Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
sobota, 19 kwietnia 2014

Co groziło w dawnej Polsce za niechodzenie do kościoła? Pustki w kościołach to problem niemal tak stary jak sam Kościół katolicki. Kler w średniowieczu wiedział jednak jak sprawić, by świątynie pękały w szwach. Podstawowe metody kontroli okazały się tak skuteczne,  że w dużej części obowiązują do dzisiaj.

Odpytywanie z treści kazań - jak Kościół zmuszał do chodzenia na mszęW trakcie dorocznej spowiedzi – a dawniej spowiadano się z reguły raz na rok – ksiądz zarzucał penitenta serią bezpardonowych pytań; dociekał, czy grzesznik uczestniczył w obowiązkowych mszach; skrupulatnie notował, jeśli którakolwiek niedziela została opuszczona. Dodatkowo podczas kolędy plebani odpytywali wiernych z treści kazań wygłoszonych w ostatnim roku.

Chłosta - jak Kościół zmuszał do chodzenia na mszęNajgorzej mieli mieszkańcy wsi i miasteczek należących do Kościoła, gdzie tworzono iście orwellowskie systemy kontroli. Kapituła krakowska na początku XVII wieku wprowadziła regulacje, zgodnie z którymi każdy obywatel miał obowiązek uczestniczyć we mszy w niedziele i święta. Przepis egzekwowali specjalni dziesiętnicy – rozstawiano ich na każdej ulicy. Zapisywali oni nazwiska osób, które nie poszły do kościoła, po czym przekazywali listę miejscowym władzom. Na osoby te nakładano kary pieniężne – kto nie zapłacił, był karany chłostą.

Obejrzyj wideo

Źródło ->

piątek, 18 kwietnia 2014

Dlaczego ksiądz oskarżony o molestowanie nieletnich jest jedną z najważniejszych osób w szczecińskim Kościele? – odpowiedzi na to pytanie szukali reporterzy TVN i “Rz” w programach “Uwaga” i “Superwizjer”. Ich bohaterem był ks. Andrzej D.

Kiedyś ks. D. był kierownikiem schroniska dla trudnej młodzieży i szkół katolickich. Teraz nadzoruje budowę DPS w b. szpitalu miejskim i inne kościelne inwestycje.

Postępowanie trwa

Telewizyjni śledczy i szczeciński dziennikarz “Rzeczpospolitej” Michał Stankiewicz przypomnieli aferę, którą rozpętała publikacja “Wyborczej” w marcu 2008 r. Z relacji zebranych przez naszych reporterów wynikało, że w latach 90. ks. Andrzej D. miał wykorzystać seksualnie co najmniej kilku nastoletnich chłopców w Schronisku im. św. Brata Alberta. Szczecińska kuria była alarmowana w tej sprawie, ale przez lata nie reagowała. Prokuratura wszczęła śledztwo, ale większość zarzutów przedawniła się (chodziło o wydarzenia z początku lat 90.). Historia nastolatka, który miał zostać wykorzystany przez księdza podczas wizyty w Liceum Katolickim w 2000 r., również skończyła się umorzeniem. Śledczy ocenili, że nie doszło do przestępstwa, bo “nie było gróźb, przemocy”. Choć chłopak zeznał, że był “sparaliżowany strachem”. Sprawa jest jednak w sądzie – prawnik reprezentujący jednego z pokrzywdzonych złożył tzw. subsydialny akt oskarżenia. Postępowanie trwa.

O sprawie rozmawiamy z o. Marcinem Mogielskim, pochodzącym ze Szczecina przeorem klasztoru Dominikanów w Gdańsku, który spisał relacje molestowanych przez ks. Dymera i w 2003 r. przekazał je abp. Zygmuntowi Kamińskiemu.

Rozmowa z o. Marcinem Mogielskim o sprawie ks. Andrzeja D.

Tomasz Maciejewski: To ojciec odważył się “odkryć” skrywany grzech szczecińskiego Kościoła. Dlaczego?

O. Marcin Mogielski: Bo znałem księdza Andrzeja. Byłem u niego ministrantem. Później moi koledzy pracowali w Ośrodku Brata Alberta jako wychowawcy. Swoje “zastrzeżenia” dotyczące księdza zgłaszali władzom kościelnym wielokrotnie. Mnie do działania zachęcił ojciec Maciej Ziemba, mój ówczesny prowincjał. Powiedział, że pomoże skontaktować się z abp. Zygmuntem Kamińskim, metropolitą szczecińsko-kamieńskim. Zebrałem relacje poszkodowanych i przesłałem je arcybiskupowi.

I co?

- Zaprosił mnie na rozmowę. Zapytał, jakim prawem prowadzę śledztwo na jego terenie? Atakował. Z tego, co wiem, jeszcze gorzej potraktowano innych księży, którzy prosili o interwencję w tej sprawie. Zastraszano ich. Jednemu tak się oberwało, że po wizycie u zwierzchników zupełnie “wyłączył się” z tego tematu. Zignorowano też informacje od siostry, której chłopcy opowiedzieli, co się dzieje. Mam ogromny żal do kurii szczecińsko-kamieńskiej, że nie zrobiła nic, by pomóc ofiarom księdza Andrzeja. Że nie podjęła praktycznie żadnych działań. Cały artykuł->

czwartek, 17 kwietnia 2014

Oficjalnie wystąpić z Kościoła to nie jest łatwa sprawa. Jeszcze trudniej zniknąć z kościelnych kartotek. Bo polski Kościół wciąż lubi liczyć martwe dusze.

Grażyna Barzdo-Wach mieszka w Gdańsku, zajmuje się konsultingiem, ma 59 lat. Zanim poszła powiedzieć proboszczowi, że nie chce już należeć do Kościoła, spisała, co jej się z Kościołem kojarzy. Wyszło pół tysiąca wyrazów, w tym: indoktrynacja, podejrzliwość, wrogość, nietolerancja, przemoc, władza, fałsz, bogactwo, tuszowanie niegodziwych czynów.

Złożyła akt apostazji, czyli została – trzymając się kościelnego języka – odstępcą, odszczepieńcem. Aby zostać apostatą, trzeba mieć minimum 18 lat (ma), podać przyczynę odejścia od wiary (załączyła 500 wyrazów), stawić się osobiście w parafii (stawiła się) ze świadkami (wzięła ze sobą córki). Ksiądz powiedział, że córki być nie mogą, więc zadzwoniła po znajomych, przyjechali. Niedługo minie pół roku, odkąd zrobiła wszystko, co trzeba, żeby się wypisać z Kościoła. Powinna dostać skorygowany odpis aktu chrztu. Nie dostała.

Krzysztof Poradziński z Krakowa (28 lat, filozof) złożył akt apostazji ponad dwa lata temu i również wciąż nie ma metryki chrztu z adnotacją, że wystąpił z Kościoła.

Robert Binias, prawnik z Chorzowa, to dopiero ciekawy przypadek. Doszedł do wniosku, że religia jest duchową protezą, a on nie chce się na protezie opierać. Pisemne oświadczenie o tym, że odchodzi z Kościoła, zaniósł proboszczowi 22 lata temu. Pamięta, że sekretarka proboszcza aż się popłakała, bo wtedy takie deklaracje rzadko się zdarzały. Binias sądził, że skoro zrywa z Kościołem, to i Kościół z nim. Po kilkunastu latach coś go tknęło. – Pomyślałem: sprawdzę, jak wygląda sytuacja. Okazało się, że cały czas figurowałem jako wierzący. Proboszcz włożył jego oświadczenie między papiery. Nigdzie tej apostazji nie odnotował. Cały artykuł ->

środa, 16 kwietnia 2014

Radni Kraśnika przegłosowali zmiany w budżecie miasta i zgodzili się, aby pół miliona złotych z budżetu na 2014 rok otrzymała parafia pw. Matki Bożej Bolesnej na remont dachu kościoła.

Regionalna Izba Obrachunkowa stwierdziła jednak, że  sfinansowanie dachu kościoła z publicznych pieniędzy będzie złamaniem prawa. Kolegium RIO wstrzymało realizację tych wydatków, bo dachu budowanego kościoła nie można sfinansować z budżetu miasta.

Wszczęliśmy w tej sprawie postępowanie, wyjaśnia Dorota Cichoń, członek kolegium RIO w Lublinie. To nie mieści się w katalogu zadań gminy. Możliwości takiej nie daje też ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego.

Poseł Michał Kabaciński z Twojego Ruchu zapowiedział, że w tym tygodniu złoży do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Chodzi o niegospodarność i niedopełnienie przez radnych obowiązków, tłumaczy poseł Kabaciński. Cały artykuł ->

wtorek, 15 kwietnia 2014

Brak jest jasnych kryteriów i standardów postępowania, które przeciwdziałałyby wykorzystywaniu dzieci przez księży, i które by pozwalały na szybką reakcję i stosowne odszkodowania. Ksiądz jest częścią Kościoła i dlatego Kościół ponosi odpowiedzialność za ich czyny - mówi prof. Monika Płatek

Profesor Monika Płatek
Prof. Monika Płatek: Kościół nie radzi sobie z problemem pedofilii księży, choć się do tego nie przyznaje.

Problem dotyczy przyzwolenia na wykorzystywanie seksualne dzieci. Jeżeli mamy [instrukcję] „Crimen Sollicitationis”, która zobowiązuje, aby informacje dotyczące seksualnego wykorzystywania dzieci przekazywać bezpośrednio, w tajemnicy do Rzymu i jeżeli tego typu dokumenty istnieją, to znaczy, że zdajemy sobie sprawę, że tego typu praktyka istnieje.

Jeżeli ksiądz reprezentuje Kościół, to każdy skazywany ksiądz – a to się naprawdę często dzieje w sądach karnych – jest najlepszym dowodem na to, że ta instytucja sobie z tym problemem nie radzi.

Dlaczego się tak upieramy, że to ma być również odszkodowanie finansowe? Bo wymusza to przyjęcie procedur, które są skuteczne i przeciwdziałają wykorzystywaniu dzieci. A poza tym tak żeśmy w naszej kulturze przyjęli, że się wynagradza szkody. Szkód moralnych nie da się wynagrodzić tylko i wyłącznie pieniędzmi, stąd też dobrze pamiętać, że trzeba również za to przeprosić.

Cała wypowiedź - wideo

Źródło ->