Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
wtorek, 02 października 2018

Milion złotych odszkodowania i dożywotnią rentę dostanie kobieta więziona i gwałcona w dzieciństwie przez księdza pedofila Romana B. - Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji.

W styczniu tego roku sąd przyznał 24-letnie Katarzynie, która w dzieciństwie była ofiarą księdza pedofila, milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty. Zapłacić miałoby Towarzystwo Chrystusowe, zgromadzenie zakonne, do którego należał ksiądz Roman B., sprawca gwałtów na trzynastolatce. 

Sąd apelacyjny w Poznaniu utrzymuje wyrok w sprawie zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila
Sąd Apelacyjny utrzymuje wyrok w sprawie zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila

Wyrok został uznany za przełomowy, bo do tej pory sądy w Polsce oddalały roszczenia finansowe wobec Kościoła w sprawach przeciwko pedofilom w sutannach. Przedstawiciele Kościoła skutecznie przekonywali sędziów, że to nie Kościół jest odpowiedzialny za przestępcze czyny księży, lecz sami księża.

Pracodawca odpowiada za czyny pracownika

Towarzystwo Chrystusowe wniosło  apelację od styczniowego wyroku, ale dziś Sąd apelacyjny utrzymał go w mocy. Sąd pierwszej instnacji obciążył Towarzystwo Chrystusowe na podstawie artykułu 430 kodeksu cywilnego, który mówi o odpowiedzialności pracodawcy za czyny pracownika popełniane w ramach obowiązków zawodowych.

Sąd nie miał wątpliwości, że ksiądz Roman B. wykorzystał swoją zawodową pozycję duchownego. Poznał nastolatkę na lekcji religii,  po czym zapraszał ją na plebanię, a więc do "miejsca służbowego". "Gdyby nie uczył religii, gdyby nie był księdzem, to do jego spotkania z pokrzywdzoną w ogóle by nie doszło. Gdyby nie wykorzystał swojej funkcji księdza do zdobycia zaufania pokrzywdzonej, szkoda nie zostałaby wyrządzona" - napisał sąd w uzasadnieniu wyroku.

Katarzyna miała 13 lat, kiedy katecheta ks. Roman B. upatrzył ją sobie jako ofiarę. Wykorzystał jej trudną sytuację domową i odseparował ją od rodziny. Przez kilkanaście miesięcy więził dziewczynkę, gwałcił ją, zmuszał do przyjmowania leków, zastraszał, groził śmiercią, jeśli nie zachowa milczenia. Gdy zaszła w ciążę, zmusił ją do aborcji. Inni księża widzieli, że Roman B. zabiera dziewczynkę na noc do swojego pokoju, ale ich to nie dziwiło. Nie zawiadomili przełożonych ani policji.

Gwałcicielem zaopiekował się zakon, ofiara ma złamane życie

Ksiądz Roman B.
Ksiądz Roman B. zapewniał, że podczas procesu i odsiadywania wyroku czuł wsparcie przełożonych

W 2008 roku gwałciciel w sutannie został w końcu aresztowany. W 2010 roku skazano go na cztery lata pozbawienia wolności. Gdy wyszedł z więzienia, zaopiekowało się nim Towarzystwo Chrystusowe, umieszczając go w swoim domu księży emerytów w Puszczykowie pod Poznaniem. Ksiądz odprawiał tam msze, co więcej, prowadził korespondencję z dziećmi na Facebooku. Ze stanu duchownego został wydalony dopiero w grudniu 2017 roku, gdy sprawa stała się szeroko znana dzięki mediom. Jeszcze później został usunięty ze swojego zakonu: 25 czerwca 2018 roku, czyli kilka miesięcy po wyroku sądu pierwszej instancji w sprawie odszkodowania dla ofiary. 

Kasia, ofiara księdza, trafiła do domu dziecka. Czterokrotnie próbowała popełnić samobójstwo. Była leczona w szpitalach psychiatrycznych. Dzisiaj cierpi na zespół stresu pourazowego oraz zespół depresyjny z objawami psychotycznymi.  W domu dziecka skończyłam tylko gimnazjum, bo w pierwszej klasie technikum znów podcięłam sobie żyły, opowiada Katarzyna. Dyrektor powiedziała, że nie powinnam w takim stanie chodzić do szkoły. Gdy wyszłam z psychiatryka, zdecydowałam, że muszę wyprowadzić się od rodziców. Wynajęłam pokój w innym mieście. Dostałam pracę na kasie. Po pracy siedzę u siebie. Nie wychodzę z domu. 

Źródło: wiadomosci.onet.pl, wyborcza.pl

Kapelan szpitala w Pile, 66-letni ksiądz salezjanin Jerzy K., molestował 17-letnią pacjentkę. Początkowo nie przyznawał się do winy, ale zmienił zdanie i chce dobrowolnie poddać się karze.

W kwietniu tego roku pracownicy Szpitala Specjalistycznego w Pile zauważyli, że ksiądz, który pracował jako kapelan w szpitalu całuje, obmacuje i próbuje położyć na łóżku 17-letnią pacjentkę. Natychmiast zawiadomili policję i duchowny opuścił szpital w kajdankach. Przewieziono go do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut "doprowadzenia osoby małoletniej do poddania się innej czynności seksualnej".

Ksiądz Jerzy K., Piła
W rękach policji ksiądz Jerzy K., który w szpitalu molestował nastolatkę.

Istotny był też fakt, że ksiądz mógł wykorzystywać słabość dziewczyny jako osoby hospitalizowanej i korzystać ze swojego autorytetu kapłana. Prokuratura zastosowała wobec kapelana m. in. dozór policyjny, a także zakaz kontaktowania się ze świadkami oraz pokrzywdzoną.

Ksiądz i prokuratura nie chcą procesu

Początkowo ksiądz twierdził, że jest niewinny. W prokuraturze złożył wyjaśnienia zaprzeczające ustalonemu przebiegowi zdarzeń. Teraz jednak przyznał się do winy i chce dobrowolnie poddać się karze, co oznacza, że sprawa zakończyłaby się bez procesu sądowego. Prokuratura podziela wniosek księdza i wnosi o karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Teoretycznie za takie przestępstwo grozi nawet do 8 lat więzienia.

Sprzeciw wobec takiego rozwiązania może zgłosić pełnomocnik pokrzywdzonej lub sam sąd, który w ciągu najbliższych dni zajmie się tą sprawą. Sąd może przychylić się do wniosku oskarżonego lub przeprowadzić proces.

Źródła: wiadomosci.radio.zetwww.se.pl