Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
sobota, 21 listopada 2015

W państwach autorytarnych osoby, które ujawniły nadużycia władzy są przez tę władzę prześladowane. Nie inaczej postępuje Watykan. Przed watykańskim trybunałem ma stanąć pięć osób oskarżonych o ujawnienie materiałów dokumentujących kościelne skandale. Okazuje się, że w Watykanie jest to przestępstwo groźniejsze niż pedofilia.

Sądzeni będą m.in. dwaj dziennikarze, Gianluigi Nuzzi i Emiliano Fittipaldi, autorzy książek opartych na dokumentach wyniesionych zza Spiżowej Bramy. Książki opisują nadużycia finansowe Stolicy Apostolskiej, niegospodarność i oszustwa. Najbardziej bulwersujące fragmenty obu publikacji dotyczą ustawicznego przywłaszczania przez watykańskich dostojników pieniędzy pochodzących z ofiar, które katolicy na całym świecie składają na rzecz ubogich.

Emiliano Fittipaldi i Gianluigi Nuzzi
Dziennikarze Emiliano Fittipaldi i Gianluigi Nuzzi, którzy ujawnili kościelne skandale, staną przed watykańskim sądem

Pozostali oskarżeni to ksiądz Lucio Vallejo Balda z Prefektury Spraw Ekonomicznych Stolicy Apostolskiej i Francesca Chaouqui, była doradczyni papieża ds. reformy finansów. Obu tym osobom zarzuca się wyniesienie z Watykanu tajnych dokumentów i ich rozpowszechnianie. Piąty oskarżony to Nicola Maio, były współpracownik papieskiej komisji, któremu zarzucono „udział w grupie przestępczej”.

W akcie oskarżenia mówi się, że dziennikarze Fittipaldi i Nuzzi „wywierali presję”, przede wszystkim na księdza Baldę, by dostarczył im tajne watykańskie dokumenty, które później wykorzystali przy pisaniu książek.

Dziennikarz: To proces przeciwko wolności

Na całym świecie dziennikarze mają obowiązek publikować poufne informacje i tajemnice, które władza, jaka by ona nie była, chce ukryć przed opinią publiczną, oświadczył Emiliano Fittipaldi z tygodnika „L’Espresso”, gdy dowiedział się, że czeka go proces w Watykanie. To nie jest proces przeciwko mnie, ale przeciwko wolności informacji, podkreślił dziennikarz. Powiedział, że nie spodziewał się, iż Watykan wytoczy mu proces karny.

Fittipaldi wyjaśnił, że teraz będzie zastanawiał się nad linią obrony. Z jego słów można wywnioskować, że nie będzie to łatwe. Jak można bronić się  przed tym trybunałem, jeśli w Watykanie nie ma gwarancji dla wolnego dziennikarstwa?, zapytał autor książki „Chciwość”.

Przestępstwo groźniejsze niż pedofilia

Proces rozpocznie się 24 listopada. Według kodeksu karnego Stolicy Apostolskiej, wszystkim oskarżonym grożą kary do 8 lat więzienia. Zarzuty, które na nich ciążą są więc poważniejsze niż np. pedofilia - bo kiedy arcybiskup Józef Wesołowski został oficjalnie oskarżony przez watykański sąd za seksualne wykorzystywanie dzieci, rzecznik Watykanu powiedział, że grozi mu do 7 lat więzienia.

Kiedy kilkanaście dni temu dziennikarze w swoich książkach ujawnili kościelne skandale, Watykan oświadczył, że są to rzeczy od dawna znane za Spiżową Bramą, bo zostały one opisane w wewnętrznych raportach na początku pontyfikatu papieża Franciszka. Ale oznacza to, że dwaj dziennikarze nękani są za to, że przekazali opinii publicznej prawdę, którą hierarchowie watykańscy znali i ukrywali. Watykan nie szukał osób winnych nadużyć i nie postawił ich przed sądem. Będzie natomiast sądził tych, którzy te nadużycia ujawnili.

Źródła: wiadomosci.onet.pl, wyborcza.pl, www.tvn24.pl

środa, 18 listopada 2015

Kościół do tej pory nie zrobił nic, by pomóc molestowanym dziewczynkom, mówią organizatorzy pikiety w obronie pokrzywdzonych przez księdza Stanisława G. Kuria tłumaczy, że nie pomogła, bo nikt jej nie prosił.

Przed budynkiem Kurii Diecezjalnej w Zamościu odbyła się pikieta w obronie dziewczynek molestowanych przez księdza Stanisława G. Zorganizowały ją dwie fundacje pomagające ofiarom klerykalnej pedofilii: amerykańska SNAP oraz polska „Nie lękajcie się”. Uczestnicy pikiety wyjaśniali, że Kościół katolicki nic do tej pory nie zrobił, aby pomóc dziewczynkom pokrzywdzonym przez księdza pedofila - nie próbował rozmawiać na ten temat ani z dziećmi, ani z ich rodzicami, szkołą czy społecznością lokalną.

Pikieta w obronie dzieci molestowanych przez księdza Stanisława G.
Pikieta w obronie dzieci molestowanych przez księdza Stanisława G.

Sprawa księdza Stanisława G. - niegdyś wykładowcy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a później proboszcza w Kalinówce i katechety szkoły w Sulmicach - jest bulwersująca. Choć sąd uznał go za winnego molestowania uczennic, nie wymierzył mu kary bezwzględnego więzienia, lecz wydał wyrok w zawieszeniu.

Prokuratura uznała wyrok za zbyt łagodny i zapowiedziała apelację. Prezes fundacji „Nie lękajcie się” Marek Lisiński ocenił wyrok jako skandaliczny. Ten człowiek nie poniesie praktycznie żadnych konsekwencji swoich czynów, powiedział.

Zdumiewa również to, że sprawca czynów pedofilskich uczył w szkole jeszcze przez kilka miesięcy po rozpoczęciu śledztwa w jego sprawie. Odsunięto go od obowiązków dopiero wtedy, gdy skandal opisały media.

Parafianie potępiają rodziców i wspierają sprawcę

Rodzice są piętnowani przez środowisko,
bo ośmielili się zadbać
o bezpieczeństwo
swoich dzieci
i zgłosili całą sprawę

Tymczasem sytuacja pięciu dzieci pokrzywdzonych przez księdza jest trudna. Dziewczynki mają problemy z presją środowiska, a nawet z prawidłowym odżywianiem się. Co więcej, nawet ich rodzice wymagają wsparcia, gdyż doszło do tego, że są piętnowani przez środowisko za to, że ośmielili się zadbać o bezpieczeństwo swoich dzieci i zdecydowali się zgłosić całą sprawę, mówi Marek Lisiński.

Chodzi głównie o pomoc psychologiczną. Ponadto prezes fundacji sugeruje, że biskup Zamościa mógłby przyjechać do Kalinówki i przeprosić, za to co zrobił proboszcz. Byłaby wówczas szansa, że miejscowa społeczność  przestałaby piętnować pokrzywdzonych.

Natomiast ksiądz pedofil ma wsparcie ze strony swoich parafian. Choć w trakcie procesu przyznał się do trzech spośród pięciu zarzucanych mu czynów, to grupa parafianek postanowiła go bronić. Złożyły one wizytę u ordynariusza diecezji, biskupa Mariana Rojka. Wręczyły mu list w obronie proboszcza Stanisława G. wraz z 20 podpisami poparcia.

Kościół nie pomógł, bo nikt go nie prosił

Kościelne władze niechętnie zajmują się tą sprawą. Początkowo rzecznik kurii ks. Michał Maciołek nie zgodził się na spotkanie w obecności mediów. Dopiero po pewnym czasie przystał na propozycję rozmowy. Wyjaśnił, że kuria czeka, aż wyrok sądu się uprawomocni  i dlatego ksiądz Stanisław G. nie został zawieszony (duchowny został skazany przez sąd pierwszej instancji, a więc możliwa jest apelacja). Tylko Watykan może podjąć decyzję o zawieszeniu księdza G. w obowiązkach kapłańskich. Rzecznik kurii dodał, że skazany ksiądz w tej chwili nie pełni obowiązków duszpasterskich, lecz przebywa w Domu Księży Seniorów w Hrubieszowie. Zaznaczył również, że do Kościoła nikt się nie zgłosił o pomoc, dlatego nie została ona udzielona.

Organizatorzy pikiety są zdziwieni takim tłumaczeniem. Przecież jeżeli dziewczynki zostały skrzywdzone przez księdza, to nie przyjdą do księdza żeby prosić o pomoc. Tutaj wystarczy żeby była wola udzielenia pomocy, a jej w tym przypadku nie ma. Są dziesiątki sposobów, by pomagać pokrzywdzonym, nawet w ten sposób, żeby do końca nie wiedzieli, skąd pomoc nadeszła, powiedzieli uczestnicy pikiety. Później pojechali do Hrubieszowa, gdzie obecnie przebywa ksiądz Stanisław G. Nie udało im się jednak porozmawiać ze sprawcą molestowania - drzwi były zamknięte, domofon milczał.

Poza tym w Hrubieszowie wyszedł na jaw niepokojący fakt. Choć ksiądz Michał Maciołek deklarował, że ksiądz skazany za molestowanie został odizolowany od dzieci, to okazało się, że w miejscu jego obecnego pobytu - Domu Księży Seniorów - pobliska szkoła wynajmuje pomieszczenia i prowadzi w nich lekcje z dziećmi.

Źródła: www.lublin112.pl, zamosc.naszemiasto.pl

wtorek, 17 listopada 2015

Ksiądz z Wojnowic wykorzystywał seksualnie nastoletnią dziewczynę - ustaliła prokuratura i postawiła mu zarzuty. Duchowny nadal pełni posługę. Dziewczyna jest wychowanką Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Niesłyszących i Słabosłyszących w Raciborzu. 

Ksiądz Krzysztof K. z zarzutem wykorzystywania seksualnego nastolatki wciąż pełni posługę
Ksiądz Krzysztof K. z zarzutem wykorzystywania seksualnego nastolatki wciąż pełni posługę

O kontaktach katolickiego księdza Krzysztofa K. z nastolatką dyrekcja ośrodka dowiedziała się od jej koleżanki, która  przechwyciła korespondencję, jaką duchowny prowadził na Facebooku.

Gdy dowiedzieliśmy się o sprawie, poinformowaliśmy organy ścigania, mówi dyrektor ośrodka Agata Tańska. Z jej informacji wynika, że wychowanka miała 17 lat, gdy doszło do kontaktów płciowych z księdzem. Nie jest osobą upośledzoną. Ma tylko wadę słuchu, mówi Anna Tańska.

Prokuratura: została wykorzystana bezradność osoby pokrzywdzonej

Prokuratura już w czerwcu skierowała do sądu akt oskarżenia przeciw księdzu. W grudniu ma zacząć się proces duchownego. Sprawa dotyczy obcowania płciowego z wykorzystaniem bezradności osoby pokrzywdzonej, powiedział Mariusz Klekotka, zastępca prokuratora rejonowego w Raciborzu.

Według prokuratury, do kontaktów seksualnych księdza Krzysztofa K. z dziewczyną dochodziło co najmniej trzy razy na terenie ośrodka dla niesłyszących w latach 2012-2013. Księdzu grozi za to od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

Ksiądz z prokuratorskimi zarzutami nadal pełni posługę

Mimo prokuratorskich zarzutów ksiądz Krzysztof K. wciąż pełni posługę kapłańska, choć już nie w Wojnowicach. „Dzienik Zachodni” pisze, że duchowny został przeniesiony do małej parafii na Opolszczyźnie. Nie podaje, do jakiej.

Księdza odnalazł portal Nowiny.pl, ale również nie poinformował o jego nowym miejscu pracy duszpasterskiej. Dziennikarz portalu odwiedził duchownego i próbował z nim porozmawiać.

Nie mogę się wypowiadać na temat sprawy. Mam zakaz, powiedział dziennikarzowi ksiądz Krzysztof K., ale nie ujawnił, kto na niego nałożył ten zakaz. Jednak dał do zrozumienia, że nie przyznaje się do winy. Nie wiem czy ktokolwiek w kurii się wypowie, oni też mają zakaz, powiedział ksiądz i zamknął drzwi.

Źródła: www.dziennikzachodni.pl, www.nowiny.pl

14:49, free.mind
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 listopada 2015

Praktyka w Polsce jest taka, że księża z prokuratorskimi zarzutami nadal pozostają księżmi, uczą w szkołach, odprawiają msze, otaczają się ministrantami, mówi adwokat ofiar Jarosław Głuchowski. W Poznaniu odbyła się międzynarodowa konferencja „Stop nadużyciom seksualnym”. Przedstawiciele Kościoła nie pojawili się, choć zostali zaproszeni.

Międzynarodowa Konferencja ''Stop nadużyciom seksualnym''

Konferencję zorganizowały dwie fundacje, pomagające ofiarom klerykalnej pedofilii: polska „Nie lękajcie się” i amerykańska SNAP.  Mamy gości z Kanady, Chile, Australii, Ekwadoru, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, USA, powiedział założyciel polskiej fundacji Marek Lisiński w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”. Wielu naszych gości to osoby wykorzystywane seksualnie przez osoby duchowne. Wśród prelegentów są także prawnicy i obrońcy praw człowieka, psycholodzy, neurolodzy, jest też jedna osoba duchowna.

Kościół niezbyt surowy dla pedofilów w sutannach

Jednym z gości konferencji był zastępca rzecznika praw obywatelskich Krzysztof Olkowicz. Powiedział, że struktury oparte na hierarchii i podporządkowaniu sprzyjają patologii. Podkreślił, że państwo ma obowiązek, aby pociągnąć sprawcę do odpowiedzialności. Państwo ma ścigać księży pedofilów, a nie obserwować, co dzieje się w relacjach Kościół-ofiara, powiedział Krzysztof Olkowicz. Dodał, że największym problemem jest to, iż ludzie Kościoła nie zawiadamiają organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa pedofilskiego.

Kościół często zapewnia, że jego wewnętrzne przepisy dotyczące walki z przestępczością pedofilską są bardzo restrykcyjne, ale adwokat ofiar Jarosław Głuchowski zaznacza, że praktyka na to nie wskazuje. W Polsce księża z prokuratorskimi zarzutami pedofilii nadal pozostają księżmi, uczą w szkołach, odprawiają msze, otaczają się ministrantami, mówi Jarosław Głuchowski

Jan Paweł II bagatelizował problem kościelnej pedofilii

Gościem konferencji był również znany amerykański ksiądz, prawnik i terapeuta Thomas P. Doyle, który od trzydziestu lat walczy z kościelnymi przestępstwami pedofilskimi i ich tuszowaniem przez hierarchię. Doyle krytycznie ocenił postawę papieża Jana Pawła II wobec tego problemu: Jan Paweł II próbował przekonać nas, że pedofilia wśród księży jest tylko zjawiskiem amerykańskim. I że to szukanie sensacji przez media.

Thomas P. Doyle podkreślił, że sukcesy w walce z pedofilami w sutannach były możliwe dzięki mediom, które opisywały to zjawisko i dzięki temu, że ofiary się zjednoczyły.

Kościół odmawia zadośćuczynienia, konieczne są procesy

Marek Lisiński powiedział, że skala problemu wykorzystywania seksualnego dzieci przez księży jest w Polsce bardzo duża. Fundacja „Nie lękajcie się” ma obecnie sto zgłoszeń od ofiar klerykalnej pedofilii. Założyciel fundacji podkreślił, że sukcesem jest to, iż ofiary przestają bać się Kościoła oraz oceny społeczeństwa i zaczynają otwarcie mówić o tym, co je spotkało. Dzięki temu rozpoczęło się właśnie siedem procesów o zadośćuczynienie od Kościoła, mówi Lisiński. Zaznacza, że Kościół te oskarżenia odrzuca, poza tym lekceważy fundację i nie chce z nią rozmawiać na temat molestowania seksualnego. Kurie nie odpowiadają na pisma, ignorują nasze prośby o spotkanie

Źródła: www.gloswielkopolski.pl, poznan.wyborcza.pl, www.tvn24.pl

sobota, 14 listopada 2015

Ksiądz Pietro Vittorelli, były przełożony opactwa Monte Cassino, znalazł się w kręgu zainteresowania włoskiej prokuratury prowadzącej przeciwko niemu śledztwo pod zarzutem kradzieży pół miliona euro, które miały być przeznaczone na cele charytatywne.

Ksiądz Pietro Vittorelli, były opat klasztoru na Monte Cassino
Zanim ksiądz Pietro Vittorelli usłyszał prokuratorskie zarzuty, wyglądał na zadowolonego z życia, które prowadził za cudze pieniądze

Nie ucichły jeszcze echa finansowego skandalu w Watykanie, ujawnionego w książkach dwóch włoskich dziennikarzy, a europejskie media informują o podobnej sprawie. Według włoskiej prokuratury, ksiądz Vittorelli, opat benedyktynów na Monto Cassino w latach 2007-2013, przywłaszczył sobie 500 tysięcy euro z charytatywnych funduszy kościelnych i wydawał te pieniądze na zagraniczne wakacje, obiady i modne ubrania.

Szampańskie życie opata

Policja twierdzi, że w tylko jednym miesiącu 53-letni zakonnik potrafił przepuścić 34 tysiące euro na hotele i obiady dla siebie i swoich przyjaciół, nie szczędząc im ostryg i szampana. Opat najpierw zafundował sobie  wakacje w Rio de Janeiro, a później wyjechał na wycieczkę do Londynu, podczas której miał wydać około 7 tysięcy euro na hotele, podejmując przyjaciół obiadem za ponad 700 euro. Nie żałował też 1700 euro na modne ubrania, które kupił u Ralpha Laurena. Z kolei podczas wizyty w Mediolanie ksiądz Vittorelli miał wydać 2 tysiące euro na pobyt w luksusowym hotelu Principe di Savoia.

W procederze finansowych malwersacji zakonnikowi miał pomagać jego brat Massimo, z zawodu pośrednik finansowy, który tak długo przelewał przywłaszczone pieniądze z kona na konto, aż ich pochodzenie stawało się niemożliwe do wykrycia. Przelewy były wysyłane z kont w Banku Watykańskim na rachunki w innych bankach. Brat opata jest podejrzany o to, że również korzystał z tych pieniędzy, kupując za nie cztery mieszkania w Rzymie i San Vittore del Lazio.

Na wniosek prokuratury policja skonfiskowała byłemu opatowi i jego bratu aktywa wartości ponad 500 tysięcy euro.

Kryzys w Kościele

Jak zauważa brytyjski „The Telegraph”, nowy skandal finansowy z udziałem katolickiego duchownego pogłębił wrażenie kryzysu w Kościele, powstałego po publikacji książek o kościelnych nadużyciach, napisanych na podstawie tajnych watykańskich dokumentów.

Źródła: www.telegraph.co.uk, www.corriere.it

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55