracodawcy za czyny pracownika popełniane w ramach obowiązków zawodowych.

Sąd nie miał wątpliwości, że ksiądz Roman B. wykorzystał swoją zawodową pozycję duchownego. Poznał nastolatkę na lekcji religii,  po czym zapraszał ją na plebanię, a więc do "miejsca służbowego". "Gdyby nie uczył religii, gdyby nie był księdzem, to do jego spotkania z pokrzywdzoną w ogóle by nie doszło. Gdyby nie wykorzystał swojej funkcji księdza do zdobycia zaufania pokrzywdzonej, szkoda nie zostałaby wyrządzona" - napisał sąd w uzasadnieniu wyroku.

Katarzyna miała 13 lat, kiedy katecheta ks. Roman B. upatrzył ją sobie jako ofiarę. Wykorzystał jej trudną sytuację domową i odseparował ją od rodziny. Przez kilkanaście miesięcy więził dziewczynkę, gwałcił ją, zmuszał do przyjmowania leków, zastraszał, groził śmiercią, jeśli nie zachowa milczenia. Gdy zaszła w ciążę, zmusił ją do aborcji. Inni księża widzieli, że Roman B. zabiera dziewczynkę na noc do swojego pokoju, ale ich to nie dziwiło. Nie zawiadomili przełożonych ani policji.

Gwałcicielem zaopiekował się zakon, ofiara ma złamane życie

Ksiądz Roman B.
Ksiądz Roman B. zapewniał, że podczas procesu i odsiadywania wyroku czuł wsparcie przełożonych

W 2008 roku gwałciciel w sutannie został w końcu aresztowany. W 2010 roku skazano go na cztery lata pozbawienia wolności. Gdy wyszedł z więzienia, zaopiekowało się nim Towarzystwo Chrystusowe, umieszczając go w swoim domu księży emerytów w Puszczykowie pod Poznaniem. Ksiądz odprawiał tam msze, co więcej, prowadził korespondencję z dziećmi na Facebooku. Ze stanu duchownego został wydalony dopiero w grudniu 2017 roku, gdy sprawa stała się szeroko znana dzięki mediom. Jeszcze później został usunięty ze swojego zakonu: 25 czerwca 2018 roku, czyli kilka miesięcy po wyroku sądu pierwszej instancji w sprawie odszkodowania dla ofiary. 

Kasia, ofiara księdza, trafiła do domu dziecka. Czterokrotnie próbowała popełnić samobójstwo. Była leczona w szpitalach psychiatrycznych. Dzisiaj cierpi na zespół stresu pourazowego oraz zespół depresyjny z objawami psychotycznymi.  W domu dziecka skończyłam tylko gimnazjum, bo w pierwszej klasie technikum znów podcięłam sobie żyły, opowiada Katarzyna. Dyrektor powiedziała, że nie powinnam w takim stanie chodzić do szkoły. Gdy wyszłam z psychiatryka, zdecydowałam, że muszę wyprowadzić się od rodziców. Wynajęłam pokój w innym mieście. Dostałam pracę na kasie. Po pracy siedzę u siebie. Nie wychodzę z domu. 

Źródło: wiadomosci.onet.pl, wyborcza.pl

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62