Blog poświęcony nieszczęściom i szkodom związanym z działalnością Kościoła katolickiego
RSS
środa, 14 listopada 2018

Kościół intensywnie brał udział w rozbiorach Polski, co trzeba podkreślić w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Nikt tak nie skłócił Polaków i nie osłabił ich mentalności jak Kościół Katolicki - mówi Krzysztof Pieczyński, aktor i prezes stowarzyszenia „Polska Laicka”

Nie można zapomnieć o tym, czym jest Targowica, mówi Pieczyński w studiu Onetu. Przypomina, że jest to bezpośrednia reakcja biskupów na uchwalenie Konstytucji 3. Maja. Papież Pius VI, zaalarmowany przez nuncjusza Saluzzo, zezwala biskupom na rokosz. Polscy magnaci jadą do carycy Katarzyny, gdzie zawiązują konfederację, do której przyłączają się biskupi. Otrzymują obietnicą odzyskania swoich przywilejów, a w zamian za to następuje agresja Rosji na Polskę i drugi rozbiór Rzeczypospolitej.

Dlatego tak krwawo potraktowano biskupów podczas insurekcji kościuszkowskiej. Ci ludzie byli wieszani, ponieważ naród wiedział, że są płatnymi agentami na usługach Rosji, mówi Krzysztof Pieczyński. Należy więc dzisiaj powiedzieć, że jeśli Polska przetrwała, to na pewno nie z powodu wiary katolickiej.

Krzysztof Pieczyński
Krzysztof Pieczyński: biskupi byli wieszani,
bo byli płatnymi agentami na usługach Rosji

Dzisiaj również, zdaniem Pieczyńskiego, wiara katolicka nie przyczynia się do przetrwania Polski, lecz coraz bardziej dzieli ją i skłóca. Prezes "Polski Laickiej" zwraca uwagę, że wszystkie istotne decyzje, które podejmuje rząd są konsultowane z Kościołem. Mamy Kościół w oświacie, mamy dzieci indoktrynowane od małego, mamy lekarzy, którzy nie mogą nas leczyć. Lekarz nie pomoże kobiecie z zagrożoną ciążą, bo będzie się bał, że zostanie oskarżony o aborcję. Kościół wtrąca się do polityki, szantażuje polityków i straszy ich ekskomuniką. Biskup Hoser powiedział, że należy ekskomunikować posłów, którzy opowiedzą się za in vitro.

Krzysztof Pieczyński przypomina narodowcom, jaki był początek ich ruchu. Kiedy zakładali Ligę Narodową w Paryżu, z daleka trzymali się od Kościoła, bo doskonale wiedzieli, że Kościół donosi na wszystkich nieposłusznych do władz państw zaborczych. Na podstawie donosów Kościoła ludzie byli zsyłani na Sybir.  

Prezes "Polski Laickiej" mówi, że dzisiaj połowa Polaków coraz jaśniej widzi, że Kościołowi trzeba dokładnie wyznaczyć miejsce, jakie może zająć w naszym państwie - gdzie kończą się jego nauki i gdzie nie wolno mu wtrącać się do naszego życia. Próbujemy ludziom powiedzieć, że chcemy być innym krajem, niż reprezentuje to obecny rząd, Kościół i narodowcy, że mamy swoją wizję Polski. Jeśli ta wizja nie zwycięży, to - zdaniem Pieczyńskiego - Polska po raz kolejny straci swoją pozycję w Europie i przestanie być liczącym się partnerem w jakiejkolwiek dziedzinie.

Źródło: wiadomosci.onet.pl

poniedziałek, 12 listopada 2018

Polska nie będzie niepodległa, dopóki nie wyzwoli się spod wpływu Kościoła katolickiego - mówili uczestnicy manifestacji zor­ga­ni­zo­wa­nej w Krakowie w Święto Niepodległości.

Jednym z akcentów krakowskich obchodów 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości był protest organizacji Dość Milczenia przeciwko zależności polskiego państwa od Kościoła katolickiego. Polska wolna od Kościoła!, krzyczeli manifestanci zgromadzeni pod pomnikiem Adama Mickiewicza.

Polska wolna od Kościoła - 1

Biznes z Kościołem katolickim, w który zdecydował się wejść Mieszko I, trwa już ponad tysiąc lat. Skutki tej transakcji wiązanej trwają do dzisiaj, mówiła jedna z organizatorek, Katarzyna Wójtowicz. Opowiedziała o negatywnym wpływie Kościoła katolickiego na historię naszego kraju; wskazywała, w jakim stopniu działalność Kościoła przyczyniła się do polskich klęsk narodowych. 

Wierni nie wytrzymali

Krytyka Kościoła katolickiego często wyzwala agresywne reakcje u wiernych - nie inaczej było tym razem. W czasie wypowiedzi Katarzyny Wójtowicz kilka osób próbowało pozbawić ją mikrofonu, czemu kres położyła dopiero interwencja policji.

Polska wolna od Kościoła - 2

Kolejna mówczyni, Katarzyna Łukasik powiedziała, że manifestacja odbywa się w rocznicę odzyskania niepodległości, ponieważ uważamy, że Polska nie będzie niepodległa, dopóki nie wyzwoli się spod wpływu Kościoła katolickiego.

Wypowiedzieć konkordat

Ideologiczny wpływ Kościoła na służbę zdrowia opisywała Anna Sikorska, wskazując m.in. na istnienie klauzuli sumienia, zakaz aborcji czy eutanazji. Mówiono również o konieczności wypowiedzenia konkordatu oraz rozliczenia się Kościoła z przestępstw pedofilskich i ich systemowego tuszowania.

Polska wolna od Kościoła - 3

Gdy zakończyły się przemówienia pod pomnikiem Mickiewicza, manifestujący przeszli w pochodzie pod pałac biskupi przy ul. Franciszkańskiej. Na ogrodzeniu pałacu zawiesili dziecięce buciki, przypominając w ten sposób o kościelnej pedofilii.

Źródła: gazetakrakowska.pl, krakow.wyborcza.pl

niedziela, 11 listopada 2018

Rys totalitaryzmu dostrzega filozof Tomasz Stawiszyński w po­dej­ściu Kościoła katolickiego do własnych przestępstw pedofilskich. Ujawnianie tych przestępstw nigdy nie było wolą hierarchów - dokonuje się ono dzięki czynnikom spoza Kościoła.

Sąd Najwyższy Pensylwanii w sierpniowym raporcie wymienił ponad 300 duchownych katolickich, którzy skrzywdzili ponad tysiąc dzieci. To kolejny raport, kolejna historia, komentuje Tomasz Stawiszyński. Przypomina, że potężne skandale związane z Kościołem katolickim wybuchały już w innych krach. Ukazało się wiele raportów, z których wynika, że ukrywanie kościelnych przestępstw pedofilskich ma charakter globalny. Jest to proceder, który występuje w całym Kościele, a nie tylko w poszczególnych krajach czy diecezjach.

Tomasz Stawiszyński
Filozof Tomasz Stawiszyński: Kościół systemowo ukrywa
swoje przestępstwa wobec dzieci

Maszyna do tuszowania faktów

Kościół katolicki to systemowa, zorganizowana maszyna do eksploatowania i nadużywania, a następnie tuszowania faktów, mówi Stawiszyński. Zwraca uwagę, że w żadnej innej sferze  życia społecznego nie występuje taka instytucjonalizacja przemocy i tak przemyślny mechanizm jej ukrywania. Przy czym Kościół nie podlega praktycznie żadnym regularnym procedurom kontroli społecznej i prawnej. A do tego opowiada jeszcze o dobru i transcendencji.

Zdaniem filozofa, to jest coś więcej niż patologia. Wiadomo już, że od kilkudziesięciu lat przestępstwa seksualne księży na dzieciach były tuszowane nie tylko przez lokalne diecezje i lokalnych hierarchów, ale również przez sam Watykan. Istniała cała wypracowana procedura, w ramach której księża, którzy gwałcili i molestowali dzieci, byli przenoszeni do innych parafii i nie ponosili żadnych konsekwencji za swoje przestępstwa. To jest przerażające, że o tym wiedziano i w sposób systematyczny ukrywano te fakty, podkreśla Stawiszyński.

Bierność lub nieskuteczność papieży

Filozof zaznacza, że Jan Paweł II całkowicie ignorował napływające do Watykanu doniesienia o seksualnym wykorzystywaniu dzieci przez ka­to­lic­kich duchownych, a więc swoich podwładnych. Co więcej, niektórych szczególnie okrutnych przestępców pedofilskich - takich jak kard. Hans Hermann Groër i ks. Marcial Maciel Degollado - Karol Wojtyła wręcz premiował i awansował. 

Kolejny papież, Benedykt XVI, intensywniej zaczął zajmować się pedofilią w Kościele. Wydał instrukcję, w której pouczał biskupów, jak powinni postępować z księżmi popełniającymi tego rodzaju przestępstwa. Zapomniał jednak o najważniejszym zaleceniu. Zabrakło oczywistej dyspozycji i instrukcji, żeby powiadamiać organy ścigania, mówi Tomasz Stawiszyński.

Kościelny totalitaryzm

Stawiszyński zaznacza, że Kościół traktuje przestępstwa pedofilskie kleru jako swój wewnętrzny problem. Najchętniej zajmowałby się tym problemem wyłącznie we własnym środowisku, dlatego wypracował mechanizm uciszania ofiar i przenoszenia księży. Wśród hierarchów zawiadujących Kościołem funkcjonuje przekonanie, że dobro instytucji zawsze stoi ponad dobrem jednostek. Dlatego lepiej uciszać wszystkie historie, które mogłyby osłabić pozycję Kościoła, a ofiary zadowolić odszkodowaniami, tłumaczy filozof.

W jego ocenie, przerażać może to, że interes Kościoła ma być ważniejszy niż dobro ludzi. To jest przerażające, bo to jest charakterystyczne dla totalitarnych sposobów myślenia, mówi Stawiszyński. Przypomina, że państwa totalitarne i instytucje tych państw tak właśnie o sobie myślały - że są ważniejsze niż jednostki. W Kościele katolickim jest dokładnie to samo. 

Źródła: www.tokfm.pl, www.tvn24.pl

piątek, 09 listopada 2018

Ujawnianie kościelnej pedofilii może sprawić, że ludzie zaczną się zastanawiać, czy posyłać dzieci na religię i zgadzać się na wakacyjne wyjazdy z duchownymi. I dobrze, bo trzeba skończyć z tym kompletnie bezkrytycznym podejściem do księży, mówi filozof prof. Tadeusz Gadacz. 

Przed czymś takim człowiek staje oniemiały, mówi prof. Gadacz, pytany o przestępstwa pedofilskie katolickich duchownych. Podkreśla, że ofiary mają zmarnowane i zwichrowane życie -  a od biskupów słyszymy, że dziecko jest winne, bo lgnie do księdza. Te słowa, wypowiedziane prze abpa Józefa Michalika profesor Tadeusz Gadacz określa jako skandaliczne, podobnie jak wyjaśnienie, że takie dzieci biorą się z rozbitych rodzin, a wszystkiemu winne są rozwody. Bo gdyby w domu było dobrze, dziecko nie lgnęłoby do księdza. Za tym idzie logika: ksiądz nie jest winny, on się najwyżej zagubił.

Profesor Tadeusz Gadacz
Prof.Tadeusz Gadacz: wierni często stawiają księży na piedestale

Filozof krytycznie odnosi się również do słów bpa Tadeusza Pieronka, który w jednym z wywiadów powiedział, że Kościół jest wspólnotą grzeszników, a pedofilia była, jest i będzie, bo żadna siła nie powstrzyma człowieka od tego, by korzystał z tego, do czego pchają go namiętności. Zdaniem prof. Gadacza, z tych słów przemawia buta, a księża powinni być pierwszymi osobami, które wyrażą skruchę, gdy dziecko zostało seksualnie wykorzystane przez kapłana. Jeśli słyszymy, że w każdym gronie zdarzają się czarne owce i niewiele da się z tym zrobić - świadczy to o obojętności na los ofiar.

Profesor uważa, że niewielkie znaczenie ma fakt, że niektórzy biskupi - tacy jak Piotr Libera czy Andrzej Czaja - głośno mówią o pedofilii. Gdy trzeba zająć stanowisko, wystawia się kilku liberalnych hierarchów, żeby zamknąć usta krytykom. Ale to tylko ochłap, który de facto ma wykazać, że pedofilia wśród księży to sprawa marginalna.

Świeckiej komisji nie będzie

Moglibyśmy mówić o rzeczywistej zmianie nastawienia biskupów, gdyby Episkopat zgodził się na to, by powstała świecka komisja do spraw klerykalnej pedofilii. Chodzi o taką komisję, która miałaby dostęp do kościelnych dokumentów dogłębnie zbadała sprawę, a potem opublikowała raport. Tak jak to się stało w Pensylwanii, Irlandii, Australii czy Niemczech.

Zdaniem prof. Gadacza, nie będzie to możliwe przy obecnej władzy w Polsce ze względu na jej głęboki sojusz z Kościołem. A więc dopóki nie zmieni się rząd, Episkopat nic nie zrobi w sprawie takiej komisji. Tak jak dotychczas, będą badane pojedyncze przypadki w sądach, ale nie powstanie żaden całościowy raport obejmujący kilkadziesiąt lat. To strategia wygodna dla Kościoła instytucjonalnego, bo pozwala dalej stosować wyparcie. Znowu usłyszymy, że Kościół jest święty, ale składa się z grzeszników.

Zapytany, czy Jan Paweł II mógł nie wiedzieć o skali pedofilii wśród duchownych, Tadeusz Gadacz powiedział, że do wielu informacji papież mógł nie mieć dostępu, jednak nie da się obronić twierdzenia, że niczego nie wiedział. Być może dla niego, tak głęboko wierzącego, w obliczu ogromnego zła, jakim jest pedofilia, jedynym mechanizmem obronnym było wyparcie. Nie wiem, czy kiedykolwiek poznamy prawdę, mówi profesor Gadacz.

Jan Paweł II i pedofilia
Nie da się obronić twierdzenia, że Jan Paweł II nie wiedział
o pedofilii w Kościele

Wiara w księży pomaga pedofilom

Filozof zwraca uwagę, że praktykowane przez Kościół systemowe tuszowanie przestępstw pedofilskich (przenoszenie pedofila do innej parafii, ochrona przed wymiarem sprawiedliwości) nie byłoby możliwe bez specyficznej teologii, budowanej przez setki lat. Jest to teologia, w której wymiar mistyczny Kościoła został przeniesiony na jego wymiar instytucjonalny. Utożsamienie tych dwóch płaszczyzn poszło tak daleko, że jakakolwiek próba krytyki Kościoła jest traktowana jako napaść na Chrystusa i naruszenie sacrum.

Wiele razy opisywano reakcje niektórych katolików, np. na Podkarpaciu, gdy dziecko przychodziło do domu i mówiło, co zrobił ksiądz. Nikt ofierze nie wierzył, nawet rodzice, którzy pasem próbowali wybić dziecku z głowy „głupoty”, zakazywali głośno mówić o tym, co się stało, padały oskarżenia o konfabulację, winą obarczali syna czy córkę, a nie duchownego. Rodzice tak się zachowywali, bo tak zostali wychowani. Chodzi nie tylko o to, że bali się księdza, który mógł im realnie zaszkodzić, ale również o czysto religijny lęk. Bali się naruszyć sacrum. Tego rodzaju lęk jest częsty wśród polskich katolików.

Krzywda dziecka domaga się radykalnych decyzji, ale ludzie nie są na nie gotowi, gdy sprawcą jest ksiądz. Dla takich ludzi religia jest częścią ich tożsamości, a kapłan to święty człowiek i wcielenie Chrystusa. Żeby to zmienić, potrzebne jest trzęsienie ziemi w polskim Kościele.

Źródło: krakow.wyborcza.pl

czwartek, 08 listopada 2018

Ksiądz Wojciech L. z gdyńskiego Obłuża molestował seksualnie dwóch harcerzy, swoich podopiecznych. Starszego z nich również bił. Twierdzi, że robił to dla ich zbawienia. Sąd w Gdyni skazał go na sześć lat więzienia.

Sprawa wyszła na jaw w lipcu ubiegłego roku. Wtedy właśnie ksiądz Wojciech L, wykorzystał seksualnie dwóch chłopców (14-latka i 18-latka) na obozie w Bieszczadach, gdzie wybrał się z harcerzami. Chłopcy opowiedzieli o wszystkim swoim mamom, a one zawiadomiły organy ścigania.

Ks. Wojciech L. z Obłuża
Ks. Wojciech L. wykorzystywał seksualnie harcerzy
z myślą o ich zbawieniu

Ksiądz Wojciech L., który pełnił posługę w gdyńskiej parafii św. Andrzeja Boboli, był również harcmistrzem jednej z pomorskich drużyn harcerskich. Był członkiem Rady Duszpasterstwa Harcerzy Archidiecezji Gdańskiej. 

Surowy i stanowczy, ale wielki przyjaciel dzieci, tak opisuje księdza jedna z parafianek. Najbardziej przyjaźnił się z najsłabszymi dziećmi, z rozbitych rodzin, porzuconymi przez matki lub ojców, wychowywanymi przez religijnych dziadków.

Molestowanie jako droga do zbawienia

Ksiądz harcmistrz przyznał się do molestowania harcerzy. Ja tylko chciałem doprowadzić ich do zbawienia, powiedział śledczym prowadzącym jego sprawę. Harcerze spowiadali mu się z swoich grzechów, a ksiądz zadawał im pokutę. Polegała ona na tym, że chłopcy musieli zaspokajać jego potrzeby seksualne. Ksiądz twierdzi, że prowokowali go swoim zachowaniem i strojem. Spowiadali się z masturbacji. W trakcie śledztwa duchowny przekonywał, że wykorzystywał seksualnie nastolatków dla ich dobra - chciał w ten sposób pomóc im na drodze do zbawienia. Pragnął, aby stali się lepszymi katolikami, Polakami i dziećmi Boga. 

Ks. Wojciech L. - najlepsza drużyna ZHR
Drużyna ks. harcmistrza Wojciecha L. (w środku) w 2011 roku zdobyła tytuł najlepszej drużyny Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej

Prokuratura początkowo przedstawiła duchownemu dwa zarzuty: doprowadzenie małoletniego do poddania się innej czynności seksualnej oraz wykorzystania zależności zawodowych w celu zmuszenia podwładnego do poddania się innej czynności seksualnej. Jednak w toku postępowania zwiększono liczbę zarzutów do pięciu, bo śledczy ustalili, że ksiądz molestował podopiecznych także wcześniej, przed wyjazdem.

Sąd nie wierzy w zbawienne działanie molestowania

Proces rozpoczął się w maju tego roku. Sąd utajnił postępowanie twierdząc, że kieruje się dobrem poszkodowanych. Po siedmiu rozprawach zapadł wyrok. Sąd uznał, że ksiądz Wojciech L. dopuścił się wszystkich zarzucanych mu czynów: kilka razy wykorzystał obu chłopców - na biwaku oraz na terenie plebanii w Gdyni. Obu kazał się rozbierać, po czym chłopcy musieli masturbować swojego oprawcę. Starszego z nich ksiądz bił przy tym kablem.

Wojciech L. został skazany na 6 lat więzienia. Zakazano mu również przez 12 lat zbliżać się do obu pokrzywdzonych; dożywotnio nie może wykonywać żadnej pracy z dziećmi. Musi też zapłacić odszkodowania na rzecz obu chłopców: 80 tys. zł dla 14-latka i 60 tys. zł dla 18-latka.

Wyrok nie jest prawomocny. Obrończyni księdza zapowiedziała, że wraz ze swoim klientem rozważy apelację po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. Skazany ksiądz od lipca ubiegłego roku przebywa w areszcie.

Źródło: www.trojmiasto.pl, natemat.pl, www.newsweek.pl

 
1 , 2 , 3