Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
sobota, 29 września 2018

To, co pokazano w filmie, nie jest fantazją, mówi o "Klerze" prof. Tadeusz Bartoś. Filozof, teolog, niegdyś dominikanin, był jednym z konsultantów nowego filmu Wojciecha Smarzowskiego; doradzał producentom, gdy zbierali informacje na temat działalności kleru. 

Duchowni w Polsce są jedną z najbardziej zdemoralizowanych grup społecznych, mówi prof. Bartoś w rozmowie z "Gazetą Pomorską". W licznych wymiarach życia kler nie jest objęty kontrolą prawną. A wszędzie tam, gdzie nie ma nadzoru rodzą się patologie w sferze finansów i obyczajów. 

Prof. Tadeusz Bartoś
Prof. Tadeusz Bartoś: w Kościele panuje zmowa milczenia

Profesor przypomniał rządową Komisję Majątkową, która spełniała życzenia duchownych  w odzyskiwaniu majątków i była wyrazem ich uprzywilejowania. Ale to tylko czubek góry lodowej. W Polsce - inaczej niż we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii -  finanse Kościoła są poza jakąkolwiek kontrolą.

Grupa o charakterze mafijnym

Kościół nie musi prowadzić ścisłej księgowości. Każdy z nas może wrzucić na tacę dowolną kwotę; ktoś, kto bardzo kocha Kościół może nawet podarować księdzu parę milionów złotych, a on tego nie musi nigdzie księgować. Mamy przepisy, które tworzą z Kościoła grupę stojącą poza prawem, gdzie np. można łatwo prać brudne pieniądze. A prokuratura i służby niezbyt interesują się tą grupą. Przecież w całym kraju budowane są kościoły, sanktuaria, a nikt nie kontroluje zbierania pieniędzy na te gigantyczne inwestycje, mówi Tadeusz Bartoś. Pod względem finansów Kościół to jest państwo w państwie. 

Inaczej jest np. w niemieckim Kościele katolickim, gdzie księża otrzymują pensje i reguluje to prawo państwowe. Wszyscy wiedzą, ile zarabia proboszcz, ile wikary. Tymczasem w Polsce mamy układ zamknięty i grupę o charakterze mafijnym: jak ktoś fika, to ląduje na wiejskiej parafii, na której nie będzie miał z czego żyć. A jak będzie grzeczny, wszystkiemu przytaknie, to będzie miał dochody.

Przemilczeć pedofilię

W kwestii przestępstw pedofilskich mamy zmowę milczenia, którą wypracował sam Kościół. W latach 60. ubiegłego wieku została ona sformalizowana w dokumencie „Crimen Sollicitationis” - o przestępstwach napastowania seksualnego, w którym szczegółowo opisuje się, jak to ukrywać. Ofiara pedofila w sutannie była zobowiązana do milczenia - nie mogła ujawnić tego przestępstwa pod groźbą kościelnej kary. W duchu tej instrukcji działali wszyscy biskupi.

Pomyślmy o biskupie Karolu Wojtyle, o biskupie Bergoglio, którzy prawdopodobnie też zachowywali tę instrukcję. Została ona zmieniona dopiero na początku XXI wieku po ujawnieniu skandali pedofilskich. Ale nawet w dzisiejszych watykańskich instrukcjach nie ma obowiązku informowania wymiaru sprawiedliwości o przestępstwach pedofilskich popełnianych przez duchownych.

Bez samooczyszczenia

Intencją Kościoła nie jest samooczyszczenie, lecz ekspansja i oddalanie zagrożeń, związanych np. z pedofilią i złą opinią o duchowieństwie. Biskupi mogą wyrazić żal i zapewnić, że modlą się za ofiary, ale ich strategia opiera się na maksymalnym ograniczaniu konsekwencji finansowych i wizerunkowych. Dlatego katoliccy duchowni wkładają bardzo wiele wysiłku w budowanie swojego wizerunku; chcą, by uważano ich za świętych, nawet jeśli nimi nie są. Stąd cały repertuar gestów, słów i strojów - teatr uświęcania siebie. I minimalizowanie skutków skandali, mówi Tadeusz Bartoś. Tak działa instytucja, która nie kieruje się żadną moralnością, a jedynie chęcią ochrony stanu posiadania oraz zachowania twarzy.

Marketing i chwyty reklamowe

Kościół buduje swój publiczny wizerunek nauczając o ewangelicznej miłości i dobroci. To element marketingu. Kościół naucza wzniosłych rzeczy, by ludzie o nim myśleli, że jest siedliskiem takich wzniosłych, dobrych i pięknych rzeczy. Jednak rzeczywistym celem Kościoła jest ekspansja, nawrócenie wszystkich. Widać to w Nowym Testamencie, zwłaszcza w nauce św. Pawła. Ci, którzy się nie nawrócą, skazani są na wieczne potępienie, a wiec wieczne cierpienie. To wpajanie strachu, a nie miłości. Nauka chrześcijańska jest wychowaniem w strachu. Jest nauką zniewolenia i całkowitego podporządkowania duchowieństwu. Tak to działa, mówi prof. Bartoś.

Aby to lepiej wyglądało, Kościół mówi o miłości, pomocy bliźniemu i nadstawianiu drugiego policzka. Jest to jednak tylko warstwa reklamowa. Ludzie są nabierani na bardzo dobry marketing, na reklamę, że niby jest wspaniała idea, ale ludzie są grzeszni, a Kościół jest święty. To chwyty reklamowe, a w gruncie rzeczy łgarstwa, które mają dać nimb świętości grupie duchownych. Dzięki tej strategii kler może realizować swoje potrzeby władzy, dominacji i pieniędzy.

Źródło: plus.pomorska.pl

czwartek, 27 września 2018

Próby zablokowania "Kleru" przyczyniają się do wzrostu zainteresowania tym filmem - ocenia Michał Szułdrzyński. Tymczasem z kilku miast napłynęły wiadomości, że "Kler" pokonuje przeszkody, które mu stawiano.

Czy cenzura rzeczywiście jest tym, co prawica chce zaproponować polskiej kulturze?, pyta w "Rzeczpospolitej" Michał Szułdrzyński. Zarzuca głupotę lokalnym politykom, którzy w różnych miejscowościach próbują uniemożliwić projekcję filmu "Kler". Myśląc, że w ten sposób zapunktują u swoich wyborców prawicowi samorządowcy w istocie tylko przyczyniają się do budowy atmosfery skandalu, a zatem do promocji najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego, pisze publicysta.

Specjalny pokaz "Kleru" w Ostrołęce

Zbigniew Hołdys
Zbigniew Hołdys: w Ostrołęce jak za komuny

Ostrołęka bywa nazywana "miastem katechety", bo jej prezydent Janusz Kotowski, członek PiS, pracował kiedyś jako katecheta - z wykształcenia jest teologiem, absolwentem Akademii Teologii Katolickiej. Jedyne kino w mieście należy do Ostrołęckiego Centrum kultury, które podlega prezydentowi. Dyrektor Centrum potwierdził w katolickim radiu Nadzieja, że kino nie pokaże "Kleru".

Tymczasem producenci filmu zapowiedzieli, że zorganizują w Ostrołęce niezależny pokaz "Kleru". Nie ustalono jeszcze, gdzie i kiedy odbędzie się emisja, ale w mieście są sale nadające się do tego celu. Poinformował o tym Zbigniew Hołdys, który rozmawiał na ten temat z producentami. Wcześniej artysta zamieścił w internecie krytyczny komentarz, w którym zarzucił prezydentowi Ostrołęki, że postępuje podobnie jak komuniści w PRL, którzy również odbierali mieszkańcom dostęp do kultury. 

Na Facebooku zdobywa też popularność żart Szymona Majewskiego: W Ostrołęce złapano mężczyznę z Warszawy, który za piwo opowiadał mieszkańcom "Kler".

W Ełku każdy ma prawo wyboru

"Kler" obejrzą mieszkańcy Ełku, choć emisję filmu próbował powstrzymać radny Wojciech Kwiatkowski, pisząc w tej sprawie wniosek do prezydenta miasta. To krytyka duchowieństwa, a ja jestem członkiem Kościoła katolickiego i nie życzę sobie, żeby takie filmy pokazywano w samorządowym kinie, napisał radny. Dodał, że katolicy traktują Kościół jak matkę, a nie opluwa się własnej matki.

Jednak prezydent Tomasz Andrukiewicz nie ma zamiaru blokować "Kleru". Napisał w swoim oświadczeniu, że wniosek radnego traktuje wyłącznie jako jego prywatną opinię. Zaznaczył, że nie jest rolą prezydenta ingerowanie w repertuar kin. Żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo wyboru. Także tego, czy iść, czy nie iść do kina na film, pisze prezydent Ełku.

W Kraśniku zwyciężyła chęć zarobku

Mieszkańcy Kraśnika mieli nie obejrzeć "Kleru". Dyrekcja miejscowego kina "Metalowiec" uznała bowiem, że nie włączy tego filmu do repertuaru placówki. Dyrektor Wojciech Gołoś miał wątpliwości, czy film Wojciecha Smarzowskiego "nadaje się" do emisji w Kraśniku. Zmienił jednak zdanie, prawdopodobnie dlatego, że "Kler" wywołuje olbrzymie zainteresowanie. Chcemy zarobić, powiedział dyrektor w rozmowie z portalem wp.pl.

Kraśnickie kino podniosło ceny biletów na "Kler" - ze zwyczajowych 15 do 20 zł. Ponadto dyrekcja uznała, że film będą mogły obejrzeć tylko osoby dorosłe. Obejrzałem zwiastun i przekonałem się, że ten film nie nadaje się dla młodszych osób. Całego filmu nie widziałem, powiedział dyrektor.

Rekordowe zainteresowanie

"Kler" wejdzie na ekrany polskich kin w piątek 28 września. Po festiwalu w Gdyni, gdzie film zdobył nagrodę publiczności, jego rozgłos wciąż rośnie. Kina w wielu miastach planują rekordowe liczby seansów - od kilkunastu do kilkudziesięciu dziennie.

Źródła: www.rp.plwww.moja-ostroleka.pl, kultura.onet.pl, wiadomosci.wp.pl

Kościół w Polsce został przyparty do muru przez oburzone i żądne prawdy społeczeństwo, pisze portal pikio.pl, informując o tym, że Episkopat zapowiedział wydanie raportu o pedofilii polskich księży.

Dokument o wykorzystywaniu dzieci przez katolickich duchownych ma powstać bardzo szybko, bo do końca listopada. Powiedział o tym abp Wojciech Polak po zakończeniu zebrania biskupów w Płocku. Raport ma ujawnić liczby, które mówią o molestowaniu nieletnich przez księży i pokazać, jakie działania podjęto wobec duchownych, którzy dopuścili się tych przestępstw. 

Raport o pedofilii powinien być niezależny - a nie będzie

Adam Szostkiewicz
Adam Szostkiewicz: Czekamy na niezależny raport o pedofilii w polskim Kościele

Z dystansem do tych zapowiedzi odnosi się publicysta „Polityki” Adam Szostkiewicz. Na swoim blogu pisze, że konieczny jest niezależny raport o pedofilii w Kościele w Polsce. Zwraca uwagę, że jeśli archiwa Kościoła nie są w pełni dostępne, a gremia badające kościelną pedofilię nie są niezależne od Kościoła, to skuteczna walka z tym złem tak naprawdę nie jest możliwa.

Publicysta przypomina niemiecki raport o kościelnej pedofilii, powstały po przebadaniu 35 tysięcy teczek personalnych księży i zakonników z lat 1945-2014. Z tych danych wynika, że w tym czasie w Niemczech doszło do ponad 3700 przypadków nadużyć seksualnych popełnionych przez ponad 1600 duchownych.   

Na razie o raporcie analogicznym do niemieckiego nic nie słychać, pisze Szostkiewicz. A tylko taki dokument byłby krokiem naprzód. Z twardymi danymi. Ile przypadków pedofilii odnotowano, ile trafiło do sądów kościelnych, ilu duchownych wydalono z kapłaństwa, ilu przeniesiono do pracy bez możliwości kontaktu z młodocianymi?

Zdaniem Szostkiewicza, z pedofilią w Kościele można walczyć tylko wtedy, gdy istnieje bezstronność państwa i wymiaru sprawiedliwości, a Kościół nie uchyla się od odszkodowań dla ofiar pedofilów w sutannach. A do tego jeszcze daleka droga.

Sceptycyzm internautów

W większości komentarzy internautów widać nieufność do działań zapowiadanych przez Kościół. Oto kilka głosów:

• Na jakiej podstawie ma powstać ten dokument (i to jeszcze w błyskawicznym tempie 2 miesięcy), skoro kościół przez lata twierdził, ze nie posiada rejestrów? [...] Nie wierzę w "nawrócenie" kościoła w tej sprawie.

• Mam uwierzyć w dobre intencje i wiarygodność takiego dokumentu? Po latach zamiatania spraw pod dywan i wmawiania, że problem pedofilii KK nie dotyczy?

• Z inicjatywy społeczników powstaje interaktywna mapa ujawniająca miejsca działań księży-pedofilów w Polsce. Prace nad mapą trwają od roku, a wszelkie próby uzyskania informacji od sukienkowych nie przynosiły rezultatów. A teraz w tempie ekspresowym kk ma sporządzić "dokument" na ten temat.

• Nie wierzę w uczciwość tego "dokumentu". Rzucą jakiś mały ochłap dla gawiedzi, bo stężenie pedofilskie wkoło kościoła rośnie i nie wypada im ignorować. 

Źródła: pikio.plszostkiewicz.blog.polityka.pl, wiadomosci.gazeta.pl

Tagi: pedofilia
09:48, free.mind
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 września 2018

Ksiądz Emil P., pracujący jako kapelan w więzieniu w Stargardzie, nielegalnie dostarczał więźniom telefony komórkowe i przekazywał informacje. Robił to dla pieniędzy - ustaliła służba więzienna. 

Sprawa zaczęła się od rutynowej rewizji w jednej z cel. Znaleziono wówczas dwa telefony komórkowe z kartami SIM. W efekcie szczegółowych czynności wyjaśniających ustalono, że telefony na teren jednostki penitencjarnej zostały wniesione przez kapelana więziennego, poinformował mjr Sebastian Matuszczak, rzecznik dyrektora okręgowego Służby Więziennej w Szczecinie.

Więzienie w Stargardzie
Więzienie w Stargardzie, gdzie kapelan Emil P. świadczył przestępcom odpłatne usługi

Według strażników, kapelan przemycał smartfony pod sutanną. W więzieniu trwa wewnętrzne postępowanie, które ma ustalić, jak do tego doszło. Każdy wchodzący do więzienia powinien być kontrolowany, lecz kapelan to jeden z nas i w dodatku ksiądz, więc kto by mu zaglądał pod sutannę, tłumaczy jeden ze strażników. 

Ksiądz na usługach przestępców

Sprawa jest bardzo poważna, ponieważ kryminaliści stojący wysoko w bandyckiej hierarchii korzystają ze smartfonów, aby z więzienia kierować działalnością przestępczą. Zastraszają również świadków i ich rodziny, utrudniają śledztwa, planują ucieczki. Szczeciński gangster Wiesław J. wydawał nawet zza krat wyroki śmierci.

Ksiądz Emil P. dostarczał więźniom telefony „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej” - twierdzi służba więzienna i zapewnia, że ma na to dowody. Ponadto kapelan miał przekazywać skazańcom informacje, jakie zdobywał w kontaktach z administracją więzienia - a więc był „kretem” przestępców.

Postępowanie w sprawie księdza Emila P. prowadzi Prokuratura Regionalna w Szczecinie. Rzecznik prokuratury nie chce udzielić żadnych informacji na ten temat, tłumacząc się dobrem śledztwa. 

Empatyczny kapelan

Kapelana Emila P. próbuje bronić ks. Sławomir Zyga, rzecznik kurii biskupiej w Szczecinie: Ksiądz jest człowiekiem empatycznym. Może się zdarzyć sytuacja, że na polu empatii i wrażliwości na ludzką krzywdę i cierpienie, którego wiele jest za więziennymi murami, ktoś to wykorzysta.

Poproszony o skomentowanie informacji, że ksiądz Emil P. miał przyjmować pieniądze za swoje usługi, rzecznik kurii powiedział, że kuria nie neguje ustaleń służby więziennej, ale nie zna szczegółów. Czekamy na wyniki śledztwa w tej sprawie.

Ksiądz Emil P. jest na wolności, nie został tymczasowo aresztowany. Kuria wycofała go z więzienia, ale wciąż sprawuję on posługę kapłańską. W tej chwili jest nieuchwytny, wziął miesięczny urlop.

Źródło: wyborcza.pl

wtorek, 25 września 2018

Księża w Polsce są poza prawem, mówi Wojciech Smarzowski. Reżyser "Kleru" chciałby, aby ten film obejrzały osoby, które myślą inaczej niż on - wówczas w ich głowach mogłoby się coś otworzyć.  Film wchodzi na ekrany kin 28 września. 

Wojciech Smarzowski
Wojciech Smarzowski: film to fikcja, ale budulec jest z życia wzięty

Smarzowski opowiada, że zaczął myśleć o nakręceniu tego rodzaju filmu, gdy jego dzieci poszły do szkoły i kiedy zobaczył, jaką pozycję mają księża i religia w szkole publicznej. Kościół pierze mózgi dzieciom i wychowuje je w przesądach, mówi reżyser "Kleru". Potem doszły afery pedofilskie, wieści o przekrętach finansowych. Do tego każda uroczystość państwowa zaczyna się mszą. Staliśmy się też mistrzami w budowaniu coraz wyższych krzyży. Nazbierało się, podsumowuje reżyser i wspomina o jeszcze jednym grzechu: hipokryzji. Na przykład księża potępiają homoseksualizm, a mają w swoich szeregach sporą rzeszę gejów.

Scenariusz do filmu powstawał przed dwa lata, pisany wspólnie przez Smarzowskiego i Wojciecha Rzehaka. Zbierali informacje, czytali książki, rozmawiali z ludźmi. Reżyser zaznacza, że "Kler" jest fikcją w tym sensie, że postaci i zdarzenia są wymyślone, ale "budulec" został wzięty z życia. Podkreśla, że nie jest to film antyreligijny, gdyż założył sobie, że nie będzie atakował wiary.

Kościół tuszuje i pomniejsza swoje winy

Smarzowski przyznaje, że świadomość tego, co naprawdę dzieje się w Kościele jest w Polsce bardzo świeża. Wspomina, jak w 1992 roku zobaczył nagranie Sinead O’Connor drącej zdjęcie Jana Pawła II. Przyznaje, że choć jest niewierzącym, poczuł wtedy pewien niesmak, ale dziś już lepiej rozumie, dlaczego piosenkarka to zrobiła - wtedy Kościół w Irlandii stał poza prawem, czyli miał taką pozycję, jaką ma dziś w Polsce. A jak teraz wygląda Irlandia? Zamknięte seminaria, przegrane referendum aborcyjne, radykalny spadek liczby wiernych.

Kler, film Wojciecha Smarzowskiego

Reżysera przeraża to, że Kościół zupełnie nie interesuje się ofiarami przestępstw pedofilskich księży. Przedstawiciele Kościoła chętniej modlą się za księdza pedofila niż za dziecko, które skrzywdził. Jeśli już Kościół zgodzi się na zadośćuczynienie, to płacie je pod stołem.  W Irlandii już to się zmieniło, Kościół płaci jawnie, a odszkodowania są bardzo wysokie. A żeby już skończyć z tematem pedofilii – bo film jest nie tylko o tym – to na całym świecie jest tak, że na jednego pedofila przypadają dziesiątki ofiar. A u nas – rzekomo jedna. Bo tylko jedna odważyła się mówić.

Smarzowski podkreśla, że Kościół opanował do perfekcji strategię obronną. Ludzie Kościoła wypowiadają zdania w rodzaju: Kościół jest święty, ale składa się z grzeszników. Kościół jest jak matka, a matki się nie krytykuje. Kościół to Polska, a więc kto uderza w Kościół, uderza w ojczyznę.  To są zdania, które Kościół opanował do perfekcji. Mają zatuszować winy Kościoła, pomniejszać je, odwracać uwagę, rozmazywać. 

Kościół sam siebie nie oczyści

Zdaniem Smarzowskiego, dobrym rozwiązaniem dla Polski byłoby wypowiedzenie konkordatu i wyprowadzenie religii ze szkół. Co poza tym? System finansowy Kościoła powinien być jawny, bo państwo daje pieniądze na Kościół również z moich podatków. Reżyser chciałby, aby pedofilów w sutannach wsadzano do więzienia, a nie przenoszono z parafii na parafię. Chciałbym, żeby ktoś zadał sobie trud i sprawdził, co taki pedofil zrobił dzieciom w poprzednich parafiach, a nie tylko w tej, w której wpadł. Chciałbym, żeby Kościół wziął odpowiedzialność za ofiary.

Reżyser zwraca uwagę, że w żadnym kraju Kościół sam z siebie nie oczyścił się z win. Konieczna była presja państwa, świeckich instytucji, mediów. Nie inaczej będzie w Polsce - Kościół również sam siebie nie oczyści. Niezbędne są szersze działania, a film "Kler" ma być jedną z kropli, które drążą skałę 

Smarzowski mówi, że zależy mu na tym, aby film obejrzeli również widzowie, którzy nie myślą tak samo jak on. Trzeba trafiać do tych, w których głowach można coś otworzyć.

Źródło: wyborcza.pl

 
1 , 2 , 3 , 4