Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
wtorek, 13 maja 2014

Rozmowa z profesorem Jerzym Aleksandrowiczem, psychiatrą, kierownikiem Zakładu Psychoterapii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Mariusz Agnosiewicz: Media donoszą, że w Polsce jest coraz więcej przypadków tzw. opętań. Niektórzy psychiatrzy i psychologowie przyznają, że część swoich pacjentów odsyłają do egzorcystów. Dlaczego część przypadków chorób psychicznych jest uważana za nadnaturalne? Jak wpływa to na przebieg terapii?

prof. Jerzy Aleksandrowicz: Nie znam statystyk i nie słyszałem, by ktoś je opracowywał. Mogę się jednak domyślać, że w związku z zwiększaniem się liczby egzorcystów (a liczba ich ponoć dobiega już setki) zwiększa się liczba przypadków określanych jako "opętanie". Nie byłoby w tym nic dziwnego, przecież także wzrost populacji psychiatrów owocuje wzrostem populacji chorych. Pewnie trochę dlatego, że jak jest więcej lekarzy, to łatwiej któregoś z nich znaleźć, co zazwyczaj kończy się jakąś diagnozą. Ale przede wszystkim - przecież musimy mieć co robić. Podejrzewam nieśmiało, że tak właśnie jest z tymi "opętaniami". W cudzysłowie, bo należę do tych którzy sądzą, że "opętań" wcale nie jest więcej. Przeciwnie, w ogóle ich nie ma.

Zaburzenia psychiczne mogą przyjmować taka formę, jakiej oczekuje lub prowokuje otoczenie, środowisko socjokulturowe. Więc nic dziwnego, że niektórzy chorzy mogą przeżywać siebie tak, jakby byli opętani przez szatana. Jego obecność potwierdził przecież Jan Paweł II, więc na pewno szwenda sie po świecie, a przynajmniej po Polsce. Pomijając to, że poczucie bycia szarpanym przez rozmaite grzeszne namiętności może znaleźć wyraz w psychotycznej walce - trochę z tymi popędami, a trochę z tym, co ich (np. seksualności) zakazuje - obraz świata (w psychiatrycznej terminologii - "schematy poznawcze") decyduje o tym, jak człowiek wyobraża sobie to, co z nim się dzieje. Nie tak dawno oddziały psychiatryczne były pełne Napoleonów...

A współczesna kultura jest przesycona irracjonalizmem. Nic dziwnego, że ma to swój wyraz w formie, jaką przybierają zaburzenia psychiczne. Nic też dziwnego, że irracjonalne myślenie nie jest obce psychiatrom i psychoterapeutom (tym ostatnim być może szczególnie, ale to juz całkiem inna historia). W końcu wszyscy jesteśmy kształtowani przez kulturę, w której żyjemy. Nie ma nic dziwnego w odsyłaniu do egzorcystów pacjentów demonstrujących "opętanie", jeśli nasze leczenie nie pomaga, a samemu się wierzy w diabły i w możliwość opętania. W Polsce nie wierzyć w to wcale nie jest łatwo. A nawet bardzo opłaca się wierzyć i współpracować z egzorcystami. 

Czy i dlaczego egzorcyzmy mogą być szkodliwe?

Nawet skuteczne usunięcie objawów nie usuwa ich przyczyn. Tego, co te objawy sygnalizują, nie da się skutecznie zmienić, odwołując się do wiary i dlatego często egzorcyzmy mają charakter gaszenia pożaru benzyną.

Decyzja o skierowaniu pacjenta do egzorcysty oznacza rezygnację z racjonalnego leczenia - farmako i psychoterapii. Jak każda taka rezygnacja oznacza to przynajmniej utratę szans na wyleczenie. A czasami nawet utrwalenie zaburzenia, potwierdzenie domniemania, że to nie choroba, którą można opanować sposobami znanymi medycynie, lecz działanie tajemniczych i groźnych sił. Trzeba jednak dopuścić także i taką możliwość, że potężna sugestia, jaką niesie procedura egzorcyzmowania doprowadzi do poczucia skutecznego uwolnienia od diabła, przyniesie pacjentowi ulgę, chociaż tylko "objawową". Bo nie usuwa przyczyn poczucia opętania. Zwłaszcza, jeśli przyczyną są urojenia, poprawa będzie zwiewna i krótkotrwała lub wcale jej nie będzie. Niektórzy egzorcyści wiedzą o tym i korzystają z konsultacji psychiatrów, odstępując od egzorcyzmów, gdy dowiadują się, że to jest psychoza. Ale jeśli jest to np. zaburzenie nerwicowe, przejawiające się w formie opętania, nawet skuteczne usunięcie objawów nie usuwa ich przyczyn. Tego, co te objawy sygnalizują, nie da się skutecznie zmienić, odwołując się do wiary i dlatego często egzorcyzmy mają charakter gaszenia pożaru benzyną.

Na czym polega polska specyfika tego zjawiska? Jesteśmy europejską potęgą egzorcyzmowania. Czy jest to tylko wynik aktywności polskiego Kościoła, czy może to mieć związek z ogólnym stanem polskiej służby zdrowia?

Owa specyfika wynika z tego, co powyżej. Nie jesteśmy europejską potęgą racjonalnego myślenia. Kościół ma z pewnością w tym swój niebagatelny udział, w końcu to on kształci egzorcystów i legitymizuje ich praktyki. A stan naszej medycyny... Jaki jest, każdy widzi, ale mimo wszystko nie należy zastępować świadczeń specjalistycznych kierowaniem do znachorów.

Źródło ->

poniedziałek, 12 maja 2014

75-letnia kobieta z Ostrowca Świętokrzyskiego zmarła na skutek obrażeń poniesionych podczas egzorcyzmów, które odprawiał nad nią syn. Bił ją, gdy nie chciała pić wody święconej i krzyczeć, że wyrzeka się szatana.

Egzorcyzmy
Egzorcyzm w katolicyzmie jest obrzędem mającym na celu usunięcie wpływu szatana lub demona na osobę lub przedmiot.

39-letniemu mężczyźnie prokuratura postawiła zarzuty znęcania się nad matką i jej pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Rok młodsza córka ofiary jest podejrzana o nieudzielenie matce pomocy i znęcanie się nad nią w porozumieniu z bratem. Prokuratura zapowiada, że wobec obojga podejrzanych wystąpi do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie

Wierzyli, że dom jest nawiedzony przez ducha

Córka i syn mieszkali razem z 75-letnią matką na ostrowieckim osiedlu Rosochy. Starsza kobieta była bardzo schorowana, cierpiała m.in. na alzheimera, od roku nie wychodziła w ogóle z domu. Córka pracowała w szwalni, syn był bezrobotny, według relacji sąsiadów codziennie na godz. 18 chodził do kościoła. Rodzina była bowiem bardzo religijna, w każdym pomieszczeniu był ołtarzyk, wiele krucyfiksów, woda święcona.

Wszyscy troje uważali, że ich dom jest nawiedzony przez ducha. Jakiś czas temu zmarł mąż ofiary i stąd mieli takie przekonanie. 75-letnia kobieta rozmawiała nawet na ten temat z księdzem z Ostrowca, który zajmuje się egzorcyzmami, ale ostatecznie nie doszło do wizyty duchownego w ich domu, mówi prokurator Mirosław Cebula.

Bił matkę, gdy nie chciała powtarzać: wyrzekam się szatana

Egzorcyzmy
Syn widział w telewizji, jak egzorcyzmy odprawiają księża - wzorował się na nich, gdy przystawiał krzyż do twarzy chorej matki i kazał jej powtarzać, że wyrzeka się szatana.

Syn kobiety postanowił, że sam uwolni matkę od wpływu „złego ducha”. W telewizji oglądał programy pokazujące, jak takie obrzędy odprawiają księża i wzorując się na nich, przystawiał krzyż do twarzy chorej matki i kazał jej powtarzać, że wyrzeka się szatana. Gdy nie chciała za nim powtarzać tych słów, bił ją. Bił matkę także, kiedy nie chciała pić wody święconej, mówi o ustaleniach śledztwa prokurator Cebula. Według śledczych, egzorcyzmy nad matką odprawiano co najmniej od 1 maja, aż do śmierci kobiety w ostatni czwartek 8 maja. Córki nie było wtedy w domu - była w pracy, jej brat przebywał sam z matką. Był pijany, od dawna nadużywał alkoholu. Przed południem podczas kolejnych egzorcyzmów pobił matkę na śmierć.

Złamana żuchwa, żebra, śmierć od urazu w głowę

Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci kobiety był uraz czaszkowo-mózgowy, oprócz tego stwierdzono również złamania żuchwy i żeber, opisuje prokurator.

Pogotowie wezwano do nieżyjącej już matki dopiero w nocy z 8 na 9 maja, około godziny 1. Lekarz widząc obrażenia na jej ciele, powiadomił policję, syn i córka zostali zatrzymani.

Źródło ->

niedziela, 11 maja 2014

Ksiądz Jan O. z Łowicza został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat za spowodowanie wypadku po pijanemu. Duchowny potrącił kobietę wracającą z kościoła.

Samochód pijanego księdza Jana O. z Łowicza
Samochód kierowany przez pijanego księdza Jana O. zjechał z trasy, uderzył idącą po chodniku kobietę i wbił się w słup sieci elektrycznej przy torach kolejowych.

Do wypadku doszło pod koniec grudnia 2013 roku. Ksiądz stracił panowanie nad samochodem, potrącił 42-letnią kobietę i uderzył w latarnię. Kobieta doznała wstrząśnienia mózgu, miała ranę ciętą na głowie i obrażenia szyi, łokcia oraz miednicy.

Ksiądz miał w organizmie blisko dwa promile alkoholu. Policjanci zabrali mu prawo jazdy i zobowiązali do stawienia się w komendzie następnego dnia. Duchowny przyszedł, jednak okazało się, że znów jest pijany. Badanie alkomatem wykazało, że miał prawie 1,8 promila alkoholu w organizmie. Ksiądz został wówczas zatrzymany, a przesłuchano go dopiero wtedy, gdy wytrzeźwiał. Prokuratura oskarżyła go o spowodowanie po pijanemu wypadku drogowego i potrącenie pieszej oraz prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości.

9 maja 2014 roku Sąd Rejonowy w Łowiczu skazał księdza na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat, mimo że duchowny działał w warunkach recydywy - w 2010 roku został skazany za prowadzenie samochodu po pijanemu, otrzymując roczny zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów. 

Teraz, oprócz kary więzienia w zawieszeniu, ksiądz ma zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres pięciu lat. W tym czasie musi poddać się leczeniu odwykowemu. Sąd nakazał również duchownemu zapłatę 7 tys. zł nawiązki na rzecz poszkodowanej.  

Kobieta została potrącona, gdy wraz z synem wracała z kościoła

 

Źródła: 1, 2, 3

sobota, 10 maja 2014

Obraz Jana Pawła II wychodzącego ku ludziom z wyciągniętymi ramionami zadomowił się już na stałe w naszej zbiorowej pamięci. Uważniejszy obserwator życia kościelnego uzna jednak ten obraz za prawdziwy tylko w części. Gdy bowiem wsłuchać się w głosy opinii publicznej, usłyszeć można także wypowiedzi krytyczne wobec pontyfikatu papieża Polaka. Owszem, nie usłyszymy tego w naszym kraju (co wydaje się niestety jakoś oczywiste) - sięgnąć trzeba po literaturę obcojęzyczną. Wysiłek jednak się opłaca, przynosi bowiem nowe zrozumienie – pisze profesor Tadeusz Bartoś w książce „Jan Paweł II. Analiza krytyczna”

Nie rozmawiać o niczym poważnym

Liczne były tematy tabu, dziedziny dla otwartej dyskusji niedostępne. Nie zaistniała w Kościele katolickim poważna debata na temat etyki seksualnej, antykoncepcji i aborcji. Rzecz rozstrzygnięto odgórnie, jeszcze za Pawła VI, i przekazano do „wdrożenia” - wbrew opinii znaczącej części biskupów i teologów, a pod wpływem Karola Wojtyły i jego grupy eksperckiej, złożonej m.in. z benedyktyna Karola Meisnera i przyjaciółki papieża, Wandy Pułtawskiej. Przyjęto bardzo skrajne stanowisko, które w całości podtrzymywało tradycyjne wskazania. A przecież wiedza na temat człowieka uległa w XX wieku tak daleko idącym przemianom, że sprawa wymagała bardziej pogłębionego i wielostronnego opisu, lepszego niż ten dostarczony przez parę ekspercką krakowskiego kardynała.

Profesor Tadeusz Bartoś
Prof. Tadeusz Bartoś – filozof, teolog, komentator bieżących wydarzeń z życia Kościoła na łamach 'Gazety Wyborczej', 'Tygodnika Powszechnego', 'Dziennika'; były dominikanin. Opublikował m.in.: 'Ścieżki wolności' i 'Wolność, równość, katolicyzm'.

Antropologia kultury, socjologia w całym bogactwie jej badań, filozofia, psychologia, ekonomia, teoria zarządzania, teoria literatury, badania historyczne to wszystko nauki, które zmieniły gruntownie nasze rozumienie człowieka i środowiska, w którym żyje. Niewiele śladów konfrontacji z tym nowym obrazem znajdziemy w papieskiej teologii. Raczej podważa się tam wartość współczesnych osiągnięć, rzucając pochopne oskarżenia o subiektywizm i relatywizm. Najwygodniejsza to metoda: zlekceważyć, oskarżyć, podważyć wiarygodność moralną. W ten sposób można łatwo uniknąć konfrontacji z wyzwaniami rzucanymi przez współczesną wiedzę o człowieku.

To wielki błąd, katastrofalny w swych skutkach. Będzie on mścił się na katolicyzmie jeszcze przez całe pokolenia, czyniąc z niego zabobon raczej, aniżeli poważną propozycję światopoglądową.

Wytrwać w trudnych pytaniach

Miast zachęcać do pracy, odstręczano teologów, karząc odważnych, którzy próbowali myśleć od nowa. Moja walka o wolność (Erkämpfte Freiheit) - tak zatytułował swoje wspomnienia osiemdziesięcioletni już dziś ks. prof. Hans Kiing, emerytowany profesor uniwersytetu w Tybindze, oraz - co nie bez znaczenia - jedna z ofiar systemu kościelnej cenzury: usunięty z katedry teologii przez Jana Pawła II za nawoływanie do debaty na temat dogmatu o nieomylności papieskiej. Okazało się, że sama chęć dyskusji może być zgubna dla katolickiego myśliciela.

Czy to nie paradoks, że teolog trwający do dziś w sercu życia kościelnego, który pomimo przeciwności pozostał duchownym, w podsumowaniu swego życia na pierwszy plan wysuwa problem braku wolności? Czyżby rzeczywiście brakowało wolności w Kościele? Jeśli tak - zapytać trzeba konsekwentnie: co to za Kościół, że pozbawia teologów swobody pracy intelektualnej? Czy jest jeszcze Kościołem Jezusa? Św. Paweł pisał, że On wyzwolił chrześcijan do wolności właśnie. A tu wolność myślenia okazuje się być niegodziwością, grzechem?

Droga to w rzeczy samej niebezpieczna, na jej końcu stajemy bowiem przed murem pytania radykalnego: czego jeszcze potrzeba, by przestać uznawać Kościół katolicki za związany z Jezusem, a promowaną dziś tradycję kościelną uznać za mit i uzurpację? Czy wszelkie odstępstwo jest tu dopuszczalne i ma ujść na sucho? Czy wystarczy usprawiedliwienie, że trwa tradycja i w niej się zanurzamy, że niezawodna jest siła rytuałów, że kościoły są pełne ludzi, że stroje, nabożeństwa, sakramenty dające gwarancję zbawienia to automatyczne świadectwo zdrowej moralności? Czy to już wystarczy?

Rozmowa nierozpoczęta

Jedynie dialog potrafi różnicę zdań uczynić twórczą, konflikt stanowisk obrócić ku dobru wspólnemu. Konieczne są więc trwałe, dające poczucie bezpieczeństwa miejsca konfrontacji myśli, otwartej dyskusji, gdzie uczestnicy bez obaw o kary kościelne mogliby starać się zrozumieć nową rzeczywistość, w której znalazła się ich religia. Tymczasem trwające od lat okopywanie się na własnych pozycjach rodzi zniechęcenie, przynosząc niechybnie zawód, gorzki smak rozczarowania.

Potrzeba kultury otwartej, która nie boi się pytać. Dopiero umysł nieuprzedzony, nieodrzucający z założenia tego, co nowe (co nie nasze), rodzić może myśl twórczą.

Nie da się jednak tak myśleć, gdy naczelną zasadą refleksji staje się przede wszystkim troska o to, by nie wykroczyć poza to, co myśleć i mówić jest nam dozwolone. „Tego mówić ludziom nie należy, to byłoby niebezpieczne” - słyszy kleryk seminarium duchownego, jeśli wykładowca przytacza myśl współczesnego teologa (co zresztą w naszym kraju nie jest takie konieczne) w trudnej kwestii zmartwychwstania choćby, czy historyczności biblijnych tekstów.

Ta cenzura myśli, protekcjonalne traktowanie świeckich, tworzy duszną atmosferę, bezduszną manierę. Mamy zamiast dialogu nauczanie odgórne, monologi powtarzane jak mantry zgodnie z zasadami sztuki propagandy. I do tego dyscyplinowanie krytyków. Dyscyplina tymczasem w kwestiach poznawczych to metoda wątpliwa, oznacza bowiem uwewnętrznienie bezmyślności, a w konsekwencji zanik, lub też niedorozwój, własnej wrażliwości etycznej (sumienia).

Duch inkwizycji

Tadeusz Bartoś - Jan Paweł II. Analiza krytyczna
Tadeusz Bartoś w książce 'Jan Paweł II. Analiza krytyczna' nie rysuje kolejnej laurki, lecz przygląda się postaci i poglądom Jana Pawła II z krytycznym namysłem.

Sprawa posunęła się tak daleko, że pod znakiem zapytania stanęła wolność słowa w Kościele. Taki jest osąd licznego grona teologów katolickich Europy, którzy ostatnio znów podnieśli głos sprzeciwu wobec działań Kongregacji Doktryny Wiary we wspólnym liście-proteście przeciwko ukaraniu o. Jon Sobrino, teologa południowoamerykańskiego.

To są rzeczy nieprzystojne. Takich spraw w ogóle nie powinno być w naszych czasach w Kościele. Karcenie, połajanka, traktowanie dorosłych teologów jak dzieci, ten styl działania może jedynie zaszkodzić, ujawnia bowiem autorytarną predylekcję. Nie można ludziom kompetentnym zakazywać myślenia czy pozbawiać ich wolności wypowiedzi.

Kongregacja Doktryny Wiary miast promować otwarte myślenie, zajęła się na powrót, jak jej poprzedniczka, cenzurą, poszukiwaniem błędów, ostrzeganiem, itp. Jakby wszelki głos odmienny nie mógł być głosem Kościoła, lecz tylko buntem, wyrazem wrogości.

Takiego stanu opresji nie wszyscy jednak w Kościele doświadczają, przyznać trzeba uczciwie. Niewiele w tej materii mają do powiedzenia ci duchowni (i świeccy teologowie), którzy nie podjęli nigdy próby samodzielnego formowania osądu rzeczywistości. U nich nie znajdziemy zrozumienia dla kwestii wolności myślenia w Kościele. Wyćwiczeni w niemówieniu i niemyśleniu - tak by nie popaść w konflikt z władzami kościelnymi czy z władzami własnej uczelni katolickiej - zapewne nie rozumieją, o czym tu mowa.

Rezultat jest jednak opłakany. Skłania się młodych adeptów stanu duchownego od samego początku życia seminaryjnego do oportunizmu, pozbawia charakteru, uczy, jak nie myśleć samodzielnie, lecz tylko „w duchu” i „po linii”. Gaszony jest płomień intelektualnych poszukiwań nowego miejsca dla wiary w świecie gwałtownych cywilizacyjnych przemian. To wielkie zniszczenie ma swoich autorów...

Nie chcę widzieć, nie chcę słyszeć

Obok reguły potępienia skuteczną zasadą neutralizacji trudnych kwestii jest niezastąpiona metoda ignorowania i niewchodzenia w dyskusję (w naszym kraju najpopularniejsza). W połączeniu z argumentami niemerytorycznymi, najlepiej wycieczkami osobistymi, można osiągnąć rezultaty wyborne.

I tak, odnośnie publikowanych przeze mnie tekstów krytyk zwracać będzie uwagę na fakt, że piszę o sprawach kościelnych na obcym gruncie na przykład, a nie na stosownym forum debaty wewnątrzkościelnej. Argument ten ma być gwoździem do trumny, zamknięciem kwestii, pomimo tego, że choćby nieznaczne uwolnienie własnego umysłu od uprzedzeń pokazałoby pustkę treściową takiego myślenia. Gdzie bowiem dyskutować, jak nie w miejscu przeprowadzania dyskusji, czyli na przykład w prasie. Analogicznie, w opinii niektórych biskupów, ujawnienie przez kard. Dziwisza treści wystąpienia wygłoszonego na posiedzeniu Episkopatu w sprawie ks. Rydzyka było gwoździem do trumny kardynała. Sprawa Rydzyka zostaje znów odłożona, bo - głosi pretekst biskupi - kardynał napisał, co myśli. Każdy pretekst jest dobry, jeśli jest skuteczny - to nieubłagana logika pragmatyzmu utylitarnego. Niemerytoryczne argumenty nie są bezcelowe: służą temu, by uciekać, by nie patrzeć. By patrzeć i nie widzieć. I nie jest to kwestia marginalna. To raczej zjawisko.

Źródło: Tadeusz Bartoś, Jan Paweł II. Analiza krytyczna
Kup książkę ->

piątek, 09 maja 2014

Ksiądz Grzegorz G. z Marwałdu, u którego znaleziono pornografię dziecięcą, nie został aresztowany – usłyszał jedynie prokuratorskie zarzuty. Prokuratura nie wnioskowała o areszt, mimo że w przeszłości ksiądz był już karany za posiadanie takich materiałów. Kuria w Olsztynie dopiero teraz zawiesiła go w obowiązkach proboszcza.

Ksiądz Grzegorz G. u którego znaleziono pornografię dziecięcą
Ksiądz Grzegorz G. u którego znaleziono pornografię dziecięcą, był już raz skazany z tego samego artykułu - w 2010 roku otrzymał karę więzienia w zawieszeniu. Kuria nie zawiesiła go wówczas w obowiązakch proboszcza, bo - jak wyjaśnia - ksiądz nie poinformował jej o wyroku.

„W czasie przesłuchania podejrzany częściowo przyznał się do winy. Zastosowaliśmy wobec niego zakaz opuszczania kraju i nakazano mu powstrzymywanie się od działalności związanej z edukacją małoletnich oraz sprawowaniem nad nimi opieki” - powiedział prokurator rejonowy w Ostródzie Zdzisław Łukasiak. Dodał, że nie wnioskowano o areszt księdza m.in. dlatego, że śledczy nie obawiają się jego ucieczki i na razie nic nie wskazuje na to, by na zabezpieczonych materiałach pornograficznych utrwalono osoby z najbliższego otoczenia księdza.

Prokurator zapytany, czy taki nakaz pozwala księdzu G. na kontakt np. z ministrantami odpowiedział, że „ksiądz powinien się od tego powstrzymywać, bo są to małoletnie osoby”. Z informacji ostródzkiej prokuratury wynika, że ksiądz G. nie uczył religii.

Ksiądz Grzegorz G. wpadł w ręce policji przypadkowo. Policjanci natrafili na treści pornograficzne, gdy szukali sprawców włamania na plebanię ks. G. Włamywacze ukradli laptop księdza i kilka pendrive’ów, włamano się też do kościoła. Policjanci zatrzymali złodziei i odzyskali wszystkie skradzione przedmioty. Gdy sprawdzili zawartość pendrive’a, znaleźli tam pornografię dziecięcą.

Proboszcz z Marwałdu już raz był karany za posiadanie treści pornograficznych z udziałem dzieci. Wpadł w 2009 roku podczas ogólnopolskiej akcji policji wymierzonej w internetowych pedofilów. Wówczas policyjne systemy wskazały IP komputera księdza G. jako „podejrzane”, a akcja policji potwierdziła, że miał pornografię dziecięcą. W 2010 roku ksiądz został za to prawomocnie skazany na 1 rok i 4 miesiące więzienia w zawieszeniu na 5 lat.

Kuria wyjaśnia, że nie zawiesiła wówczas proboszcza, ponieważ ksiądz G.... nie poinformował jej, że został skazany.

Źródło ->